|
Widzę, że niektórzy tutaj reagują bardzo emocjonalnie tam gdzie potrzebna jest chłodna ocena. W ogóle to wszystkie te jazdy pod adresem trenerów są śmieszne.
Za czasów Kulawika czy Moskala wszyscy brzęczeli:
"nasi piłkarze trenują za mało, przez co nie są w stanie wytrzymać 90minut i człapią po boisku, brak im motywacji etc etc ect"
Tutaj warto przypomnieć, że za Kulawika nasi piłkarze trenowali tyle co wracający do treningów po kontuzji Błaszczykowski.
Teraz jak Smuda w końcu dokręcił im śrubę, te same osoby brzeczą.
"Smuda to idiota, zajechał ich, przez co nie mają sił na grę przez 90minut a to wszystko i tak wina Tuska i Bednarza"
Teraz czas zejść na ziemię, wiadomym jest że czasem by było lepiej to na początku musi być gorzej. Przy przejściu od lekkiego treningu do ciężkiego szybko odczuwamy tego pozytywne efekty. Jednak w pewnym momencie musi przyjść kryzys, organizm mówi nie i chce wrócić do tego do czego przywykł. To właśnie teraz obserwujemy w grze Wisły, na to nałożyły się kontuzje, kartki i konieczność mieszania w ustawieniach.
Jednak taki kryzys należy przezwyciężyć i konsekwentnie dalej ciężko trenować, w końcu efekty będą widoczne na boisku. Młodszym piłkarzom przyjdzie do szybciej, starszym wolniej (zmiennych w sumie tutaj jest więcej).
Biorąc pod uwagę, że przepowiadano nam walkę o spadek to obecna pozycja w lidzę jest bardzo dobra i tak tylko należy na to patrzeć. Walka o puchary jest realne ale będzie potrzeba trochę szczęścia.
I najważniejsze nie warto liczyć na szybkie pozytywne efekty z ciężkiego trenowania, te będą mocno widoczne najwcześniej za rok. W piłce nożnej nie ma dobrych efektów od razu. Jak nie chcemy przy kolejnym występie w EP odstawać fizycznie nawet od piłkarzy z Azerbejdzanu czy Kazachstanu, konsekwencja jest tutaj niezbędną, trzeba zagryźć żeby i przetrwać serię słabszych meczy. A takie serie mają i najlepsze drużyny.
|