Teraz tak ogólnie o ekstraklasie z dawnych lat wypowiada się Maciej Szczęsny (wywiad z dzisiaj).
(...) -
Co Pana natchnęło, by zorganizować słynne happeningi z "fartuchem Fryzjera" czy z telefonami Michniewicza?
- Z fartuchem nie miałem nic wspólnego, powiedziałem tylko, że sędzia Andrzej Dymek w meczu Amica - Polonia zachowywał się jak pomoc fryzjerska i że jeśli uzna, że mówię nieprawdę, to mam nadzieję, że pozwie mnie do sądu, ale mam go w d... No i do dziś tego nie zrobił. A koszulka z telefonem i podpisem "CM 711" [tyle połączeń wykonał Czesław Michniewicz do "Fryzjera", choć nigdy nie usłyszał zarzutów korupcyjnych - red.] to był wyraz olbrzymiej sympatii i podziwu, że można dzwonić do kogoś, kto jest umoczony po pachy, i samemu się nie utaplać. W dodatku dzwoniąc chyba ze trzy razy częściej niż do żony…
- Może trzeba było właśnie wtedy walnąć pięścią w stół i powiedzieć: "Panowie, coś jest nie tak, gram w sprzedanym meczu"?
- Zdarzyło się, że w szatni było nieprzyjemnie między mną a paroma osobami. Wówczas jednak mogłem sobie publicznie walić pięścią w stół lub głową w ścianę. W pewnej chwili - akurat był to czas, kiedy Legia kupowała mecze i było to wiadomo powszechnie - powiedziano mi: "Słuchaj, nic z tym nie zrobimy, ani policja, ani prokuratura
Ostatnie zdanie z dedykacją dla tych gamoni co uważają, że (L)osersi od zawsze grali czysto i są ostoją świętości i nieskazitelności aż po wsze czasy. Amen
Jaroo1 napisał(a):

|
Szkoda tylko, że reszta ekipy z Ligi + Extra zamiast powiedzieć "Panie Sławku co pan .......i?" to się z niego śmiałą jak wymulał się odnośnie tego spalonego w meczu Legia - Lechia.
|
Poniżej masz odpowiedź dlaczego pewne rzeczy są komentowane w ten a nie inny sposób. Oto fragment wywiadu na Orange Sport pomiedzy dziennikarzem prowadzącym a Hadajem spikerem Legii z marca tego roku:
Dziennikarz: Większość dziennikarzy to kibice Legii, zwłaszcza z Warszawy, ja jestem kibicem Legii i w ogóle tego nie kryję...
Hadaj: Oczywiście każdy dziennikarz sportowy jest kibicem jakiegoś klubu...