Wyświetl pojedynczy post
Uran235
Senior Member
 
Od: 08.2005
Skąd: Łódź

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#72
Stary 17.08.2014, 22:54
Buchalik - z meczu na mecz robi na mnie gorsze wrażenie, a nie zaczął ze zbyt wysokiego pułapu. Teraz okazuje się, że nawet przy dośrodkowaniach nie jest zbyt pewny. Miśkiewicz - wbrew temu, co niektórzy zdążyli sobie ubzdurać - wielkim golkiperem nie jest, ale ja już za nim tęksnię - niedobrze.

Burliga - w tyłach chaos, z przodu chaos, a jednak gościa lubię. Zawsze coś dobrego w meczu zrobi, twarde wejście w jakąś boiskową mendę to dla niego plan minimum. W dodatku przeważnie bilans pozytywów i negatywów wychodzi na jego korzyść - tak jak i dzisiaj. Szkoda, że w końcówce meczu ewidentnie go zatkało i w ostatnich 30 minutach miał momenty kiedy statystował.

Głowacki - poprzednią jesień miał rewelacyjną, wiosnę zaczął słabo - a potem kartki, kontuzje, kartki, kontuzje i właściwie nie grał. Teraz jasno widać, że nie ma tej samej formy, co rok temu - przede wszystkim dużo błędów własnych, co wcześniej mu się nie zdarzało, ale i tak solidny punkt drużyny. W dodatku ze względu na ofensywną bierność Urygi, Głowacki coraz częściej szarżuje do przodu, a ja to lubię u stoperów.

Dudka - mniej więcej ten sam poziom, co Głowacki obecnie - czasem coś zawali, ale zaraz naprawi, poza tym dobrze broni, ale też potrafi pomóc z przodu. Tylko te nieszczęsne rzuty wolne...

Sadlok - jakby odjąć mu te bramki, to pewnie aż tak by nie był wychwalany, ale zdecydowanie robi swoje i transfer udany, bo pi razy oko Sadlok daje drużynie podobną jakość co Bunoza, w ofensywie jest może nawet lepszy, w tyłach dużo fauluje, ale Bunoza też miał z tym problemy. Chociaż patrząc na szerokość kadry nie pogardziłbym powrotem Bośniaka, jeśli nie znajdzie sobie nowego domu.

Uryga - w porównaniu z pierwszymi kolejkami wypada zdecydowanie korzystniej, ale mam wrażenie, że to kwestia przeciwników. Ostatnie trzy mecze to drużyny nastawione na granie w piłkę, w pierwszych dwóch meczach graliśmy z przeszkadzaczami i tam kłuło w oczy, że nawet z pozostawioną swobodą Uryga niewiele umie wykombinować, a szybka kontra zostawia go daleko za plecami. Z Lechią też miał trochę błędów w ustawieniu i to całkiem powaznych, ale na szczęście nie wypunktowanych - np. w pierwszej połowie Dudka był 1 na 1 przy linii końcowej, w szesnastkę wchodziło dwóch rywali, a Uryga człapał jakby miał kupę czasu. Gdyby piłka przeszła Dudkę, byłóby pozamiatane. Ale i tak lepiej grać z jakimkolwiek defensywnym pomocnikiem niż bez żadnego, co pokazał mecz z Ruchem.

Jankowski - gość pomału, pomału zaczyna dawać lepsze występy, ale póki co to wciąż za mało. I tak wolę go od chaotycznego Guerriera czy niedoświadczonego Zająca, ale to wciąż jedna z tych pozycji, które mogłyby być zdecydowanie mocniej obsadzaone.

Stilić - zdarza się, że aż irytuje tym swoim kombinowaniem, ale rekompensuje to z grubą nawiązką. Naszą ligę wciąga nosem.

Boguski - aż boję się to napisać, żeby nie zapeszyć - w ostatnich meczach jeden z najlepszych i najsolidniejszych na boisku. Tak, wciąż zdarzają mu się niechlujne zagrania, ale kilka rozciągnięć gry, kilka podań uruchamiajacych skrzydła czy przerzucających ciężar gry - palce lizać - a to jedne z najważniejszych zagrań w piłce nożnej, to one kształtują dalsze losy akcji. Cichy reżyser gry, w dodatku w ciągłym ruchu.

Garguła - troszkę w cieniu Stilicia i Boguskiego, przede wszystkim dlatego, że sam w obrębie jednego meczu prezentuje bardzo nierówną dyspozycję - świetne akcje przeplata z banalnie zepsutymi - tak jak prezent dla Lechii, po którym padła bramka.

Brożek - zdecydowanie to jeszcze nie jest jego optimum, bo nie strzela bramek, ale i tak jest niezwykle ważnym zawodnikiem. Haruje na boisku za trzech, pracuje na sytuacje kolegów, po swojemu, często schodzi do lewego skrzydła i tam szuka gry, żeby albo oddać piłkę do środka, albo samemu ściąć akcję dryblingiem. Nie zawsze jest to to czego oczaekuje po nim przeciętny kibic, a biorać pod uwagę brak skuteczności pod bramką zapewne także nie to, czego on sam się po sobie spodziewa, ale i tak robi kawał dobrej roboty dla zespołu.

Sarki - eh, wchodzi w drugiej połowie i nie trzyma swojego zawodnika na swojej połowie, kiedy drużyna jest ewidentnie w defenmsywie. Umiejętności ma spore, czasem jest z nich nawet pożytek, ale ten brak dyscypliny właściwie nie pozostawia Smudzie wyboru i zmusza do trzymania Nigeryjczyka na ławce.

Zając - im więcej gra, tym bardziej widać, ze póki co stać go na przebłyski, ale jeszcze sporo przed nim pracy, zanim stanie się na tyle solidny i powtarzalny, zeby drużyna miała z niego prawdziwy pożytek. Miejmy nadzieję, że uda mu się przekroczyć tę granicę dojrzałej piłki szybko i bezboleśnie.

Z jednej strony szkoda, że już trochę punktów głupio zgubiliśmy, w dodatku ze słabiej punktującymi rywalami, szczególnie mając w pamięci "szerokość" naszej kadry i to jak ważne jest dla nas nabijanie konta właśnie w pierwszych meczach, kiedy skład jest najbliższy optymalnemu.

Z drugiej strony muszę przyznać, że ta Wisła gra zdecydowanie lepiej niż ta sama drużyna z minionego sezonu. Więcej jest powtarzalności, więcej jest stawarzanych sytuacji.

Widać, że stoperzy regularnie wspierają drużynę w rozegraniu - czasem włączą się w akcję po własnym przechwycie, czasem urozmaicą rozegranie jakimś dłuższym podaniem bezpośrednio do atakujących.

Widać też, że środek pola wie jak wykorzystywać wejścia bocznych obrońców, nie tylko uruchamiając skrzydła, ale jeszcze potem pokazując się na pozycję. W dodatku mniej jest teraz wymuszania na obrońcach prowadzenia piłki gdzieś od połowy boiska, Sadlok i Burliga są wpuszczani w akcję w decydującym momencie już w okolicach szesnastki.

Widać, że w środku Garguła z Brożkiem i Stiliciem coraz mniej sobie przeszkadzają, coraz rzadziej wchodza sobie pod nogi, a to prędzej czy później zaprocentuje. Do tego jest jeszcze wszędobylski Boguski, który ładnie te wszystkie piłki rozdziela.

Problemem jest kadra tak wąska, że nawet w pierwszym składzie mamy nazwiska, które grają bo... No właśnie, nie ma za bardzo argumentów przemawiających za ich grą, ale istnieje jeden poważny argument przeciw wystawieniu kogoś innego - tamten ktoś nadaje się jeszcze mniej. Dokładając do tego zwykłe wahania formy - raz na jakiś czas jakiemuś zawodnikowi po prostu nie idzie - na które trener zwyczajnie nie ma jak zareagować, wychodzi na to, że przeciętny mecz rozgrywamy 8 pełnowartościowymi piłkarzami i 3 statystami. biorać to pod uwagę te wyniki wcale nie są złe - inna sprawa, czy wystarczą na pierwszą ósemkę po 30 kolejkach.
Zapraszam na mojego piłkarskiego bloga - Futbol Totalny
Odpowiedz cytując