Wyświetl pojedynczy post
emj10
Senior Member
 
Od: 05.2006
Skąd: Opoczno/Warszawa

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#34866
Stary 01.02.2016, 13:31
Dyskusja była na kilka stron, argumentów z jednej strony tyle co nic, a nikt nie wspomniał o trzech punktach, które może pozwolą niektórym uzmysłowić dlaczego nie wolno wspomagać osób, które wzięły kredyt w CHF, bądź jak kto woli kredyt denominowany w CHF, ale faktycznie płacony w PLN:

1. Wzięcie kredytu w CHF pozwalało wziąć mieszkanie o większym metrażu
- do czasu "rekomendacji S" z połowy 2006 roku można było poprzez dowolne lewarowanie i regulowanie iloczynem (rata miesięczna kredytu x długość kredytu w latach) uzyskać metraż mieszkania czasem o 15-20 metrów większy niż miało to miejsce przy kredycie w PLN.

Tego typu chwyt używano na targach mieszkaniowych, w broszurach deweloperów, czy w punktach sprzedaży, gdzie oferowano 75 metrów w cenie 50 metrów - Kowalski jak to Kowalski kupuje tego typu bzdury, znam nawet profesora ekonomii, któremu tak wciśnięto na targach mieszkania kredytowane w CHF na Wilanowie

2. Kredyty w CHF oferowały zwykle słabsze banki, chcące pozyskać nowych klientów i wzmocnić akcję kredytową - absolutną prawdą jest, że kredyty w CHF były lepiej punktowane i lepiej opłacane w latach 2004-2008 wśród początkujących akwizytorów usług bankowych.

Potocznie można powiedzieć, że bankowcy mogli nachapać się lepiej na tego typu kredytach niż na tych zwykłych w PLN, gdyż przywiązywały one klienta na 40-50 lat, czyli praktycznie do końca życia danej osoby/pary. Działanie pozornie było jednak z korzyścią obopólną dla obu stron, bo bankier zgarniał elegancką prowizję, a kredytobiorca dostawał mieszkanie sprzedające się na pniu po śmiesznej miesięczne racie, często poniżej płacy minimalnej na tamten moment.

3. Wyższa kwota kredytu w CHF niż w PLN - moim zdaniem to był najistotniejszy czynnik, dla którego wielu kredytobiorców skusiło się na kredyt frankowy.

Do czasu "rekomendacji S" tzw. gołodupcy (brak wkładu własnego, brak kasy na wykończenie etc.) mieli kilka możliwości:
a) wzięcie tańszego mieszkania za niższą kwotę kredytu z częścią kwoty kredytu zostawioną na wykończenie
b) wzięcie droższego mieszkania za wyższą kwotę kredytu z pomocą rodziny na wykończenie
c) wzięcie droższego mieszkania z wyższą kwotą kredytu z dodatkową kwotą na wykończenie

Jak myślicie jaki wariant zwykle wybierano? Oczywiście odpowiedzią prawidłową jest odpowiedź C. Sięgano po ten ostatni wariant, gdyż wydawało się, że to jest wariant idealny typu win-win:

Bank:
- zyskiwał przywiązanego na 40-50 lat kredytobiorcę (w przypadku PLN kredyty były zwykle krótsze, bo kwoty udzielanego kredytu nie mogły być tak wysokie)
- kredytobiorca spłacał rzetelnie kredyt, bo raty wydawały się być śmiesznie niskie na tamten moment

Kredytobiorca:
- dostał większy metraż (nawet 15-20 metrów więcej)
- dostawał większą kwotę kredytu
- dostawał dodatkową kasę na wykończenie mieszkania
- dostawał kredyt na 50 lat, czyli często do spłacenia w okresie emerytalnym
- dostawał raty do spłacenia stanowiące bardzo często niewielki ułamek miesięcznego dochodu
- z gołodupca można było stać się Kowalskim przez duże K, który mieszkał na Mokotowie, czy Wilanowie jak Magda M, którą oglądało się przez szkiełko w TVN


Skąd to wiem? Nie powiedziało mi tego ani żadne callcenter, ani inne centrum analityczne wypowiedzi forumowych nie pomogło nic a nic.

W swoim nieszczęściu, albo szczęściu w nieszczęściu trafiłem na sam koniec górki nieruchomościowej do branży. Byli tacy co w tym czasie dorobili się całkiem niezłego portfela nieruchomości, ale znam też takich, którzy na lewarowaniu kredytów zadłużyli swoją rodzinę na trzy pokolenia do przodu. Sam zrobiłem kilka niezłych deali z przebitkami 100:1 na własny użytek
Ostatnio edytowane przez emj10 : 01.02.2016 o godz. 14:01.