Ogryzek napisał(a):

W przypadku Wisły najlepszym przykładem do porównania jest Lech Poznań. Nie Legia ale właśnie Amica. Warszawa z racji wielkości - sama aglomeracja warszawska ma 3 mln ludzi + wyższy poziom zamożności powoduje że takie porównanie nie ma sensu na linii Kraków-Warszawa. Natomiast Kraków - Poznań jak najbardziej. Owszem w Poznaniu jest 1 klub, ale aglomeracja Krakowa jest większa niż poznańska - co po odjęciu parchatych i gumiorów wychodzi na podobny potencjał kibiców Wisły i Amici.
Więc proponuje sprawdzić jakie przychody generuje Lech z dnia meczowego, ze sprzedaży gadżetów itd i dopiero wtedy będziemy wiedzieć czy Wiśle się opłaca mieć sklep firmowy. Legie sobie odpuśćmy jak wzór do naśladowania.
(Proszę o pominięcie animozji kibicowskich - bo niektórym odbiera to czasem "rozum" jak słyszą o zgodzie parchatych)
Zresztą uważam że taki Lech jest mimo wszystko najlepiej zorganizowanym klubem w Polsce (poza obsadą trenera - Rumak to jakieś nieporozumienie) i w zasadzie gdyby Wisła była dobrze zarządzana przez ostatnie 5-6 lat to bylibyśmy na tym poziomie organizacyjno-finansowym. Być może podobnym dobrym przykładem będzie wkrótce Lechia, ale to dopiero za 2-3 lata. Na razie w Gdańsku jest faza budowy.
BTW
Gdyby to Amica była z Warszawy pewnie mieliby te przychody o 50% większe od Legii. Co by nie mówić ale przewaga Warszawy nad resztą jest bardzo duża i nawet zwykłe działania dają dużo lepszy efekt finansowy.
|
Ja miałem okazje sporo lat mieszkać w obu miastach.
Na papierze porównanie wydaję się bardzo słuszne ale kiedy wgryziemy się głębiej niestety Krakowa i Poznania nie można porównać.
Otóż w Poznaniu gigantyczną siłę nabywczą stanowią tzw. Janusze - sporo ludzi których znam na stadionie było może dwa razy w życiu ale mają po kilka koszulek, bluz, zawieszek w samochodzie. W Poznaniu panuje moda na Lecha i pokazywanie się na ulicy w barwach klubowych. Dla sklepów czy galerii handlowych stosika klubowe zwiększają prestiż i przyciągają uwagę. Do tego po meczach ludzie mogą spokojnie razem wracać i świętować czy oglądali mecze na mieście czy w domu nie zastanawiając się czy komuś się to nie spodoba. To też ma znacznie dla budowania klimatu wokół piłki nożnej. Kiedy Warta Poznań szła w kierunku ekstraklasy wszyscy znani mi kibice Lecha chcieli aby awansowali.
W Krakowie jak jest wiemy dzięki rzeszy troglodytów za barwy klubowe w samochodzie należy się zniszczenie samochodu a na ulicy klasyczny oklep. Sporo potencjalnych Januszy ma piłkę gdzieś lub ogląda mecze w domu i nie potrzebują kupować pamiątek do szuflady. Również dla Galerii Handlowych takie stoiska byłby by tylko generatorem problemów bojkotów itp. Co zrobi taka panienka na stoisku jak podejdzie jeden z drugim sprawiedliwy zdobywać barwy czy coś innego wezwie 60 letniego ochroniarza

Niestety ale na dzień dzisiejszy potencjał zarobkowy mamy sporo mniejszy niż Lech.
Realne pieniądze są z "Januszy" a potencjał ich wykorzystania w Krakowie mamy maluteńki.
Oczywiście nie jest to argument przeciwko porządnemu sklepowi klubowemu przy stadionie. Coś takiego powinno być razem z muzeum i współpracą z biurami informacji turystycznej. Szeroki asortyment, ciekawy sklep i dobry marketing na bank by pomogły wyciągać więcej kasy.