|
Wczorajszy mecz to jedna wielka żenada, nie tylko na boisku ale po części również na trybunach. Po bramce dla gości zamiast uświadomić tych pozorantów o co grają i gdzie są, zaczęło się głaskanie "Czy wygrywasz, czy nie...". Rozumiem krzyknąć raz, dwa a nawet trzy, ale żeby prawie 15 minut "wałkować" to samo w momencie, gdy jesteśmy na trzecim miejscu od końca w tabeli? Rozumiem, że trzeba chwalić się przywiązaniem do barw i zaszczepić to w tej młodzieży, ale wczoraj brzmiało to jak jakiś "Anielski orszak" lub w najlepszym wypadku "Nic się nie stało...". Nie potrafię zrozumieć tego bezgranicznego głaskania.
|