Obawiam się, że Putinowi wystarczyły dwa telefony, aby przekonać się, że euro-patałachy nawet nie pierdną (ze strachu) kiedy on będzie zajmował kolejne tereny. Pierwszą próbą była Gruzja, drugą - Krym. Telefon do Angeli, gdzie "zgodził się na misję OBWE":
http://www.kresy.pl/wydarzenia,polit...obwe-na-krymie
a następnie rozmowa z "dobrze opalonym" który śmiał zagrozi mu "izolacją"
http://www.kresy.pl/wydarzenia,polit...iczna-izolacja
i może hasać gdzie chce. Dopóki nie popełni poważnego błędu, może przy pomocy "pełzającego ataku bez otwierania ognia" zdobyć naprawdę dużo.
W tym momencie jestem bardzo ciekaw reakcji jeszcze jednego gracza na rubieżach Europy, należącego do NATO - Turcji. Armię mają liczną, nie mam pojęcia na ile nowy/skuteczny mają sprzęt no i przede wszystkim jakie są ich relacje z Rosją. Czy odważą się "nieco" postraszyć Putina wysyłając parę łajb na Morze Czarne, np. "dla ochrony mniejszości tatarskiej na półwyspie", czy ograniczą się do wysłania noty? No i przy okazji mam pytanie, jakie są obecnie relacje polsko-tureckie (handel, wojskowość) - prawdziwe, nie zaś widziane przez okienko Tusk Vision Network?