Marcin_fan napisał(a): 
|
Co do frekwencji to myślę, bardzo podobnie co kolega wyżej, że gdyby ten mecz rozgrywany był w czerwcu, w lipcu czy chociażby we wrześniu to frekwencja zakręciła by sie w okolicach 30k. Cóż, nie tylko my ale wiele klubów na świecie ma takich kibiców że warunki atmosferyczne za oknem są jedną z najważniejszych, jeśli nie najważniejszą kryteriom co do przyjścia na mecz na stadion.
|
Pogoda chyba była najbardziej idealna jaka mogła się trafić - słońce, ciepło - może koło 18tej zaczynało się robić chłodniej ale bez przesady.
Nawet z lekką gorączką nie narzekałem że zmarzłem
W lecie byłoby narzekanie że wakacje, urlopy i nie ma ktoś iść a mecz...
=========================
Cytat:
- Widać było, że każdy z naszego zespołu chciał się pokazać na boisku z jak najlepszej strony - powiedział Mariusz Pawełek, który wystąpił w drużynie Gwiazd "Białej Gwiazdy" Z kategorii Wisła Kraków.
Jeżeli mówimy o aspekcie sportowym, to z wyniku nie jestem zadowolony. Ale to był fajny mecz. Padło dużo bramek. Dla kibiców to była fajna sprawa. Było kilka takich akcji, że nasza drużyna mogła się pokusić nie tylko o tą jedną bramkę - mówił Mariusz Pawełek po meczu wiślackich gwiazd.
- Wiedzieliśmy, że Arek Głowacki zmobilizuje młodych chłopaków przed tym spotkaniem i gra będzie na poważnie. Widać było też, że każdy z naszego zespołu chciał się pokazać na boisku z jak najlepszej strony. Wydaje mi się, że nawet dobrze to wyszło - dodał Pawełek.
- Chcę podziękować zarządowi Wisły, ludziom, którzy wysłali mi zaproszenie do udziału w tym meczu. Miło było przyjechać i znowu spotkać się z chłopakami. Z niektórymi nie widziałem się od prawie siedmiu lat. Fajnie było powspominać stare, dobre czasy - podkreślił Pawełek. Dziękował też władzom swojego obecnego klubu, Śląska Wrocław, za to, że pozwolono mu uczestniczyć w wiślackim święcie.
|
Cytat:
Olgierd Moskalewicz pojawił się na stadionie Wisły po dłuższej przerwie i nie ukrywał, że było to dla niego spore przeżycie znów zagrać w koszulce z białą gwiazdą.
– Grałem na tym stadionie ładnych parę lat temu, choć inaczej on wtedy wyglądał – mówi Olgierd Moskalewicz. – Ten robi wrażenie i tylko łezka się w oku kręci, że za naszych czasów nie było takiego stadionu. Dookoła trybuny, zadaszone, dużo kibiców. Szkoda, że nam nie było dane grać na takim obiekcie, ale spotkać się z tymi kolegami, którzy grali przez szereg lat w Wiśle, to bardzo fajna sprawa.
Frekwencja była imponująca. Dla kibiców to była atrakcja, dla nas również przyjemność się spotkać i zagrać mecz z aktualną Wisłą.
Z zaproszenia Wisły skorzystała pokaźna grupa byłych piłkarzy, co pokazuje, że ten klub był dla nich ważny nie tylko, jako miejsce pracy. – Każdy spędził tutaj mniej lub więcej czasu i przywiązał się do barw klubowych, z sentymentem patrzy na klub – tłumaczy Moskalewicz. – Na pewno też każdy chciał pomóc swoją obecnością, bo cel był szczytny, zbieranie pieniędzy dla klubu. To przyjemność dla każdego przyjechać tutaj, gdzie kiedyś się było i spotkać z kolegami, z którymi się wiele lat temu grało. To jest piękne, że potrafimy do dzisiaj utrzymywać kontakty. Fajna inicjatywa i jeśli będę zaproszony na następne takie mecze, to jeśli tylko czas pozwoli, to z chęcią przyjadę.
Moskalewicz nie krył również, że niespodzianką była dla niego tak liczna, 15-tysięczna widownia. – Byłem zaskoczony – przyznaje „Olo”. – Myślę, że to również z tego powodu, że zbierane były pieniądze na klub. Nazwiska też były dla kibiców atrakcją, bardzo ważne było to, że mogli nas jeszcze raz zobaczyć. Każdy z nas stara się mieć kontakt z piłką, stara się ruszać i myślę, że na boisku to było widać. Może zdrowie nie jest już to, ale umiejętności pozostały.
Były gracz Wisły spędził na boisku sporo czasu, prezentując dobre przygotowanie fizyczne jak na ponad 40-latka. Zapytaliśmy, czy to jest związane z tym, że futbol jest ciągle obecny w jego życiu. – Piłka również, ale nie ukrywam, że ważne były też dla mnie zawsze sporty uzupełniające, a więc tenis, bieganie, siatkówka, badminton – tłumaczy Moskalewicz. – Staram się jak najwięcej ruszać, zdrowo prowadzić. Nie wyobrażam sobie życia bez sportu. Oczywiście już nie na takim poziomie, jak wtedy, gdy uprawialiśmy piłkę, ale nie wyobrażam sobie dnia bez ruchu. Bez czegoś, co spowoduje, że będę mógł się wyładować. „Olo” dodaje jednocześnie, że obecnie nie ma zawodowych związków z piłką nożna.
Zapytany czy działa w futbolu, odpowiada: – Aktualnie nie. Był moment, że z Maćkiem Stolarczykiem prowadziliśmy szkółkę, ale teraz nie jestem związany zawodowo z piłką. Z boku jednak obserwuję. Piłka zawsze będzie dla mnie ważna. Kibicuję drużynom, w których kiedyś występowałem. Zapytaliśmy również Moskalewicza, co trzeba zrobić, żeby Wisła znów, tak jak za jego czasów, zdobywała lauru w polskim futbolu. – Musi zacząć wygrywać mecze – mówi były gracz „Białej Gwiazdy”. – Ważna jest też organizacja. Pieniądze były zbierane po to, żeby zniwelować długi, które powstały przez szereg lat w Wiśle. To jest też ważne. Wtedy jest możliwość sprowadzania dobrych zawodników. Utrzymania tych aktualnie grających. Wisła jest drużyną, która jest w stanie powalczyć w polskiej ekstraklasie. Po tych jedenastu kolejkach widać, że Legia, Lech nie za bardzo chcą chyba zdobyć koronę. Liga jest bardzo wyrównana. Drużyna, która wygra dwa, trzy mecze, może szybko wskoczyć do czuba tabeli i pomyśleć o tym, żeby walczyć o jak najwyższe cele.
|
Cytat:
Kamil Kosowski karierę kończył nie tak dawno temu, ale gra w takim meczu, jaki zorganizowano w sobotnie popołudnie na stadionie Wisły, dostarczyła byłemu piłkarzowi „Białej Gwiazdy” mnóstwo radości. – Pierwsze 15 minut nie wyglądało może zbyt dobrze, ale było to wspaniałe przeżycie. Super, że coś takiego zostało zorganizowane – stwierdził Kamil Kosowski.
Dziennikarze pytali Kosowskiego, jak odebrał wynik meczu, w którym ekipa Gwiazd przegrała 1:6. – Wisła wygrała, choć jakaś sportowa złość jest. Powinniśmy jeszcze strzelić dwie bramki – tłumaczył „Kosa”. Byli piłkarze pokazali jednak, że technika pozostała. Zaprezentowali kilka ciekawych akcji, jak za dawnych lat. – Kilka było, a tutaj potrzeba kilkanaście lub kilkadziesiąt. Tak było, kiedy graliśmy wszyscy razem w piłkę.
Pomimo upływu czasu widzieliśmy jednak, że „Żuraw” potrafi szybko biegać, „Franek” potrafi się znaleźć w sytuacji bramkowej. Ogólnie bardzo szczytny cel. Kibice dopisali, za co dziękujemy bardzo – stwierdził Kosowski.
Zapytaliśmy też „Kosę”, co takiego jest w Wiśle Kraków, że jej byli piłkarze tak ochoczo odpowiedzieli na apel i licznie stawili się pod Wawelem, przyjeżdżając często z bardzo odległych stron. – Ciężko mi odpowiadać za kolegów, ale wydaje mi się, że mają tak samo jak ja. Po prostu czują ogromny sentyment do tego klubu. Mam nadzieję, że tak jak ja, czują się wiślakami. Poza tym dzisiaj po wielu latach spotkaliśmy się wszyscy razem i dzisiaj tak naprawdę mogliśmy się pożegnać z kibicami – stwierdził Kosowski.
|
Cytat:
Damian Gorawski nie krył zadowolenia, że mógł zagrać w takim meczu, jaki rozegrani w sobotnie popołudnie na stadionie Wisły. – To było wspaniałe uczucie. Nie przypuszczałem, że przyjedzie mi zagrać w takim meczu. Miłe zaskoczenie, znów poczuć tę adrenalinę i zjednoczyć się z kibicami. Myślę, że to jest najfajniejsze, że pokazują krakowscy kibice jaką jesteśmy jednością – stwierdził „Gora”.
Atmosfera meczu przypominała tę z ligowych spotkań. Na trybunach zasiadło 15 tysięcy widzów. Byli zawodnicy mogli jeszcze raz zagrać przy tak licznej publiczności. – Mogliśmy to poczuć, choć pewnych rzeczy nie da się oszukać. Lata lecą, większość z nas jest po ciężkich urazach. Większość chłopaków już nie gra, ale fajnie, że spróbowaliśmy, zjednoczyliśmy się razem wokół Wisły i cel się udał – przyznał Gorawski.
Byli zawodnicy momentami pokazywali, że ciągle mają wysokie umiejętności, choć oczywiście pod względem fizycznym trudno było im dorównać młodszym zawodnikom. – Staraliśmy się, ale szczerze mówiąc, jak patrzymy na siebie z boku, to widać, że to już nie jest to – mówi Gorawski. – Każdy zdaje sobie sprawę, że przy poziomie pierwszej drużny porażka była nieunikniona. Cel był jednak inny – chodziło o to, żeby była wspólna zabawa, świętowanie. To było najważniejsze.
Damian Gorawski mieszka w Krakowie, kibicuje Wiśle i nie ukrywa, że chciałby, żeby nawiązała ona do sukcesów, jakie klub z ul. Reymonta odnosił nie tak dawno temu. – Wszyscy tego chcielibyśmy – mówi były piłkarz Wisły. – Nie ma co porównywać tej drużyny do tej, która była w przeszłości. Teraz kibicujemy tej drużynie. Ja także jestem kibicem i trzymam kciuki za to, żeby wyniki były coraz lepsze.
|
Ostatnio edytowane przez Kocur : 11.10.2015 o godz. 09:25.
MOMENT OF TERROR IS THE BEGINNING OF LIFE
|