Weszło o byłych zawodnikach ekstraklasy czyli jak sobie radzą w dalszej karierze:
Andres Rios (Club America, Meksyk)
Cytat:
Swojego czasu wybraliśmy go 15. najgorszym transferem Ekstraklasy z dopiskiem, że ma w sobie to “coś”, ale ukryte bardzo głęboko i nie zdziwimy się, jeśli kiedyś zagra w klubie lepszym niż Wisła. Wykonało się. To, że był czołowym strzelcem ligi ekwadorskiej może do wszystkich nie przemówi, ale potem trafił do jednego z najbardziej znanych klubów w Meksyku – słynnej Ameriki, która jednak okazała się dla niego nieco za ciasna. Trafił na wypożyczenie do słabiutkiego Leones Negros, które ostatecznie spadło z ligi. Na dodatek kilka miesięcy temu poszły mu więzadła krzyżowe. Teraz wrócił do Ameriki, ale tam, podczas jego nieobecności, zdobyto mistrzostwo i miejscową Ligę Mistrzów. Trudno spodziewać się, żeby świeżo po ciężkiej kontuzji wskoczył do pierwszego składu. Na zdrowy rozum czeka go dalsza tułaczka.
|
Romell Quioto (Olimpia Tegucigalpa)
Cytat:
|
O Quioto, który przez Wisłę przemknął jak błyskawica, kompletnie niezapamiętany, ostatnio czytaliśmy rok temu, kiedy ktoś puścił bąka, że interesuje się nim Manchester City. W minionym sezonie widocznie wziął to sobie do serca i w lidze honduraskiej walnął siedemnaście bramek. Pewnie już bukowałby bilet na Wyspy, gdyby nie fakt, że jego kumpel z drużyny zdobył ich 26, a i tak nie został królem strzelców. Cóż, trzeba będzie spróbować za rok. Chyba że wybije się na startującym już dzisiaj Gold Cup CONCACAF.
|
Osman Chavez (CD Platense)
Cytat:
|
Wrócił na stare śmieci, trochę pograł, ale jego klub zajął przedostatnie miejsce w tabeli. Być piłkarzem przedostatniego klubu ligi honduraskiej brzmi co najmniej średnio.
|
Cwetan Genkow (Denizilspor)
Cytat:
|
Chyba w końcu znalazł swoje miejsce na ziemi. Po słabym sezonie w Lewskim Sofia trafił do… słabiaka drugiej ligi tureckiej, który cudem nie spadł jeszcze niżej. Marne pocieszenie, że zdobył jedenaście bramek i był najlepszym strzelcem drużyny. Konkretny zjazd.
|