|
Nie rozumiem porównań tej sytuacji z Sadlokiem do "zwykłego" rynku pracy.
To jest sport, piłka nożna i panują trochę inne zasady.
Przede wszystkim Sadlok wie, że on to pieniądze dostać MUSI, bo takie są wymogi licencyjne.
Chodzi tylko o termin.
Ponadto dobrze wie, że Wisła ma problemy. Nie jest tak, że nie płaci, bo nie chce, tylko nie płaci, bo nie ma.
Owszem, zainwestowała w nowych grajków - ale jest to INWESTYCJA - po to, żeby Wisła dobrze grała, wygrywała i mogła takiemu Sadlokowi wreszcie zapłacić.
Jeśli jest choć trochę ogarnięty, to wie, że teraz klub spłaca stare długi, byłych piłkarzy, a później wreszcie odzyska swoje zaległości.
Ponadto nie rozumiem tego porównania, bo rynek pracy a rynek transferowy (tym bardziej, jesli jesteś Sadlokiem) to dwie odmienne sprawy.
Chodzi też o to, że to jest WISŁA KRAKÓW. Historia, tradycja, kibice. Tutaj dano mu szansę wrócić do dużego futbolu (walczyć o puchary europejskie), tutaj ma szansę się rozwijać, grać przed paronastoma tysiącami kibiców, wypromować się i odejść zagranicę.
Takim ruchem Maciek po prostu na to wszystko trochę leje. Ważniejsze jest dostac hajs tu i teraz.
Zaznaczam, że nie znam wszystkich szczegółów, może rozmawiał z Gaszyńskim dużo razy wczesniej i w końcu nie wytrzymał, może ma długi, kredyt, może żona zmusiła.
Ale jak dla mnie, z punktu widzenia kibica, który kocha przede wszystkim klub - pozostał wobec niego ogromny niesmak, a dla wielu jest spalony. I musiał sobie z tego zdawać sprawę.
Wg mnie jego motywacja jest prosta - wierzy, że bez kontraktu może odejść do "lepszego" klubu. Może Legii, może zagranicę, może Lechii. Albo chce wymusić na Wiśle transfer.
|