Jak się nie strzela bramek to nie ma szans na wygraną. Mieliśmy kilka sytuacji i jak zwykle nie wykorzystaliśmy nic. Balaszov to tragedia strzelecka. Nie ma siły w jego strzałach, nie mówiąc o precyzji. Oczywiście doceniam że biegał grał nie najgorzej, ale strzelec z niego naprawdę marny.
Gra Wisły była inna niż za Moskala - wtedy mieliśmy przewagę w posiadaniu piłki, teraz to rywale posiadali piłkę więcej. Paradoksalnie (poza odczuciem estetycznym z ładnego klepania piłeczki) stworzyliśmy nie mniej sytuacji pod bramką rywala niż za Moskala. Natomiast z taką skutecznością to tylko gra o utrzymanie.
Gdybyśmy ten mecz wygrali (a mieliśmy więcej sytuacji od Śląska) nie byłoby tylu płaczów. A tak jeden wielki kwik. Dajcie spokój. Lepiej na chłodno podzielić się swoimi opiniami niż mądrościami w stylu: "im się nie chciało biegać"
