Mi, to, po prostu wygląda na próbę zamącenia i podgrzania emocji przed tym szlagierem. Mając w pamięci przypadek Kaczorowskiego jakoś trudno mi uwierzyć, aby w Warszawie przyjęto Stilicia z otwartymi rękami. Jak, to mawiał żartobliwie św. Jerzy: „Nie w tym życiu”.
