jova napisał(a):

Zgodził się, jasne, bo wierzono ze graczy wybiera fachowiec, który nie utopi pieniędzy w szrot. Wyszło trochę inaczej. Mam wrażenie że nasza dalsza dyskusja nie ma sensu, bo podważasz ewidentne fakty. Prześledź raporty Deloitte z kolejnych lat. Zobacz jak wydatki na płace zmieniają się za czasów Holendrów.
Raport z roku 2010: na płace w roku 2009 idzie 69% z 31 milionów przychodów
2011: 46% z 27,2 mln
2012: 60% z 55,4 mln
2013 100% z 31,5 mln
Teraz porównaj to sobie z transferami z tych lat kalendarzowych. "Horrendalne zastane kontrakty"? Jaja sobie robisz?
|
"Wierzono, że graczy wybiera fachowiec..." Jeszcze raz musiałem to zacytować

Mamy więc klasyczny przykład teorii o dobrym carze i złych bojarach. Wybacz, ale to klasyczna kacapska propaganda. Ciekawsze byłoby się dowiedzieć ile propozycji Vackxa uwalił Cupiał za pomocą RN, a szczególnie ilu młodych Polaków. Wtedy byśmy może mieli pełny obraz tego zaufania fachowcowi lub niefachowcowi V.
Nie ma co robić z Holendra jakiegoś wizjonera, ale też ślepe flekowanie gościa, to gruba przesada - zwłaszcza, że większość tu doskonale wie jak funkcjonowała Wisła przez ostatnie kilkanaście lat, i kto z reguły miał dojście do ucha nadprezesa. Ci sami ludzie "załatwiali" w 2005 wysiudanie Mielcarskiego, co później kopali dołki pod Holendrami, bo nagle zostali odsunięci od "interesików".
Jeśli chodzi o płace, to myślę że polemizujesz chyba sam z sobą, bo ja nigdy nie napisałem, że płace były na takim samych poziomie jak przed erą Holendrów. Po udanej pierwszej rundzie Maaskanta od razu wzrosły aspiracje i B.C. dał kasę na paru graczy. Klub, który notuje gwałtowny wzrost aspiracji właściciela zawsze notuje wzrost kwot przeznaczonych na pensje. Przykłady można znaleźć w europejskiej piłce.
Mieliśmy mniejsze płace w Wiśle i... Levadię oraz Karabach i wstyd jak sk...
Valckx popełnił błędy, ale działał w określonym środowisku. Jeśli ktoś próbuje wciskać ciemnotę, że wydawał kasę jak najęty, a góra przyklepywała to z naiwną ufnością, to sorry, ale faktycznie nie mamy o czym gadać (pisać).