Panowie, a co sądzicie o powyższej super-wypowiedzi ministra obrony Siemoniaka?
Czy rzeczywiście pan minister jest tak głupi, naiwny, czy tylko uspokaja, bo takie otrzymał polecenie? Skoro "pełzająca ofensywa" Putina jak na razie zdaje egzamin, to kto może zapewnić, że Władimir nie będzie powolutku "tuptał dalej naprzód". Może Charków, albo Donieck, potem pomyślimy o buntownikach z Kijowa. Jeśli durnie z prawego sektora zechcą naprawdę rozwalić kawałek rurociągu, to tylko dadzą Putinowi kolejny argument do ręki w sprawie "walki z niebezpiecznymi banderowcami".
Nie chcę uchodzić za przewrażliwionego, ale skojarzeń z 1939 r. (i nieco wcześniej) jest sporo. Wtedy też mieliśmy umowy. Dzisiaj jedyna różnica może polegać na tym, że zamiast bombardować rywala ulotkami, nasz "nowy Beck XXI w." doczekałby się od "sojuszników" lawiny potępiających tweetów. A stara bajka Krasickiego (wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły), aktualna w XVIII w. oraz w 1939 r., pozostaje gorzkim i prawdziwym ostrzeżeniem również dzisiaj.