IncognitoTSW napisał(a):

1. Uprzejmie zwracam uwagę, że obecnie każdy przymusowo pod groźbą kary sądowej jest obowiązany partycypować w systemie obowiązkowych ubezpieczeń społecznych. Chyba musiałeś zauważyć, że docelowo chciałbym aby nikt nie musiał tego robić. Czy to jest ta sama opcja? Nie sądzę.
2. Po pierwsze, niegrzecznie jest nie zauważyć, że pojawi się również stopniowy spadek liczby emerytów i rencistów, a zatem wydatki będą coraz mniejsze.
3. Dlaczego likwidować wojsko, policje, sądy a nie szukać oszczędności w wydatkach biurokracji? Same pensje urzędników kosztują nas rocznie ok 70 mld zł, same trzynaste pensje to kilka mld. w 2014 roku inwestycje budowlane i zakupy dla urzędów to koszt 8 mld złotych. Nie mówię, że trzeba przejąc całe te fundusze ale te wydatki nie są strategiczne z punktu widzenia państwa.
W Honkgonu wydatki publiczne są rzędu 20% PKB. Wiesz ile jest u nas? Państwo ma pieniądze, problem jest taki, że wydaje je w sposób mało przemyślany.
4. To jest mój pomysł, oczywiście słowo "pomysł" jest tutaj kluczowe. Nie jestem osobą na tyle kompetentną, aby opracowywać wielki plan i podpierać go szczegółowymi wyliczeniami bo nie moja to branża.
5. Czekam.
|
ad1. O ile dobrze rozumie to dyskutujemy o bardzo konkretnym problemie, polegającym na tym w jaki sposób sfinansować emerytury osób które nie będą miały "opcji wyboru", ponieważ już od kilkudziesięciu lat ich kasa idzie na finansowanie emerytur ich ojców i dziadków. Na chwilę obecną proponujesz aby sfinansować ich przyszłe świadczenia z budżetu. I to jest właśnie model funkcjonujący obecnie. Wstawki o tym że docelowo ma nie być obowiązku składkowego są o tyle bezsensowne że to "docelowo" oznacza jakieś 25-30 lat. To znaczy że przez taki okres czasu budżet powinien finansować płatności dla obecnych płatników i beneficjentów systemu emerytalnego. Chyba zgodzisz się ze stwierdzeniem że ta perspektywa jest na tyle odległa iż przedstawianie jej jako "docelowego rozwiązania" nie brzmi zbyt poważnie.
ad2. Wręcz przeciwnie. Zakładając model o którym dyskutujemy, to w przeciągu około dziesięciu najbliższych lat wydatki będą rosnąć, w związku z wydłużającym się okresem życia. Po tym okresie wydatki powinny faktycznie stopniowo spadać, ale mówimy w sumie o perspektywie jakichś 20-30 lat. To tyle w temacie "grzeczność".
ad3. Rozumiem że proponujesz sfinansowanie reformy przez oszczędności budżetowe. Moim zdaniem tak długo jak nie zostaną przedstawione konkretne propozycje (tzn co konkretnie tniemy) to takie pomysły mają w sobie więcej z bajki niż z rzeczywistości. Pomijając fakt że kilka miliardów o których wspominasz to kropla w stosunku do tego co należałoby sfinansować. Tym niemniej, z całą pewnością, warto dyskutować o każdym konkretnym pomyśle w tym obszarze, przy pełnej świadomości, że mówimy tylko o uzupełnieniu działań które powinny zostać podjęte na innych kierunkach.
ad4. I właśnie tej rezerwy zabrakło mi w Twoim poście, od którego rozpoczęła się ta cała dyskusja.
ad5. Nie wiem czy zauważyłeś ale właśnie, metodą perypatetycką, zaczęliśmy powoli zbliżać się do jądra problemu (punkty 1,2 i 3 powyżej). Czekam na Twój komentarz do tych punktów a wtedy, być może, posuniemy się trochę dalej w analizie problemu.