|
Dlaczego musicie się teraz głowić nad tym, skąd wziąć pieniądze, a w kasie jest pusto, skoro za Łukasza Teodorczyka zgarnęliście 4 mln euro.
Prezes Lecha Karol Klimczak: Abstrahując od kwoty, pieniądze spływają w ratach. Dodatkowo, powiedzmy to po raz kolejny, Lech ma kilkudziesięciomilionowy dług z czasów, kiedy za dużo wydawał, który skumulował się przez ostatnie lata i który regularnie spłaca. Co z tego, że teraz jesteśmy blisko zbilansowania, kiedy cały czas musimy spłacać stare zobowiązania, choćby transferowe. Kiedyś strata roczna wynosiła nawet 16 mln zł. A jak graliśmy np. w Lidze Europy z Juventusem, sprzedawaliśmy Roberta Lewandowskiego itd., to odnotowaliśmy zysk roczny w wysokości tylko 7 mln zł. I to był tylko jeden taki rok. Czyli bez tych pieniędzy za Lewego i premii z Ligi Europy mielibyśmy gigantyczną stratę. My ten budżet z roku na rok dociągamy tak, żeby możliwie najlepiej go zbilansować. Teo walczył dla nas o fazę grupową i skoro nie udało nam się awansować, musieliśmy go poświęcić. Gdyby nie to, nie mielibyśmy na rachunki i nie otrzymalibyśmy licencji, bo różnym kontrahentom, włącznie z naszymi piłkarzami, nie bylibyśmy w stanie zapłacić. Proste. Roczny koszt utrzymania Inea Stadionu to nie tylko 600 tysięcy złotych opłaty do miasta. To kropla w morzu potrzeb, bo rocznie utrzymanie stadionu to 6–7 milionów złotych.
Ktoś mi może wytłumaczyć pewien fakt:
Wisła zapożyczyła się u Cupiała i ten dług wisi i będzie (bądź nie) spłacony gdzieś tam w odległej przyszłości
Lech zapożyczył się w Amice i ten dług jak rozumiem stara się spłacać.
Legia też miała potężny dług względem ITI. Wewnętrzne zobowiązanie Legii wobec koncernu ITI wynosiło w 2011 roku 234 mln zł, rok później dług zmalał do zaledwie 6 mln zł (wg. PS). Ten ogromny spadek zadłużenia wynika z tego, że władze ITI zgodziły się na tzw. konwersję pożyczki na kapitał zapasowy i rezerwowy.
Na czym konkretnie polegał ten myk i czemu inni go nie stosują?
|