Tako rzecze Smuda:
Ostatniej pracy - w Wiśle Kraków - nie wspomina pan dobrze?
- Długo to ciągnąłem, bo mi zależało, aby Wisła nie padła. Ale jak się nie dostaje pensji przez osiem miesięcy, to przechodzi przyjemność z pracy. A oni wciąż wymagali mistrzostwa! Najlepiej w takiej sytuacji wyjść, zamknąć drzwi i powiedzieć "do widzenia". Przyszedł prezes Gaszyński z aneksem do umowy, że mam zrobić mistrzostwo albo wicemistrzostwo. A jak nie, to zwolnienie. Nie zgodziłem się. Odpowiedziałem prezesowi: "To nawet w afrykańskiej dżungli tak nie ma!" . Zostałem zwolniony.