Ogryzek napisał(a):

Przed przyjściem Basałaja Wisła już nie była w dobrej sytuacji finansowej ale jeszcze nie było dramatu. Wisła mogła zawsze kogoś sprzedać i w ten sposób być na powierzchni. Po przyjściu "magika" Basałaja sprzedaliśmy "wszystko co się rusza" i wzięliśmy na drogie kontrakty drogich najemników licząc jak hazardzista na LM.
|
Byliśmy w tragicznej sytuacji finansowej. Poprzedni rok dzięki "cudom" Bednarza (tak, tak tego Bednarza,którego wszyscy kiedyś prawie wychwalali jako "sprzątającego po holendrach") a przede wszystkim drimtimu Skorży zamknęliśmy olbrzymią dziurą finansową.
To nie Basałaj sprzedawał, tylko był zmuszony do sprzedania ostatnich sreber rodowych by tę dziurę załatać.
Głowacki odszedł przed jego przyjściem, na swoją bardzo usilna prośbę.
Marcelo był nie do zatrzymania, zresztą potrzebowaliśmy pieniędzy.
Diaz tak samo.
Drużyna była montowana na kolanie w sytuacji podbramkowej.
Dopiero w zimie były bardziej przemyślane transfery.
Mistrzostwo i LE to było to co osiągnęliśmy.
Bednarz i Smuda obiecywali,że będzie to za pół ceny dla przypomnienia.
Z perspektywy czasu wydaje się, że Cupiał podjął jedyny możliwy manewr ocalenia "mocarstwowej" pozycji. Ucieczkę do przodu. Sukces sportowy na już i budowa podstaw na jutro.
Nie udało się, ale alternatywą była wieloletnia szarzyzna "od zaraz", pewnie do dzisiaj.
Szarzyzna jest teraz, ale bez tego manewru nie byłoby mistrzostwa i LE.
Dla mnie OK.