Wisła Prokocim napisał(a):

|
A ja Ci powiem że mieszkam na Prokocimiu mam żonę i ma meczę chodzę. Dla chcącego nic trudnego.
|
Ale idziesz na piechotę, jedziesz samochodem, komunikacją miejską? Powiedzmy sobie szczerze- nie każdy może pozwolić sobie na komfort przetransportowania siebie i rodziny pod sam stadion, samochodem. Wiele osób, także całych rodzin, wybiera komunikację miejską. Mecz ukochanej drużyny to powinno być święto. Szaliki, czapki, koszulki. Przejazd na stadion, nawet publicznym środkiem transportu, powinien być bezpieczny. Przez imbecyli nie jest. Proszę nie pisać: "takie miasto, taka specyfika". Bo ja odpiszę: "nie taka specyfika, tylko idioci".
Banda rezusów, jak to ładnie ujął FraMat, nieszczęśliwie jest po obydwu stronach Błoń.
Co do słów o propagandzie medialnej. Cóż, środowisko kibiców radykalnych samo sobie na to zapracowało. To dlatego wykreowało się i przyjęło pojęcie "kibola". Jak Cię widzą, tak Cię piszą. Sporty dla idiotów w podmiejskich lasach uprawia ułamek całego środowiska kibicowskiego. Cierpi ono całe.
W temacie frekwencji można napisać wiele. Wiele jest czynników które się na jej słabość przekładają. Ja się jednak nie zgodzę z tym, że jednym z czynników są wylgaryzmy. Jednocześnie dla mnie forma dopingu bardzo często nie jest odpowiednia, adekwatna. Ja zaczynałem swoją przygodę z Wisłą jeszcze na starym sektorze C. Wyrosłem z tego. Sam śpiewałem, krzyczałem, obrażałem. Teraz idę mecz obejrzeć, też przeklinam, sytuacyjnie. Tylko że teraz nie podążam ślepo za tłumem i wezwaniem "gniazdowego". Jestem niezależny.
Frekwencja jest budowana przede wszystkim na fundamentach poziomu sportowego. Wielkim wydarzeniem był mecz z APOELem, czy też wcześniejsze mecze derbowe, czy z Legią. Wtedy szło i zwyczajnie było po co przyjść na stadion. I dla atmosfery, i dla wspaniałej gry. W aktualnej sytuacji sportowej i ekonomicznej klubu dziś na mecz idziesz na jesieni głównie po to aby zmarznąć, bo o atmosferze piłkarskiego święta ciężko mówić.
Jedno jest pewne. U nas nie było, nie ma i nie będzie takich tradycji piłkarskich jak na przykład w Anglii, Niemczech. Pełne stadiony, niejednokrotnie niezależnie od poziomu rozgrywek czy poziomu przeciwnika. Bo u nas nie ma poziomu, nie ma magnesu na kibiców. Nie było i nie będzie też takiego fanatyzmu jak na Bałkanach. Było, jest, będzie tak jak teraz. A inne kraje odjeżdżają.
I dla mnie też nie ma obecnie magnesu, powodu by wydać 30 czy 40 zł za bilet. Mówienie o jakimś abstrakcyjnym romantyzmie jest nieracjonalne, głupie. Choć wychowałem się na wspaniałej, wówczas, atmosferze trybun, sukcesów sportowych. Dzisiaj nie ma ani tego, ani tego. A na mecz tylko samochodem.