Wyświetl pojedynczy post
Yggdrasil
Senior Member
 
 
Od: 10.2003
Skąd: Królewski Gród

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#2957
Stary 12.03.2014, 12:38
Chciałbym użyć pewnej metafory, która może paru osobom pomoże spojrzeć na sprawę z innego pkt widzenia.

Wyobraźmy sobie że 100 lat temu, pan Kowalski otwiera przy błoniach warzywniaka. Można tam kupić niezłe produkty, sam sprzedawca jest miły i kontaktowy. Ludzie chodzą na zakupy do Kowalskiego, przy okazji spotykają się, dyskutują o wielu sprawach (społecznych, politycznych, sprawach życia codziennego). Po paru latach wytwarza się pewna grupa "stałych bywalców". Pewna "elita warzywniaka" czyli grupa która cały czas pod sklepem przesiaduje, dla której ten oto warzywniak stał się symbolem, ucieleśnieniem pewnych idei w które oni wszyscy wierzą (niech to będą idee patriotyczne). Zakupy schodzą na dalszy plan, a wręcz ludzie nieznajomi, przypadkowi czy rzadziej bywający pod sklepem, którzy do Kowalskiego przychodzą tylko po to żeby kupić ogórka i pomidora i nie utożsamiają się z "kółkiem stałych bywalców", stają się elementem gorszym, podejrzanym, nie w pełni zaangażowanym, pozbawionym idei.
Mijają lata. Z czasem grupka "bywalców" rozrasta się, dawno nie liczą się już zakupy ani warzywa, a sam sklep jest już tylko wirtualnym symbolem ich idei. Zwykli krzyczeć "Warzywniak to my!". W ciągu lat sklep zmieniał właścicieli. Raz był zamkniety, kiedy indziej nowy właściciel chciał zmienić warzywniaka na sklep z butami, co spotkało się z falą gigantycznych protestów ( łapy precz od tradycji!! na tym sklepie wychowały się pokolenia patriotów!!).
Po latach (komuna, początki kapitalizmu) warzywniak został wykupiony przez sieć marketów (niech to będzie kaufland czy cokolwiek innego), właściciel postanowił zrestrukturyzować sklep, postawił w miejsce warzywniaka swoją placówkę, zbudował parking i postanowił wprowadzić swoje prawa i regulacje.
Wielu ludziom mieszkającym w okolicznych blokach ten "kaufland" ułatwia życie. Robią tam zakupy, spedzają czas w weekendy, jednym słowem używają sklepu do tego do czego on jest stworzony.
Ale jest też grupa wierna ideom "warzywniaka" którzy uważają że "sklep to my!" i roszczą sobie pełne prawo do decydowania o tym co sklep będzie sprzedawał, w jakich godzinach będzie otwarty, kiedy oni tam będą mogli przebywać i co będą mogli tam robić. Na wszelkie zakazy reagują protestami i agresją " za nami stoi 100 letnia tradycja, a tu przyszedł niemiec, kupił teren i myśli że wszystko mu wolno!"
Kupią co jakiś czas produkt w sklepie, ale chcą jednocześnie wpływać na wszystko co się w kauflandzie i dookoła niego dzieje. A dla szefostwa korporacyjnego, to są tylko klienci, do tego nie Ci którzy zostawiają w sklepie najwięcej kasy. A poprzez swoje protesty i różne akcje (zdarza się ze zdemolują sklep) narażają właściciela na koszty, więc wynajęto ochrone i poproszono policje, żeby "elite warzywniaka" do sklepu raczej nie wpuszczać i raczej z nimi się walczy.

Po co to napisałem? chodzi mi o to, żeby pokazać wielu, że na sprawę można patrzeć pod wieloma kątami. Kibic zwykł uważać się za kogoś wyjątkowego, ale dla klubu jest tylko klientem kupującym produkt, którym jest widowisko sportowe. Taki sam produkt jak ogórek czy pomidor. Kibic wytworzył sobie ideologie, ale właściciel nie jest zobowiązany do respektowania jej (przynajmniej z jego pkt widzenia). Będzie tutaj więc stały konflikt interesów.
Odpowiedz cytując