Krzysztof Mączyński o tym jak Wisła 2x odwracała się do niego plecami i pomocnej ręce Kulwika...
Cytat:
- Przenosząc się do Guizhou Renhe powiedział pan, że transfer do Chin był nagrodą za lata wyrzeczeń. Kiedy oberwał pan najmocniej?
KRZYSZTOF MĄCZYŃSKI: - W wieku 19 lat, gdy zerwałem więzadła krzyżowe. To był dla mnie bardzo trudny czas, bo decydowało się moje być albo nie być w piłce. Niesamowicie się załamałem. Pokłóciłem się z władzami Białej Gwiazdy, ponieważ odmówili mi pomocy przy załatwieniu operacji rekonstrukcji więzadeł. Byłem zawodnikiem Wisły Kraków, a ona całkowicie się ode mnie odwróciła. Jedyną osobą, którą mi pomogła, był trener Tomasz Kulawik. Przychodziłem na jego treningi z zerwanymi więzadłami, skręcałem się z bólu, a mimo wszystko zobaczył we mnie potencjał. W ciągu dwóch dni załatwił mi operację w Poznaniu. Potem ćwiczyłem sam w domu, ponieważ Wisła odmówiła mi również rehabilitacji w klubie. Gdy wróciłem już do zdrowia, od razu poszedłem na zajęcia juniorów, które prowadził Kulawik. Wszystko mu zawdzięczam, uratował mi karierę.
- Po powrocie do zdrowia zadano panu w Wiśle drugi cios.
KRZYSZTOF MĄCZYŃSKI: - Trenerem pierwszej drużyny był wtedy Robert Maaskant. Latem 2011 roku wróciłem z wypożyczenia do ŁKS. Miałem w Łodzi kapitalny sezon, awansowaliśmy do ekstraklasy. Na dzień dobry usłyszałem w klubie od dyrektora Wisły, pana Jakuba Jarosza: Co ty tu w ogóle robisz?. Odpowiedziałem, że przyjechałem, bo mam jeszcze ważny roczny kontrakt. A on na to, że nie ma dla mnie miejsca w pierwszym zespole. Mogę spakować bety i jechać na zgrupowanie do Zakopanego z drużyną Młodej Ekstraklasą, bo z ekipą Maaskanta trenować nie będę. Byłem wychowankiem Wisły, pojechałem do ŁKS, by zaistnieć. Wydawało mi się, że się udało, a zostałem fatalnie potraktowany. Zagryzłem zęby, zabrałem rzeczy i pojechałem do Zakopanego. Drużynę w ME prowadził wówczas Kulawik. Spotkałem tam Adama Nawałkę, dzięki czemu moja kariera potoczyła się w ten sposób. W ciągu dwóch lat przyjąłem w Krakowie dwa bardzo mocne ciosy, ale może one wyrobiły mój charakter? Bo jeśli ktoś sądzi, że współpraca z trenerem Nawałką od samego początku była w Górniku miła i piękna, to się myli. To były trzy lata ciężkiej roboty, sprawdzianów psychicznych, które miały pokazać, czy się nadaję. Nie było łatwo przejść jego szkołę.
|