Wyświetl pojedynczy post
dziki
Senior Member
 
 
Od: 12.2002
Skąd: Różnie bywa

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#11037
Stary 01.01.2016, 17:27
Konrad. napisał(a):Wyświetl post
(...)

To tak jakbyś powiedział, że nie będziesz się reklamował na tramwaju, bo jeżdzą nim emeryci.

Powiedz temu twojemu specowi, że reklama czy na koszulkach, czy na stadionie nie jest skierowana do tych paru tysięcy na sektorze. W ich stronę nawet reklamy stadionowe nie są skierowane.

Reklamujesz produkt dla ludzi przed telewizorami, tych którzy oglądają skróty, czytają gazety.(...)
Miałeś kiedyś.cokolwiek wspólnego z biznesem lub konkretniej z komunikacją marki/produktu? Bo mam wrażenie, że nie wiesz o czym piszesz.

Nie reklamujesz produktu "dla ludzi przed TV" promując klub/stadion, niezależnie od tego czy to reklama koszulkowa, sponsora głównego czy tytularnego. De facto wiążesz postrzeganie marki z klubem/podmiotem, przez co przeciętny kibic będzie utożsamiać ją.z tym co prezentuje klub/podmiot. Zwróć uwagę na to, jak postrzegało się - ekstremalny przykład - Groclin. Marka globalna, którą polscy kibice kojarzą tylko ze sportem i tym co prezentował sobą w polskiej lidze kopanej. Zabawne. Myślisz, że - biznesowo - potrzebny był im tego typu ruch? Przecież ich konsumentem / klientem jest producent samochodów, bardzo rzadko klient indywidualny (czyli przeciętny kibic piłkarski). Gdyby Drzymała miał inne biznesy, np. SMBWBTLR (Srali Muszki Bedzie Wiosna, Bedzie Trawa Lepiej Rosla) zajmujący się produktami na porost trawy, to równie dobrze mógłby nazwać ten klub SMBWBTLR Grodzisk Wielkopolski, bądź stadion SMBWBTLR Arena. Ten sam poziom relewancji. Inny przykład - Jordan i jego wpływ na Nike. Ale też.Nike, Gatorade i Tiger Woods (wg szacunków strata ok. 12 mln $ dla udziałowców - http://gsm.ucdavis.edu/news-release/...ers-12-billion).

Reklama na koszulkach to nie tylko promocja, jak większość z Was pewnie uważa. To przede wszystkim trwały krok w procesie postrzegania marki przez konkretną grupę konsumencką. Heineken decydując się na wsparcie Open'er Festival zdecydował się na konkretne pozycjonowanie marki. PGE sponsorując stadion w Gdańsku zdecydował się pokazać jako marka pro-sportowa, zresztą zgrywało się to z ich sponsoringiem w kluby różnych dyscyplin sportowych. Coca Cola sponsorowała krakowski Coke Festival, między innymi ze względu na charakter tej imprezy (impreza masowa, ale 'fun-oriented'). I teraz myśląć o gdańskim stadionie ludzie często myślą o PGE Arenie, Coke Festival jest Coke Festivalem, a Open'er jest wciąż utożsamiany z Heinekenem (nieświadomie;-) ).

Oczywiście przeciętny konsument stwierdzi, że to bzdura, że tego typu sponsoring wpłynie na postrzeganie marki. Inaczej myśli osoba, której finanse i przyszłe życie zależą.od jakości i siły tej marki. Jeśli przykładowa Coca Cola sponsorowałaby jakiś klub musiałaby mieć pewność, że ta współpraca nie będzie utożsamiana negatywnie - tzn. że pewnego dnia nie spotkają się ze stratą trochę głębszą.niż finansowa. Nawet taka bzdura jak nośnik informacji (reklamy) ma wielokrotnie kluczowe znaczenie - przykładowo pewna duża marka kosmetyczna kilka late temu nie chciała promować się na małych ekranach przy przystankach (wiatach), uznając że mogą być one zbyt brudne i ich produkt do takiego klimatu nie pasuje. Na nic argumenty o dotarciu, relewancji do grupy celowej etc. Klient nie chce i kropka.

Właśnie dlatego marka zanim zdecyduje się wejść we współpracę z jakimkolwiek podmiotem zbada czy na tym zyska czy straci. Produkt reklamuje się wszędzie tam, gdzie pojawia się o nim wzmianka.
Wyobraź sobie taką absurdalną sytuację, że Coca Cola pewnego dnia przyjechałaby na mecz z szefostwem z Atlanty i musiałaby tłumaczyć.co oznacza przyśpiewka, napis na sektorówce etc. Wyobraź sobie, że przykładowo będzie to mecz derbowy, a wśród gości znajdzie się jeden z największych udziałowców Coca Coli i jednocześnie jej dyrektor-członek rady nadzorczej David Weinberg (to ten od Digital BandWidth, jak ktoś się interesuje startupami). Myślisz, że gdyby zostało mu wytłumaczone o co chodzi w przyśpiewce "j.bać.ży.ów, s....y.nów" byłby w stanie to zrozumieć? Albo jakąś sektorówkę w tym kontekście?
To oczywiście absurdalna sytuacja, ale ktokolwiek sięgnie do kieszeni i wyda kilka-kilkanaście milionów musi wiedzieć czy nie wpieprzy się na minę. Reklama to tylko element komunikacji marki. Sponsoring to coś ponad reklamę.

Od kilku lat pracuję w tym środowisku, najpierw w Polsce, a od niecałych czterech lat międzynarodowo (m.in. Panama, Londyn). Nigdy w życiu nie spotkałem się z klientem, który byłby w stanie bezproblemowo wrzucić nazwę swoich produktów lub całej marki w tak wrzące środowisko bez wątpliwości. W zdecydowanie bezpieczniejszych sytuacjach klienci bywają wrzodami na tyłku, co dopiero na stadionie.

Miałem przyjemność pracować z całkiem fajnymi markami, część z nich była swobodniejsza w swoim rygorze komunikacyjnym. Dla przykładu Durex, który kojarzy się z frywolnym tematem i dla przeciętnego konsumenta wygląda na idealny produkt do komunikacji stadionowej, miałby problem natury etycznej pokazując się jako sponsor. To, że marka jest swobodniejsza nie oznacza, że będzie swobodnie podchodzić do pokazywania się przy 90 minutowej jeździe z kur.mi.

Ach, ważna kwestia - nie uważam, żeby na trybunach roztaczały się li tylko i wyłącznie wulgaryzmy. Na stadionie bywałem jako gówniarz - jeszcze z ojcem - w latach '90-tych, bywałem bardzo często w '00-wych, odkąd wyjechałem z Krakowa byłem może kilkukrotnie, większość spotkań oglądam w TV (tak często bywam w domu niestety ;-) ). Słyszałem co się działo kiedyś, wiem mniej-więcej co się dzieje teraz. Mnie osobiście denerwuje wykrzykiwanie co kilka minut "jazda z kur.mi", wolę nasze przyśpiewki (w tym te, które tak rzadko się pojawiają na stadionie, a które kiedyś były słyszalne. Wstyd przyznać, ale powoli mi już wypadają z głowy ... ), po prostu wolę 90 minut słuchać.Wiślackich pieśni. Jestem pod wrażeniem tego jak zachowuje się brać w Dortmundzie, w jaki sposób podchodzi do kibicowania i śpiewania - mam wrażenie, że i u nas mogłoby to tak wyglądać. Jak się chce zawołac jakąś wulgarną przyśpiewkę to raz na mecz, po cholerę.więcej? Nikt na tym nie ucierpi - k.rew nie ubędzie, ch.jów i sku.wieli też nie - nawet ugrzecznieni ojcowie z rodzinami ochoczą zakrzykną raz na czas jakąś wulgarną wstawkę na temat pasiastych przyjaciół czy zielonych stoliczan. Ale nie musi to być motywem przewodnim... a jeśli musi to przynajmniej kreatywniej (https://pl.wikipedia.org/wiki/Pismo_...ana_Mehmeda_IV ? ;-) ).

szprotson napisał(a):Wyświetl post
(...)
Kiedyś na stadion nie sżło sie tylko i wyłacznie na mecz, ba, ten mecz to był dodatek. Teraz mecz jest clue. kamery wszedzie, druty kolczaste., nawet szluga ciezko zapalic.

Po za tym klimat kibicowania umiera. Jak ktoś tego nie widzi niech spojrzy dokładniej. Dzis wygrywaja tance z gwiazdami, impezy, cpanie, facebuki itd. Kiedys przyjscie na mecz rozoczynało i konczyło tydzien, czekało sie na spotkanie z kumplami itd, teraz mecz mecz i po meczu.

Kiedys ten stadion zapełnic było łatwiej, teraz klub musi się trochę wysilić, a ze u nas wysiłku nie lubią, to jesteśmy tu gdzie jesteśmy. Musimy robić akcje kibicowskie by zbierać na długi ......
Zdravo Szprotson, naravno hrvatske Dinamo ;-)
Bo się kultura jeszcze nie wykształciła, mam wrażenie. Nowa kultura. Trochę teatralna, jak w UK czy w Hiszpanii bądź bardziej nam zbliżona niemiecka wersja. Gdyby były w lidze pieniądze i jakość (moim zdaniem kwestia czasu) to i trybuny byłyby pełniejsze. Ale nie jest też tak źle jak to niektórzy rysują. U nas jest od kilku lat około 10-13 k ludzi. To wciąż poziom średniej klasy drużyny europejskiej. Nie ma co siać.defetyzmu - jak już się podniesiemy z tej zapaści, której jesteśmy świadkami, to i liga i nasza Wisełka wrócą do łask.

Swoją drogą nam wróżę raczej dobrą przyszłość. Z tej fali Cupiałowej przybyło ogromnej rzeszy kibiców, z których wielu zrobi duże kariery i biznesy. Wrócimy niedługo, tak jak wróciła Legia i Lech po chudych latach.
Life is short. Wear your passion!
Odpowiedz cytując