Może komuś przeszkadzał widok pikników jeżdżących na mecze taksówkami, małolatów bitych i krojonych na Kleparzu a nawet pod stadionem, kolegów ciętych nożami tylko za to, że nosili szalik w trójkolorowych barwach. Może nie chciał się pogodzić z tym, że na od zawsze wiślackich osiedlach, grupka przerzutów terroryzuje naszych kibiców. Myslisz, że jakby cię wtedy złapali z szalikiem, to byś im wytłumaczył, że nazywasz się jerry, gardzisz troglodytami i jesteś piknikiem?
Cel parchów w latach 90-dziesiątych był jasny i oficjalnie powiedziany - Wisły ma nie być w Krakowie. I nie byłoby, bo wszystko szło w tym kierunku. Myślisz, że ludzie tworzący Sharksów, robili to dla pieniędzy, czy wpływów? Przerzuciliby się, jak wielu innych to mieliby to wszystko na wyciągnięcie ręki, bez ryzyka utraty życia. Tylko, że dla nich Wisła to było coś więcej niż wypad na mecz 2 razy w miesiącu. I tak się postawili, 18-latkowie, czy nawet młodsi, a za przeciwników mieli nie kiboli tylko gangsterów, z gangsterskimi metodami.
Tak, jeśli ktoś w imię tego co kocha, jest w stanie oprzeć się korzyścią materialnym, a wystawia się na ryzyko utraty zdrowia, to nazywam to wartościami.