z Weszlo.com:
"Do Wisły w końcu wrócił uśmiech. Arkadiusz Głowacki znowu mógł sobie pozwolić na ironię w rozmowach z dziennikarzami. Zapytany o okłady z lodu na łokciu i kostce odpowiedział, że użądliła go osa albo szerszeń. – W każdym razie jakiś Robak – mówił. Wesoła Wisła. Widok zapomniany, wytęskniony. Ciekawe tylko na jak długo."
Na długo
i jeszcze z Weszlo:
"Kto z kibiców Wisły nie przyszedł dziś na stadion – niech żałuje. Komu palec omsknął się na pilocie od telewizora – niech żałuje. To był mecz z serii tych, które przegapione ściąga się i ogląda w całości. „Szkoda, że Lech nie spotkał się z Wisłą przed meczem z Bazyleą. Poczułby jak może wyglądać europejski poziom”, krzyczał rozentuzjazmowany Kazimierz Węgrzyn, bo naprawdę mieliśmy w Krakowie kawał dobrej piłki. Zwłaszcza w wykonaniu Wisły, co jest szczególnie dobrą informacją dla Kazimierza „ciągle remisuję” Moskala. Pięknie się przełamał"
Fajnie poczytać takie rzeczy po meczu Wisły. Morda się cieszy.