|
Kto gwiżdże na swoich piłkarzy (i to na ponad 10 minut przed końcem meczu!), ten nie ma prawa później cieszyć się z ich sukcesów, goli i zwycięstw. To sportowa ignorancja i hipokryzja, wylewanie bluzgów i własnej frustracji niskim miejscem.
Czy to komuś sprawia przyjemność? Czy na tym polega kibicowanie, żeby przyjść, pocisnąć swoim i potem jarać się "Wisła to my"? Każdy jest rozgoryczony, ale taki hejt to niech schowa do kieszeni, a przynajmniej na ostatni gwizdek. Ja byłem zażenowany, że w momencie gdy naprawdę trzeba wsparcia, gdy w drużynie są wiślacy (Arek, Paweł, Misiek), są walczaki (Zdenek), mój sektor C im ciśnie.
Jak można się potem przeglądać w lustrze - wyzywano drużynę od gwiazdeczek, że dają się frajerom... A potem cieszyć się z gola Jovicia, skandować nazwisko Ondraska, który pewnie nie wszystko zrozumiał z trybun. Żenująca hipokryzja. "Nawet kiedy będzie źle, my nigdy nie poddamy się" - puste słowa.
Wszyscy którzy odstawili ten festiwal żenady - możecie sobie pogratulować. Daliście z siebie wszystko, pokazaliście miłość do Wisły, a nie tak jak ci na boisku, gwiazdorzy którzy przegrywająi z frajerami. Jesteście prawdziwymi kibicami, ale sukcesu. Jak kiedyś spadniemy, to będziecie mogli w końcu przestać chodzić na Wisłę - z korzyścią dla wszystkich.
Nawet gdy upadniesz, ja będę z Tobą.
|