Kolejny artykuł mojego kolegi
Cytat:
Jest wieczór. Jest naprawdę ciemno. I niebezpiecznie, jak zapewniają towarzysze. Samochodem mkniemy wzdłuż umownej linii rozgraniczenia w Donbasie. Raz jesteśmy bliżej, raz dalej. Wszystko zależy od usytuowania drogi, a może i od jakichś planów wojennych. Nie wiemy, czy w lasach, które mijamy nie kryją się jakieś grupy dywersyjne, które przeniknęły w głąb ukraińskich terytoriów. Mijamy pogrążone w ciemności, opuszczone i niepotrzebne w tym momencie drobne umocnienia i blokposty. Na jednym z nich ktoś z nerwów oddaje strzał w powietrze. Moi towarzysze otwierają szyby i dosadnymi słowami udzielają reprymendy. Jeszcze dojdzie do tego, że samochód rozstrzelają swoi – Ukraińcy, a nie separatyści. Emocje, przekleństwa, a potem chyba jakieś nieśmiałe przeprosiny. Pędzimy dalej po nierównych drogach. Opiera się o mnie jeden z oficerów. Karabin skierował w ciemność. W razie czego będzie od razu mógł otworzyć ogień.
(...)
Pomocy i wsparcia potrzebują nie tylko mieszkańcy terenów przyfrontowych. Armia ukraińska, różnie zresztą oceniana i niewątpliwe zmieniająca się na przestrzeni ostatniego roku, jest daleka od idealnego położenia. W rozmowach z żołnierzami wielokrotnie poruszamy temat logistycznego zaopatrzenia ukraińskich oddziałów. Właściwie wszystko, co trafia do armii, poza bronią, jest przedmiotem zaopatrzenia ze strony społeczeństwa. I mundury, i hełmy, i podstawowe wyposażenie jest w dużej mierze dostarczane przez społeczeństwo. Praktycznie wszystko, co stoi na stole w żołnierskiej kuchni to zasługa organizacji wolontariackich, albo i zwykłych obywateli poczuwających się do pomocy wojsku. Gdyby nie to wsparcie to wszyscy żołnierze chodziliby głodni. Co kilka dni przyjeżdżają pojedyncze samochody, które dowożą żywność.
(...)
Witalij to jeden z bardziej doświadczonych żołnierzy. Profesjonalne wyposażenie i umundurowanie ma w dużej mierze dzięki pomocy rodziny. Kiedyś służył w armii włoskiej, ale po wybuchu Majdanu wrócił na Ukrainę. Śmieje się, że gdyby go zobaczyli separatyści to powiedzieliby, że oto – patrząc tylko na wygląd zewnętrzny - modelowy przykład najemnika. Ale bez uśmiechu i dobitnie podsumowuje sytuację z zaopatrzeniem wojska – gdyby nie wolontariusze, to wojna byłaby już dawno przegrana. Nie byłaby potrzebna jakaś wielka nowa ofensywa separatystów, regularne ostrzały czy też brak amunicji. Wystarczyłby brak słoików ze słoniną, świeżego chleba i marynowanych pomidorów i nie byłoby komu walczyć. Ukraińska armia po prostu zostałaby wzięta głodem. Z Igorem, chyba najmłodszym w oddziale, z którym spędzam sporo czasu na rozmowach, poruszamy i ten temat. Mówię mu wprost: – To co, jedlibyście trawę gdyby nie ta zewnętrzna pomoc? Uśmiecha się i z zawadiacką miną odpowiada: – A my już trawę jedliśmy, tyle że to było jeszcze pod Słowiańskiem, rok temu.
Wszystkie osoby zainteresowane konfliktem na wschodzie Ukrainy zapraszam do lektury mojego tekstu "Wojna w zwarciu", który ukazał się w najnowszym numerze magazynu e-terroryzm
|
Pogrubione przeze mnie fragmenty dobitnie obrazują stan ukraińskiej armii i to jak jest dowodzona. Wygląda na to, że gdyby tam Putin wprowadził oficjalnie swoje wojska to na drugi dzień mógłby robić defiladę zwycięstwa w Kijowie.