Czyli Smuda robi to samo co poprzednik Maaskant oraz piłkarze z ery holenderskiej.
Nie było odpowiednich wyników, kompromitowali Wisłę, ale w imię prawa należy im płacić bardzo wysokie odszkodowania, choć za czasów holenderskich było to na zdecydowanie większą skalę.
Brak ukarania piłkarzy za fatalny sezon 11/12 (kiedy w lecie 2011 r. mówiono, że Wisła nie ma z kim przegrać w lidze) i brak ich wywalenia za wszelką cenę spowodował stratę kolejnych kilkunastu mln w sezonie 12/13, a można było w lecie 2012 r. wywalić każdego gwiazdora Valckxa, sprowadzić np. Wszołka, Teodorczyka - o czym niedawno wspominał Probierz
http://weszlo.com/2014/12/23/w-polsc...amy-na-fikcji/ Wtedy sytuacja Wisły byłaby lepsza, bo wiadomo ile kluby zagraniczne wydały na tych piłkarzy, a byli też inni do wzięcia, a w konsekwencji Wisła zamiast zarobić, to z tygodnia na tydzień coraz więcej tylko traciła, a w rzeczywistości traci do dzisiaj (efekt długów Holendrów i Basałaja oraz późniejszych konsekwencji - słabsi piłkarze, mniejsze przychody, brak gry w pucharach, straty wizerunkowe, brak sponsorów, itp.).
Dlatego widać, że podpisanie kontraktu ze Smudą na trzy lata i na to bardzo wysokim poziomie było działaniem na szkodę Wisły i sytuacja się powtórzyła.
To nie Wisła musiała wziąć Smudę, tylko Smuda musiał wziąć Wisłę, bo gdzie byłby Smuda? Legia i Lech odpadają, jedynie Lechia i Zagłębie w zeszłym sezonie, reszta by nie dała takiej pensji.
Smuda opowiadający przez miesiące, że nie ma kim grać (mimo iż na warunki naszej ligi była to jedna wielka bzdura), że ma piłkarzy za 5 zł doszczętnie się skompromituje jeśli będzie żądał odszkodowania za zerwany kontrakt. Gdyby Smuda zarabiałby jak większość trenerów w Ekstraklasie, to byłaby pensja na jednego, dwóch graczy więcej.
Będzie wówczas wyraźnie widać, że jemu nie chodziło o Wisłę jak mówił wielokrotnie, tylko o pieniądze i to była jedyna przyczyna jego przyjścia w 2013 r.
To też pokazuje, że kontrakty są bardzo źle sporządzone, bo klub, a konkretniej nowe władze (Gaszyński) muszą naprawić bardzo kosztowne błędy (sprawy Genkowa, Jovanicia, Mandziary) poprzedników. Oczywiście, poprzednicy (np. Basałaj) nigdy nie ponieśli odpowiedzialności karnej za wyrządzone szkody.