s1mone napisał(a):

Na Wisłę mnie nie stać niestety - bo z chęcią bym przysponsorował jakbym miał wolne środki Chociaż generalnie, gdyby nie wszedł kryzys, który mnie zastał na ogromnych kredytach inwestycyjnych to pewnie bym żył sobie jak w raju teraz i na pewno bym o Wiśle nie zapomniał Teraz jest ciężko, odsetki spłacam terminowo, kredyt pozostaje bez zmian, a ja trochę z ręką w pupie bo z roku na rok generuje niewielki zysk, który mi starcza na życie na takim poziomie na jakim jestem do tego przyzwyczajony. Cieszę się z tego, bo wiele firm z którymi konkurowałem w mojej branży już na rynku nie ma 
W moim wywodzie o zarządzaniu doskonale wiem co piszę.
To co daje wiedza teoretyczna z zakresu zarządzania, to czego uczą w szkołach wyższych to jest niejako minimum przyzwoitości znajomości praw rynku i podstaw działania firmy. Pracę z zarządzania i marketingu obroniłem z oceną bdb praktycznie nie pojawiając się przez ostatnie półtora roku na zajęciach (studia dzienne - głównie chodziłem na egzaminy bo byłem zajęty prowadzeniem własnego biznesu, większość profesorów to rozumiało i respektowało, nawet znajdowało czas, żeby pogadać o tym jak idą interesy chociaż zdarzały się 'wyjątki', które za wszelką cenę mnie próbowały ujebać za to, że śmiem omijać ich wykłady).
Oczywiście z przedmiotów matematycznych czy innych pobocznych musiałem podkuwać, wszelako jakiekolwiek przedmioty powiązane z zarządzaniem, PR czy marketingiem to była nauka o podstawach tego co się w firmie dzieje w rzeczywistości. De facto był to zbiór banałów oprawionych w elokwentne teorie i kolorowe okładki książek. Z przyswojeniem nie miałem żadnych trudności bo generalnie była to śmieszna nauka - nazywanie specjalistycznym nazewnictwem tego, co wiem, przeżyłem i rozumiem 
Może to kwestia wychowania w rodzinie, w której w tle zawsze była firma, może nie. Jednakże nadal uważam, że wiedza teoretyczna z zarządzania jest w zarządzaniu po prostu zbędna.
Liczą się inne rzeczy : inteligencja, zdolności wrodzone do zarządzania(jestem typowym Lwem z zachowania to mi łatwiej), zdolność adaptacji do zaistniałej sytuacji, natychmiastowe reagowanie na zmiany i trendy (które trzeba na bieżąco analizować), ale przede wszystkim HARD WORK i znajomość realiów własnej branży i firmy (tzw. know how, które przychodzi z czasem i cieżką pracą - żadna uczelnia cię tego nie nauczy - nigdzie). Bo zarządzanie to jest ostry zapierdól przez całe życie a nie praca na godziny. Także jeśli chciałeś zabłysnąć to ci się nie udało. Wcale.
/do innych : sorry za takiego dużego offtopa i 'mądrzenie się' ale kolega mnie ewidentnie wywołał do tablicy i nie potrafiłem tego przemilczeć Pozdrawiam Wiślaków. A ty Jerry jak masz jakieś wątpliwości to zapraszam na priv
|
Jestem zażenowany tym co napisałeś...