A może to jest grubsza rozkmina Bossa?
Kariera Franciszka Dyzmy napisał(a):
Rzecz dzieje się w Myślenicach. Bogusław leży na kanapie. Raz, po raz popija 130 letnią whisky delektując się jej dojrzałym smakiem. W pokoju panuje zupełna cisza. Cisza tak ogromna, jak wtedy gdy do Frantica wchodzi DG77. Mogłoby się wydawać, że BOSS jest sam, ale nie. Na małym podnóżku w kącie pokoju siedzi bowiem Franciszek Smuda. W rękach trzyma pustą szklankę, co chwilę z pożądaniem patrząc na leżącą na stoliku butelkę trunku. Nerwowo oblizuje wargi, tak jakby chciał dać do zrozumienia Bogusiowi, że też chętnie by się napił. Widząc to Bogusław chowa butelkę i z błyskiem w oku zagaduje:
-Franiu, chodź zostaniesz u mnie Prezesem, co?
-Boguś, .......isz. ja Prezesem?! - nerwowo odpowiada Smuda.
-No kto jak nie Ty?! No wiesz, w....ia mnie ten Gaszynski. Zwolnił mi Ciebie. Co chwile dzwoni, żeby przelew zrobić. No i jeszcze jakąś Coca-Cole na koszulki chce wcisnąć, a sprzedaż kabli spada.
-No masz recht! Zawsze mówiłem mu, że jest do niczego. To znaczny nie jemu, ale w wywiadzie mówiłem. W gazecie. Bo ja z takim dnem intelektowym to nie rozmawiam. No i po namyślę, muszę przyznać sobie rację. Rację miałem jak to mówiłem. Poza tym wszyscy wiedzą, że wolisz Pepsi. Cole do whisky lać, amator!
-I mialeś rację, Franiu.
-He he. A Ty w ogóle widziałeś Boguś jak on po schodach chodzi? Bramkarz żaden, prezes żaden. Taka prawda.
-No prawda, prawda. To co, zgodziłbyś się?
-Umysł mi podpowiada, żeby się zgodzić. A mądrych trzeba słuchać, nie?
-Tylko wiesz, pasowałoby żebyś się zrzekł tej kasy za kontrakt. Bo się niesmak zrobi. Będą pisać, śmiać się ze mnie. Wiesz, ja córki mam. W pracy im dokuczać będą.
-No, ale Boguś, ja mam hipotekę... Willę w Czechosłowacji kupiłem.
-Spokojnie Franek, na prezesowym kontrakcie to za jedną wypłatę całą tą hipotekę spłacisz.
Frankowi zaświeciły się oczy. Zupełnie jak wtedy, gdy prezydent Kwaśniewski po raz pierwszy zaproponował mu bruderszafta. Niestety do dziś, żaden z nich nie pamięta, czy go wypili.
-Ty Boguś, ale Ty mnie nie wkrecujesz? - kontynuje rozmowę Smuda.
-No co Ty, Franek?! Zupełnie poważnie mówię! - odpowiada Bogusław.
-Ale podpiszemy coś? Bo, jak to mówią, na gębę to chłop w szpitalu umarł.
-Spokojnie. Już wszystko przygotowałem.
Bogusław wyjmuje teczkę z umową i podaje ją Smudzie.
Franek szybko wertuje kartki. Patrzy na pogrubioną kwotę wynagrodzenia.
-Te Boguś, bo tu błąd jest. Tutaj powinno być napisane zł na rok, a nie zł na miesiąc.
-To nie błąd Franiu. Mówiłem,.że spłacisz tą chałupę. A może kupisz drugą nawet?
-No mam na oku jedną hacjendę w Związku Radzieckim...
-Boguś... a ten zapis tutaj, że jak sponsora nie znajdę to wylatuję i że kasy nie dostanę?
-To? A to się nie przejmuj. To standardowa umowa z internetu jest. Z resztą, mówiłem Ci, Gaszyński Coca-Cole dogadał, więc jutro go wyrzucamy. Ty przyjdziesz, podpiszesz umowę i pierwszy sukces jest!
-Masz rację! Od razu mój geniusz zadziała! Jednak szlachectwo zobowiązuje.
-No to podpisuj i pijemy!
-Przekonałeś mnie Boguś. Jak to mówią - bierz konia za zęby póki ciepły. - powiedział Franek i złożył swój autograf na dokumencie - "Mojemu przyjacielowi Bogusiowi. Twój na zawsze. Wierny jak mitologiczny Brutus! Franciszek Smuda"
Na twarzy Bogusława pojawił się delikatny uśmiech. Plan się powiódł.
|