Ale to nie tylko Uryga
W meczu z Łęczną graliśmy przedziwnie.
Jak mieliśmy piłkę to ruszał się tylko ten co ją miał + 2 najbliższych. Reszta stojanow.
Jak przeciwnik miał piłkę to 11 zapierdalało i pressowało na całej długości i szerokości boiska.
Było to bardzo ale to bardzo dziwne. Rozumiem, że nie da się cały mecz biegać jeśli nie jest się Rafałem Boguskim, ale jednak i tak mnie to rozwalało. Nic dziwnego, że mało sytuacji było z obydwóch stron jak tak się nastawialiśmy na destrukcję
