Wyświetl pojedynczy post
Kocur
semper fi
 
 
Od: 09.2003
Skąd: TYNIEC

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#1893
Stary 25.10.2014, 22:29
Cytat:
Andrzej Gołota, w zapełnionej hali w Częstochowie, stoczył cztery rundy pożegnalnego pojedynku z Danellem Nicholsonem, tym samym bokserem, z którym walka w 1996 roku otworzyła mu drzwi do jednej z najbardziej niesamowitych karier w historii boksu zawodowego.


Pojedynek nie był punktowany, lecz bokserzy, jak zapowiadali przed walką, dali "dobry show".


Gdy Gołota wchodził na ring, wszyscy wstali z miejsc i stali przez wszystkie cztery rundy. Skandowano "Andrzej! Andrzej!", "Andrzej Gołota!" i "Dziękujemy!". Po ostatnim gongu odśpiewano chóralne "sto lat", a Nicholson wyściskał się z Andrzejem. Bokserzy dostali pamiątkowe medale, a Gołota tort, który pokroił szablą.


"Przed Nicholsonem zrobimy z tobą jedną rundę pokazową i sprawdzisz, czy ciosy są wystarczająco mocne" - znany z poczucia humoru Gołota, po przylocie miesiąc temu do Polski, odpowiedział jednemu z dziennikarzy na pytanie, czy w pokazowej walce uderzenia nie będą udawane.

Choć Gołota wypierał się, na jednej z konferencji przed walką, przyjaźni z Nicholsonem, to dwaj starsi - jak na warunki boksu zawodowego - panowie żyją ze sobą w dobrej komitywie. 46-letni obecnie Nicholson najwyraźniej nie żywi urazy za potężne lanie, które dostał od niemal o rok młodszego od siebie Gołoty 15 marca 1996 roku, gdy obaj byli w życiowej formie.

Amerykanin, który miał wówczas bilans walk 25-1, w tym 19 KO, a na swoim koncie także występ na olimpiadzie w Barcelonie, gdzie w ćwierćfinale przegrał niewysoko na punkty z legendarnym Kubańczykiem Felixem Savonem, był wówczas nadzieją kategorii ciężkiej. Walka z Gołotą (27-0, 23 KO) miała otworzyć mu drogę do pojedynku z Riddickiem Bowe, a później - mistrzostwa świata.

Jak się jednak okazało, nie było wówczas zbyt wielu równych przeciwników dla Andrzeja. Gołota szedł cały czas do przodu, a Nicholson stał na nogach jedynie dzięki niespotykanej sile woli. "Gdybym był jego trenerem, rzuciłbym ręcznik. Pokazał odwagę we wcześniejszych rundach. Jest młody, ale powinien sobie zadać pytanie, po co to dalej ciągnąć. Może lepiej byłoby upaść na deski i mieć to już za sobą" - mówił w ósmej rundzie komentator amerykańskiej telewizji HBO. Po tej rundzie sędziowie zadecydowali za Nicholsona. Amerykanin przegrał przez techniczny nokaut.



Jedyne, co Gołocie można było wtedy zarzucić, to uderzenie głową z piątej rundy, będące zapowiedzią dalszych wydarzeń, mających cechy antycznej tragedii dwóch pojedynków z Riddickiem Bowe.


- Pamiętam rozmowę z Klausem-Peterem Kohlem, na pewno największym promotorem w europejskim boksie ostatnich 25 lat, wychowawcą braci Kliczków i Darka Michalczewskiego. On powiedział: "gdybym ja był promotorem Gołoty, to on byłby mistrzem świata wagi ciężkiej przez 15 lat" - w rozmowie z Interią... czytaj więcej

- Te dwie niesamowite walki z Bowe, które przeszły do historii światowego boksu, Andrzej przecież wygrywał, a obydwie przegrał przez dyskwalifikację. To jest historia zupełnie teatralna, wykraczająca poza kategorie sportowe - mówi w rozmowie z Interią promotor boksu i syn pierwszego trenera Gołoty Andrzej Wasilewski.

- Na pewno Andrzej jest absolutnym fenomenem, jeśli chodzi o budzenie emocji. Pod tym względem jest numerem jeden pośród wszystkich polskich sportowców w sportach walki wszech czasów. To dla niego miliony ludzi w latach dziewięćdziesiątych budziły się w nocy - dodaje Wasilewski. Jego zdaniem, historia Andrzeja Gołoty powinnna się doczekać opracowań socjologicznych, a sam bokser sportowo mógł osiągnąć znacznie więcej, gdyby otaczał go opieką profesjonalny team.

- To był największy polski bokser wagi ciężkiej. Miał w końcu cztery walki o tytuł mistrza świata, przy czym dwie, z Chrisem Byrdem i Johnem Ruizem, powinien wygrać. Został oszukany - twierdzi trener Andrzej Gmitruk. To on poprowadził Gołotę do brązowego medalu na olimpiadzie w Seulu. - Ale Andrzej jest kimś więcej niż tylko sportowcem, jest symbolem. W Stanach Zjednoczonych jest symbolem całej Polonii. Przeciętny Amerykanin, jak ma podać nazwisko jakiegoś Polaka, wymieni Andrzeja - dodaje.

Czy są obecnie jacyś młodzi następcy Gołoty w Polsce? - Boks amatorski u nas prawie nie istnieje, są jakieś sukcesy małe, ale głównie za sprawą poświęcenia pojedynczych osób. Systemowo wszystko leży, to są problemy strukturalne. Od lat dziewięćdziesiątych nie szkoli się trenerów. Trudno się też dziwić, że nikt nie chce pracować za 1000 złotych - komentuje Gmitruk.

- Dla mnie Andrzej Gołota to prawdziwa legenda, od niego wszystko się zaczęło. Polski boks zawodowy zaczynał się od Gołoty - mówi dla Interii Artur Szpilka, jeden z najwyżej notowanych na świecie młodych bokserów wagi ciężkiej. Urodzony już po olimpiadzie w Seulu, Szpilka 8 listopada stoczy walkę z 37-letnim Tomaszem Adamkiem (14. w rankingu WBC, 10. w IBF, 13. - WBO). Skazywany jest na porażkę, ale do Kraków Arena przyjdzie komplet publiczności, 20 tysięcy ludzi.

- To Andrzej rozbudził marzenia polskich kibiców na mistrza świata wagi ciężkiej i to jest jego miejsce w historii - stwierdza Wasilewski.

"Pusty ring... W Częstochowie noc, Andrzej już śpi. Z rozrzewnieniem wspominam pierwszą profesjonalną walkę męża w 92. roku, pierwszą w magicznym Madison Square Garden, pierwszą o pas mistrzowski. Ten tydzień należy do ostatnich: ostatnie badania lekarskie przed walką, ostatni sparing, ostatni trening dzisiaj w oczekiwaniu na ostatnią walkę. W sobotę Andrzej pokona tę samą drogę, jaką przeszedł ponad 50 razy: z szatni do ringu z teamem, przyjaciółmi i kibicami, w ringu sam. Gdy skończą się przemówienia i gratulacje, gdy rozejdziemy sie do domów, pozostanie pustka w ringu. I gdy przyjdą inni, utalentowani i ambitni Polacy w wadze ciężkiej, historia im cichutko podpowie: 'był kiedyś taki Andrzej Gołota'" - w piątek napisała żona Andrzeja Gołoty, Mariola.

Cytat:
Andrzej Gołota - sylwetka:

W zawodowej karierze Gołota odniósł 41 zwycięstw, dziewięć walk przegrał, jeden pojedynek zremisował, zaś inny - z Mike'em Tysonem - uznany został za nieodbyty. Bilans Nicholsona to 42 wygrane i pięć porażek.

Andrzej Gołota, w przeciwieństwie do innych polskich bokserów, nigdy nie był mistrzem świata, ale w krajowych rankingach popularności zapewne nie miałby równych.

46-letni Gołota nie wykorzystał czterech szans na zdobycie tytułu mistrza świata w wadze ciężkiej. Przegrał wyraźnie z Lennoksem Lewisem i Lamonem Brewsterem, minimalnie na punkty uległ Johnowi Ruizowi, zaś zremisował z Chrisem Byrdem, ale ten wynik przedłużył panowanie jego rywala na tronie federacji IBF.

Z polskich pięściarzy w ostatnich latach po pasy czempionów sięgnęli Krzysztof Włodarczyk, Tomasz Adamek i Dariusz Michalczewski. Wszyscy jednak popularnością nie mogą równać się z Gołotą, który już w chwili narodzin - 5 stycznia 1968 roku w Warszawie - usłyszał od lekarza ze szpitala na Karowej, że "zapewne będzie bokserem", gdyż miał zaciśniętą pięść...

Oprócz jego matki Bożeny (ojciec, również Andrzej, nie żyje), wychowaniem młodzieńca zajmowało się też wujostwo, państwo Romankowie. Przygodę bokserską rozpoczął za sprawą Zdzisława Romanka, zegarmistrza z Saskiej Kępy, który znał się z trenerem juniorów w Legii Warszawa Tadeuszem Branickim, mistrzem Polski wagi ciężkiej z 1958 r.

Na początku lat 80. Romanek przyprowadził nastolatka na zajęcia legionistów, które odbywały się na Łazienkowskiej. Wcześniej nastoletni Andrzej toczył bójki na ulicy ze starszymi od siebie, którzy dokuczali mu, ponieważ trochę się jąkał.

Po śmierci Branickiego (zmarł w 1983 roku w wieku 45 lat) z Gołotą współpracowali m.in. Adam Kusior (uczył go również wf w technikum samochodowym w Zespole Szkół na Sandomierskiej), Janusz Gortat i Andrzej Gmitruk. Z tym ostatnim w narożniku zdobył nie tylko brąz na igrzyskach w Seulu, ale też stoczył ostatni "prawdziwy" pojedynek zawodowy - w 2013 roku przegrał przez nokaut z Przemysławem Saletą.

Pierwszy znaczący sukces w gronie amatorów odniósł w 1985 roku. W mistrzostwach świata juniorów w Bukareszcie dotarł do finału wagi ciężkiej, w którym przegrał przed czasem z późniejszym asem kubańskiego boksu Feliksem Savonem. W kolejnym sezonie Polak wywalczył w Kopenhadze tytuł mistrza kontynentu w tej grupie wiekowej.

Kariera wysokiego (194 cm) i silnego Gołoty rozwijała się prawidłowo. Awansował do kadry olimpijskiej, a w Seulu był o krok od sprawienia nie lada sensacji. Marzenia o złotym medalu rozwiał półfinałowy pojedynek z Koreańczykiem Baik Hyun Manem. 20-letni Polak doznał rozcięcia łuku brwiowego i nie był w stanie walczyć. W finale na zwycięzcę czekał Amerykanin Ray Mercer. Rok później Gołota wywalczył brąz mistrzostw Europy.

Wygrywał w ringu, zdobywał tytuły mistrza Polski, jednak miał także kłopoty z prawem. Wiosną 1990 roku został oskarżony o rozbój z użyciem niebezpiecznego narzędzia po tym, jak we Włocławku wdał się w bójkę w dyskotece. Zanim rozpoczął się proces bokser wyjechał z Polski do USA. Zamieszkał z przyszłą żoną Mariolą (obecnie prowadzi kancelarię prawną) w Chicago. Początki w obcym kraju były trudne, próbował różnych prac dorywczych, zanim namówiono go na pięściarskie treningi.

"Andrzej pierwsze walki toczył w USA w... knajpach, za 50 dolarów. Zawsze wierzył w siebie, wierzyła także w niego Mariola" - mówiła w wywiadach Bożena Gołota, która była wtedy już babcią, gdyż w 1990 roku na świat przyszła córka Andrzeja - Aleksandra, a pięć lat później urodził się syn - Andrzej junior.

Na zawodowym ringu zadebiutował 7 lutego 1992 w Milwaukee. Pokonał przed czasem Roosevelta Shulera. W pierwszym roku w gronie profesjonalistów odniósł osiem zwycięstw, w większości przez nokaut w pierwszej rundzie. W następnym sezonie trafił do grupy Lou Duvy - Main Events. Nabierał doświadczenia, toczył wygrane walki z coraz bardziej wymagającymi przeciwnikami, jak Samson Po'uha czy... Danell Nicholson, z którym skrzyżował rękawice w sobotniej pokazówce w Częstochowie.

Do historii przeszły dwie konfrontacje z Riddickiem Bowe'em w 1996 roku. Pierwsza z nich (11 lipca) do szóstej rundy toczyła się pod dyktando Gołoty. Polak prowadził trzema punktami, mimo że odebrano mu dwa punkty za uderzenia poniżej pasa. W siódmym starciu zdyskwalifikowano go za kolejne nieprzepisowe ciosy. W ringu i na trybunach doszło do zamieszek, w których ucierpiał także on sam.

Przegrał, ale z dnia na dzień stał się niemal bohaterem narodowym, człowiekiem bardzo popularnym, m.in. proponowano mu role w filmach.

Rewanż z Bowe'em odbył się 14 grudnia. Amerykanin chciał odzyskać nadszarpniętą reputację, a Gołota udowodnić, że nieprzypadkowo dominował w pierwszym pojedynku. Mimo zapowiedzi o czystej walce, w ringu nie obeszło się bez złośliwych fauli. Bowe był dwukrotnie na deskach, ale Gołota nie potrafił przechylić szali zwycięstwa na swoją korzyść. W dziewiątym starciu Polak zadał kilka ciosów poniżej pasa i znów został zdyskwalifikowany. Do tego momentu wygrywał na punkty...

Pokazał, że może walczyć o najwyższe stawki, ale tylko w przypadku, kiedy panuje nad sobą i nie dopuszcza się fauli. W 1997 roku otrzymał szansę boksowania o mistrzostwo świata. Przebieg pojedynku z Lennoksem Lewisem o pas WBC zaskoczył największych fachowców. Dziwnie spięty, przegrał przez nokaut, po zaledwie 95 sekundach. Nie wytrzymał psychicznie napięcia związanego z rangą wydarzenia. Zresztą to nie był pierwszy przypadek, kiedy przegrywał z samym sobą.

Próbował wrócić na szczyt kategorii ciężkiej. Pokonał m.in. w 1998 roku we Wrocławiu byłego mistrza świata Amerykanina Tima Whiterspoona. Rok później w Atlantic City spotkał się z Michaelem Grantem. Zwycięzca miał walczyć z Lewisem o zunifikowane mistrzostwo świata w wadze ciężkiej.

W pierwszej rundzie miał Granta dwukrotnie na deskach, a mimo to przegrał. Później odniósł dwa zwycięstwa z niezłymi rywalami (Marcus Rhode, Orlin Norris), by w październiku 2000 roku stoczyć pojedynek z jednym z najsłynniejszych i najbardziej kontrowersyjnych pięściarzy na świecie Mike'em Tysonem. Między drugą i trzecią rundą Gołota zdecydował, że nie będzie dalej walczył. Fachowcy zadawali sobie pytanie, dlaczego Polak uciekł z ringu? Kilka miesięcy później Komisja Kontroli Sportowców stanu Michigan uznała walkę za nieodbytą (werdykt "no contest"), ponieważ w moczu Tysona wykryto marihuanę.

Rozbrat z boksem trwał prawie trzy lata. Mało kto wierzył, że Andrew - jak z amerykańska o nim mówiono - wróci do sportu. Niespodziewanie w 2003 roku stoczył dwa zwycięskie pojedynki z przeciętnymi rywalami, w lutym tego samego roku podpisał kontrakt z Donem Kingiem. Słynny menedżer obiecał mu walkę o mistrzostwo świata, nikt jednak nie liczył, że tak szybko do niej dojdzie. O pas IBF rywalizował z Chrisem Byrdem (USA). Gołota był lepszy, lecz sędziowie ogłosili remis, co przedłużyło panowanie jego przeciwnika. Z Johnem Ruizem (stawką był tytuł WBA) również boksował 12 rund, ale przegrał na punkty, mimo że w drugiej rundzie rywal był dwukrotnie liczony.

W fatalnym stylu zakończyła jego ostatnia potyczka o pas (WBO) z Lamonem Brewsterem. "Biały mistrz" przegrał w zaledwie 52 sekundy. Na ringach amerykańskich niczego więcej nie był w stanie osiągnąć. W 2008 roku pojechał więc do... Chin, lecz znów poległ w pierwszej rundzie, tym razem z Rayem Austinem. W kolejnych latach boksował przed polską publicznością, ale nie dał rady ani Tomaszowi Adamkowi, ani Przemysławowi Salecie.

Tak po prostu, "Dzięki Andrzej" !!!
Ostatnio edytowane przez Kocur : 26.10.2014 o godz. 09:09.
MOMENT OF TERROR IS THE BEGINNING OF LIFE
Odpowiedz cytując