sambo napisał(a):

|
1. Ukraińcom nie opłaca się bić o ten Krym - jak zobaczyłem te ruskie mordy płaczące za matuchnna rosiją, to ja na miejscu Rezunów miałbym głęboko w d... e takich niebezpiecznych i wrogo nastawionych obywateli, którzy tam stanowią większość.
|
Wszyscy wiedzą, że Krym pozostanie rosyjski. Tylko lewackie szmatławce robią w Europie krecią robotę nakręcając medialną spiralę. Krym jest rosyjski i Ukraina nie do końca ma powody, by rościć sobie do niego prawa - ten Krym na Ukrainie to takie kukułcze jajo podrzucone przez Sowietów właśnie na taką okazję jak teraz. Jedyny "powód" walki o Krym, to zagrywki ambicjonalne ukraińców. Sęk w tym, że nikt na świecie nie zaryzykuje trzeciej wojny światowej w imię obrony ambicji narodu, który wszyscy mają za Mongołów Europy. Putin doskonale o tym wie i dlatego ugrywa dodatkowy polityczny kapitał tupiąc nogą na pokaz. On tupie na Kremlu, a ziemia trzęsie się w europejskich stolicach.
Co do samych Ukraińców, to jak spróbują zrobić coś innego, jak się przyglądać, to Ruscy wykorzystają pretekst i zaj*bią im Zagłębie Donieckie, a bez niego Ukraina nie będzie nawet Mongolią, a Somalią Europy. A Europa dalej nie kiwnie palcem, bo w Europie rządzą politycy. Oni patrzą na słupki wyborcze, a nie na rację stanu. Putin nie musi zwracać uwagi na wyniki wyborów, bo on już je zna.
sambo napisał(a):

4. Trzeba wreszcie zrozumieć, że w razie konfliktu, jeśli USA nie zmienią swojej strategii to nie pomoże nam nikt - po prostu nikt. A i jak widać sami amerykańcy mają w czterech literach swoje zobowiązania - wszak zobowiązali się w 94 wobec Ukraincy i co? Jajco.
Umiesz liczyć, licz na siebie
|
Nieprawda, że nikt. Merkelowa wyśle bratnią pomoc, jak Ruscy dojdą za daleko. Taka głupia, żeby mieć granicę z Rosją, to ona nie jest. Naszą jedyną nadzieją jest zgranie kadencji PiS-u z kadencją republikańskiego prezydenta i kongresu. Inaczej będziemy mieli jedną granicę na wschodzie - rosyjską - na Wiśle. Scenariusz jest banalnie prosty. Kiedy tylko PiS dojdzie do władzy, a to się w końcu musi zdarzyć, Ruscy podsuną nam "dowody" na zamach w Smoleńsku (oczywiście winne będą niezależne jednostki, działające z własnej inicjatywy, dziś będące już zaskakująco martwe) i będą chcieli, żebyśmy to my wywołali konflikt. Jedyne, co może ich powstrzymać przed taką zagrywką, to silna republikańska władza w Waszyngtonie, która będzie skłonna zaangażować się w sprawę i nie zostawi Kaczyńskiego samemu sobie (mam tu na myśli tak wsparcie polityczne, jak i kierowanie jego poczynaniami).
kuba.j.g. napisał(a):

|
Dziwi mnie naprawde teskonota ludzi za bezposrednia konfrontacja. Prawdziwa sile pokazuje sie, gdy problemy mozna rozwiazac przy stole. Wojna jest oststecznoscia!
|
Mnie też się nie uśmiecha iść się strzelać za Krym dla Ukrainy. Sęk w tym, że Putin właśnie na takim podejściu zachodu opiera swoją politykę. Na bierności. Nikt nie kiwnie palcem za drugiego, a Putin po mału robi swoje.