Jeszcze kamyczek do ogródka w sprawie dzietności.
Może nie dla wszystkich to jest jasne, ale dzieci nie biorą się z religii, bogactwa, biedy czy programu 500+.
Tylko no wiecie, no... bocian je przynosi
Dlatego nie analizowałbym tych mapek tak skrupulatnie, bo w wielu rejonach jest tak jak było kiedyś w Polsce w czasach gdy dzietność była całkiem, całkiem.
To znaczy było tak, że nastolatki pisały do Filipinki (takie czasopismo) listy z zapytaniem czy od siedzenia na kamieniu można zajść w ciąże. A pani na naukach przedślubnych z rozbrajającą szczerością twierdziła, że więcej niż połowa to tu jest bo musi.
Natomiast w krajach gdzie jako tako ogarnięto związek przyczynowo skutkowy i dziecko jest już efektem wyboru sprawa wygląda inaczej.
I tu się zgodzę, że podstawą jest zmiana wzorca kulturowego. Jeżeli wszędzie w TV, gazetach oglądamy propagacje anty dzietności i lewacki wzór światopoglądowy, gdzie dziecko jest mało atrakcyjnym dodatkiem do życia to trudno wymagać poświeceń od potencjalnych dzietniaków.
Bez zmiany tego wzorca sam program 500+ niczego nie załatwi, ani inne konieczne działania jak zwiększenie ochrony macierzyństwa, choćby w prawie pracy.