rafkur napisał(a):

|
Prawda. Moi znajomi to powiedzmy taka klasa średnia w cywilizowanym tego słowa znaczeniu. Generalnie stać ich żeby sobie w sobotę iść gdzie chcą i kiedy chcą. Kiedy mówię o tym, że chodzę na mecze Wisły ( i klub w tym wypadku nie ma znaczenia bo obce są im "osiedlowe klimaty") jestem traktowany jak jakiś .......niety ekscentryk ( którym się zresztą sam zaczynam czuć męcząc się na każdym meczu na stadionie). Fakt, jest faktem, że media długo kreowały obraz dziczy na stadionie i teraz drugie tyle zajmie im odkręcanie tego wizerunku ( pod warunkiem że kiedyś zaczną).
|
Z pięcioiletnią córką byłem na Lechii ale na Legię, Cracovię czy jeszcze kilka innych meczy z pewnością bym jej nie zabrał. Ja wiem na których meczach nie powinno być bluzgów ale ilu jest kibiców (pikników) którzy raz się wybrali na mecz z rodziną i więcej już nie pójdą.
Kiepska frekwencja to wynik wielu rzeczy, ale sami też nie jesteśmy bez winy. Pewnie mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że każdy okrzyk na meczu "Cracowia (Legia, etc.) to stara k ..." to kilku, kilkunastu lub kilkudziesięciu kibiców na kolejnym meczu mniej. Oczywiście chodzi mi o tych którzy pojawili się na meczu po raz pierwszy lub po raz pierwszy po długiej przerwie.