Ja nie pisałem, że w ogóle bluzgi to straszna rzecz, która jest całkowicie nie na miejscu na stadionie.
Bo, owszem bywają sytuacje, gdy bluzgi same cisną się na usta. Ot, sędzia nie zauważył, że legionista wygarnął piłkę z metrowego autu bramkowego, podał do drugiego legionisty i straciliśmy gola. Wtedy bluzgi na sędziego są czymś naturalnym. Może nie kulturalnym

ale naturalnym.
Natomiast kiedy gniazdowy czy jakieś rezusy intonują "jebać...", "k..y pokonamy", "LTSK" i przez ponad połowę czasu zamiast słyszeć okrzyki i śpiewy "Wisła" słyszę tylko k....y, jeby, ch..e. inne to zaczyna to być po prostu nienormalne.
I tego się czepiam.
Niska frekwencja wynika z dwóch podstawowych czynników:
- mamy kiepskie wyniki i niemedialnych piłkarzy. Nikt poza fanatykami (2,5-5 tys) nie przyjdzie oglądać popisów nieudaczników, którzy jeszcze dostaną oklep
- miejsca na stadionie i atmosfera zdominowana jest przez jedną grupkę prowadzącą doping bez żadnego pojęcia w sposób, który zniechęca innych ludzi
Co do nieznajomości języków i niechodzenia na mecze. Sześć miesięcy w roku jestem za granicą. Głównie we Francji i Włoszech. Znając języki. Od czasu do czasu bywam tam też na meczach bo ciężko sobie wyobrazić, ze jesteś kilka tygodni w Turynie i nie pójdziesz na Juve czy Torino. Przed meczem z Romą (oficjalnie kosa Juve), przed wejściem na stadion rozmawiałem i z kibicami Juve i kibicami Romy. Śmiali się i wytłumaczyli mi, że kosa jest i owszem, ale tylko pomiędzy grupką ultrasów Juve i grupką ultrasów Romy. Reszta, owszem nie kochają się nawzajem, ale stać ich, żeby przed meczem napić się razem piwa. W czasie meczu każdy dopinguje swojemu, ale dopinguje, a nie rzuca bluzgami. Ultrasi nawzajem kroją sobie barwy, ale wszyscy wiedzą kto jest ultrasem a kto kibicem z szalikiem. Owszem, zdarzają się przegięcia, ale właśnie - zdarzają się. Podobnie miałem we Francji, gdzie chodziłem na mecze Bordeaux i Lens.