Wyświetl pojedynczy post
Kroq
Senior Member
 
Od: 11.2002
Skąd: OLKUSZ

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#488
Stary 31.03.2014, 11:31
Po pierwsze nikt nie mówi ,że należy zawierzać w jakiekolwiek obietnice Putina, Merkel czy w ogóle innego polityka z krajów zarówno stojących po naszej jak i przeciwnej stronie barykady. Jedynym wyznacznikiem polityki zagranicznej są interesy własnego kraju i wg. tego kryterium działają MSZ wszystkich krajów świata , a przynajmniej powinny, a te jak dobrze wiemy mogą się zmieniać o 180 stopni.
Pomijając sytuację na Ukrainie polski MSZ i MON powinny mieć opracowane gotowe projekty działań w wypadku agresji Rosji na Polskę ale również i np. agresji Niemiec na Polskę czy innego naszego sąsiada bo to ,że teraz uczestniczymy w jednym wojskowym sojuszu – NATO wcale nie oznacza ,że za 5-10 lat a może jutro zmieni się układ sił, interesy krajów ościennych i tym samym nasza pozycja. Przykładów szukać daleko nie trzeba 1683 chronimy Austriaków przed turecką nawałnicą a za niespełna sto lat ta sama Austria przyłącza się do rozbiorów. Ciekawe czy mieli potem wyrzuty sumienia? Bo część forumowiczów pewnie by miała Jakby ktoś w 1683 powiedział Sobieskiemu ,że za 100 lat Austria będzie na tyle silna ,że dokona naszych rozbiorów to najpierw parsknął by śmiechem po czym ukrócił faceta o głowę za zniewagę. Zresztą odsiecz wiedeńska pomimo fantastycznego zwycięstwa okazała się jednym z bezpośrednich przyczyn naszych rozbiorów. Jestem ciekaw czy polski sztab takie plany działań posiada, bo o ile plany napadu Rosji czy Rosji wspólnie z Białorusią podejrzewam ,że są ale co do innych to mam poważne wątpliwości.
Wracając do tematu. Owszem na chwile obecną nie ma możliwości włączenia zachodniej Ukrainy do Polski co nie zmienia faktu ,że i na taką ewentualność polski rząd musi być przygotowany. Mówicie ,że Polska powinna się skoncentrować na wzmacnianiu się wewnętrznie w obecnych granicach. To ja stawiam sprawę inaczej. Czy poszerzanie granic nie jest przypadkiem wzmacnianiem pozycji kraju na arenie międzynarodowej? Czy odsunięcie miejsca ewentualnej agresji ze strony Rosji o 100-200 czy 500 km na wschód nie jest wzmocnieniem? Czy poszerzenie rynku wewnętrznego o powiedzmy ok 180tys. km2 i około 12-15mln obywateli nie jest wzmocnieniem? Czy czasem bohaterskie (za wolność Naszą i waszą – jak ja tego hasła nie znoszę) wzmocnienie Ukrainy nie spowoduję powtórki z historii 1683-1772 tym razem z Ukraina w roli Austrii?
Co nam – Polsce – ale konkretnie daje wspieranie Ukrainy? Tylko bez pitolenia o jakiejś wdzięczności, umocnieniu sojuszu itd. Co konkretnie ma nam do zaoferowania zachód? Pytam się grzecznie co więcej ponad to co mamy teraz? NIC. No więc skoro nic to z definicji nie opłaca nam się tam swoich łapek pchać. No więc jedna strona konfliktu – Ukraina + Zachód nic nam nie daje bo i od nas nic brać nie musi. W razie wojny Zachód vs Rosja Polska jest tylko spowalniaczem ataku , który nie dysponuje dostatecznymi siłami do odparcia Ruskich , ale przy jakimś wsparciu sprzętowym jest wstanie dość skutecznie spowolnić atak i dać czas do przygotowań. A to ,że po raz kolejny dojdzie do hekatomby polskiego narodu to nikogo na zachód od Odry nie rucha. Teraz druga strona konfliktu Rosja, tu już trochę inaczej. Do zaoferowanie mają coś nowego – np. tańszy gaz (porównajcie ceny jakie mają Polska i np. Białoruś), potężny rynek zbytu np. dla polskiej żywności lub choćby role straszaka dla zachodu ,że o to Polska nagle może zmienić front działań. Ale nie za darmo. Może z nieuznawanie Krymu wypadałoby się wstrzymać a może nawet go uznać (Kosowo uznaliśmy jako jedni z pierwszych). Powtarzam się ale trudno – kierujmy się interesem a nie sentymentami. Korzystne dla nas to działamy, niekorzystne to przeciwdziałamy, bez znaczenia to nie robimy nic.
Na wschód od nas szykuje nam się pomału zalążek chyba większego konfliktu , raczej nie zbrojnego ale konfliktu na pewno. To pytam się czy lepiej być z tym zdecydowanym, agresywniejszym sprawnie działającym czy ze starym, tchórzliwym nie bojącym się podjąć zdecydowane decyzje?
Jak Ruskich nie lubię ta zazdroszczę im Putina, co więcej marze ,że może kiedyś w naszej Polsce pojawi się jego polski odpowiednik. Jestem przekonany ,że gdyby zamiast obecnej „elity politycznej” tych wszystkich Tusków, Kaczyńskich ,Millerów, Komorowskich czy Kwaśniewskich lub innego sejmowego kurestwa mieli takiego męża stanu jak Putin to byśmy się teraz zastanawiali jak dobrze zagospodarować nowe ziemie które lada chwila będą w Polsce. Nikt by się wokół nie zastanawiał czy to się opłaca czy nie. Całe to lewackie myślenie ( nie ważne czy Pisowskie czy Powskie czy sldowskie) utrwala mit ,że granice są już niezmienne. Otóż nie ,są zmienne i zmiennymi pozostaną na zawsze.
Ostatnio edytowane przez Kroq : 31.03.2014 o godz. 11:34.
Odpowiedz cytując