Eternit napisał(a):

|
W sensie, że Lech ma 6,9 mln kibiców (sympatyków)? Jak oni to wyliczyli? Radzieccy naukowcy im pomagali czy co?
|
Jak Lech ma 7, a Lechia 3 miliony kibiców, to już 1/4 populacji naszego kraju jest zarezerwowana... Jeszcze jak nawiążę współpracę z Legią (na pewno wielka legia ma z 12 mln), to jeszcze zostanie im miejsce na max 1-2 kluby.
No chyba, że uznają iż Polak może kibicować kilku drużynom na raz. I przy 38 mln populacji, będziemy miec 80 milionów "kibiców"....
WislaFan123 napisał(a):

|
To jak to robią w Anglii i Niemczech, gdzie ostatnie druzyny maja wypelnienie na poziomie ponad 90%? A no wlasnie dlugterminowa strategia marketingowa.
|
Eee tam.
Pracuje jako kierowca jeżdżąc od kilku lat po mieście Bristol, czasami nawet bezpośrednio obok stadionu i NIGDY, podkreślam NIGDY nie widziałem żadnego baneru, czy plakatu meczowego ani jednej z dwóch drużyn grających tu drużyn. Pewnie gdzieś są, ale tak słabo rzucające się w oczy, że aż musiałem sprawdzać na necie co to za stadion codziennie mijam...
Mimo tego i beznadziejnych wyników sportowych (City walczy o utrzymanie w Championship, Rovers o awans do League One, czyli obecnie grają w CZWARTEJ lidze), frekwencje mają super: na ostatnim meczu City 15 tys, Rovers 10 tys. A Bristol jest miastem znacznie mniejszym od Krakowa... I uwierz mi, że taka czwarta liga w jakiej gra Rovers to kopanina dużo większa niż polska ekstraklasa... Stadiony też gnioty w porównaniu do naszych...
Po prostu tam od małego czymś normalnym jest interesowanie się piłką i chodzenie na mecze. Każdy się tym interesuje, o ostatnie wyniki Premiership możesz spytać dowolną osobę na ulicy.
Naprawdę przeceniacie rolę paru plakatów na mieście względem lat tradycji i ogólnej mody. W anglii nie przeczytasz na pierwszej stronie gazety, że kibic X opluł kibica Y... A jak powiesz, że byłeś na meczu w robocie, to nikt nie spyta czy nie było zamieszek i czy się nie boisz chodzić...