Kurz napisał(a):

Wisła od momentu pojawienia się Telefoniki funkcjonowała w sytuacji "ponad stan", dzięki pieniądzom właściciela. Problem nie pojawił się jednak tylko dlatego, że Cupiał przestał dokładać do interesu, ale w dużej mierze, dlatego, iż wydatki na poziomie sprzed 10 lat, to w dzisiejszych realiach ekonomicznych "drobne w kasie". Mityczne 80 milionów, wydane przez lata, to dzisiaj różnica w przychodach pomiędzy Legią a Wisłą tylko w czasie poprzedniego sezonu.
Oczywiście popełniano błędy na wielu płaszczyznach (kto ich nie popełniał), ale drugim istotnym problemem było to, że próbowano stworzyć w Krakowie klub z budżetem 50-60 milionów bez rzetelnych finansowych fundamentów (chora ambicja oderwana od rzeczywistości). Ratunkiem mógł być sukces sportowy. Niestety, się nie udało. W czasach Basałaja klub zagrał va banque i przestrzelił.
Dzisiejsza Wisła nawet z 5 czy 6 mln dopłat od Cupiała, bez sponsora i gry w fazie grupowej, któregoś z pucharów, to materiał na klub z budżetem 30-40 milionów i adekwatnymi możliwościami sportowymi. Ucieczka do przodu się nie udała, a na płaszczyźnie pracy od podstaw, możliwości finansowych, bazy kibicowskiej, zasobności już przegraliśmy nie tylko z Warszawą i ale Poznaniem. Za moment, być może, z innymi. W przypadku Legii, gdyby w strukturze wpływów miało się nic nie zmienić w ciągu najbliższych 10 lat, klub ze stolicy zainkasuje w tym czasie o 700 milionów więcej. Niewyobrażalne.
|
Mam podobne przemyślenia jeśli chodzi o Wisłę ery Cupiała i szczególnie okres Basałaja. Zagraliśmy w kasynie i przegraliśmy. Zamiast od lat budować fundamenty jak Lech Poznań to my chcieliśmy pójść na skróty.
Celowo pisze o Poznaniu a nie o Warszawie - bo Wisła ma taki sam potencjał jak Lech i gdyby była dobrze zarządzana to spokojnie moglibyśmy mieć budżet roczny na poziomie 50-60 mln. Lech nawet bez sukcesów w pucharach w ostatnich latach ma taki.
(Warszawa to trochę inna sytuacja, ale poziom finansowy Lecha wraz z jego akademią dla młodych piłkarzy itd przy normalnym zarządzaniu powinniśmy osiągnąć dawno. A tak ostał Nam się tylko sznur... jak w Weselu Wyspiańskiego)