Wyświetl pojedynczy post
63624
Senior Member
 
 
Od: 09.2004
Skąd: Twierdza Wrocław

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#26095
Stary 27.02.2014, 21:05
Wybiórcza chyba postanowiła udupić Protasiewicza, bo znalazł się świadek:

Cytat:
Relacja świadka: Protasiewicz był mocno pijany i chamski

- Widziałem, jak Jacek Protasiewicz w bezczelny sposób wyrywa innemu mężczyźnie wózek na bagaż. Od tego zaczęła się cała awantura - twierdzi Mariusz Zacharski, polski robotnik, który był świadkiem wtorkowych wydarzeń na lotnisku we Frankfurcie.

Jacek Harłukowicz: Zadzwonił pan do "Gazety", bo był pan świadkiem zdarzenia z udziałem europosła Jacka Protasiewicza na lotnisku we Frankfurcie.

Marcin Zacharski: Nie wiedziałem wtedy, że to poseł. Nie znam go. Od ośmiu lat mieszkam w Vancouver.

Co pan robił we Frankfurcie?

- W części wspólnej lotniska czekałem na grupę osób z całego świata, z którą później leciałem do Kataru. Pracuję tam jako majster na budowie lotniska w Dausze.

Jak wyglądało całe zajście?

- Na pewno nie tak, jak to przedstawia pan poseł. Zacznijmy od tego, że z pewnością był po wpływem alkoholu. Nie były to na pewno dwie buteleczki wina z pokładu. Człowiek po takiej ilości wina tak się nie zachowuje.

A jak się zachowywał?

- Nie przewracał się, jak to opisał "Bild", ale był pijany. I to mocno. To, co opowiada teraz, że wypił dwie małe buteleczki wina, to bzdura. Czuć było od niego alkohol. Potem w bezczelny sposób podszedł do jakiegoś mężczyzny - nie wiem, czy był to pasażer, czy ktoś z obsługi lotniska, i wyrwał mu po chamsku wózek na bagaże.

Protasiewicz twierdzi, że to był pracownik lotniska i że pchał przed sobą cały sznur wózków.


- Nie wiem, kim był ten człowiek. Wózek jednak z pewnością miał tylko jeden. A poseł mu go odebrał, po prostu wyrwał.

Co się działo potem?

- Gdy poseł załadował na wózek swoje bagaże, podszedł do niego bodajże celnik. Próbował z nim rozmawiać, ale poseł tylko machnął na niego ręką i chciał iść dalej w swoją stronę.

Nie poszedł?

- Nie, bo celnik zablokował mu jakoś ten wózek. Wtedy poseł podniesionym tonem zaczął tłumaczyć, że jest dyplomatą.

A pan to widział, słyszał? Gdzie pan wtedy był?

- Obok, jakieś 5 -7 metrów. Przystanąłem, żeby obejrzeć tę sytuację. Ciekawość po prostu.

Co było dalej?

- Za chwilę zjawił się patrol mundurowych. Poseł próbował gdzieś dzwonić. Nie wiem gdzie. Nagle, nie zauważyłem nawet, jak do tego doszło, na jego rękach znalazły się kajdanki. Ale wcześniej nie było żadnej przepychanki. Nie było wielkiej awantury. Nikt nikogo nie ciągał po ziemi. Choć obie strony, owszem, mówiły do siebie podniesionym tonem. Poseł wciąż mówił podniesionym tonem, że jest dyplomatą. Zachowywał się, jakby wszystko było mu wolno. Taki sobiepan. Ale policjanci nie byli agresywni. Sporo latam i widziałem już, jak potrafią potraktować pijanego pasażera. Wiem też, że niemieccy za Polakami nie przepadają. Ale to nie był ten typ.

Legitymował się paszportem dyplomatycznym?

- Nie widziałem. Z pewnością jednak nikt go nie popychał. Nikt nie krzyczał w jego kierunku "raus". Stałem wtedy naprawdę blisko. No chyba że szepnął mu to do ucha, to wtedy tak. Ale nie słyszałem też, żeby Protasiewicz mówił coś o Hitlerze i Auschwitz. To musiało być, kiedy już go zabrano.

Ile trwało całe zdarzenie?

- Nie więcej niż siedem minut. Potem poseł został wyprowadzony z hali lotniska. Nie wiem dokąd. O całej sprawie zapomniałem, dopóki dziś w polskim internecie nie natknąłem się na materiały o całej sprawie. Choć urodziłem się i wychowałem we Wrocławiu, nie miałem dotychczas pojęcia, kim jest Jacek Protasiewicz.

Mariusz Zacharski ma 49 lat. Pochodzi z Wrocławia, ale od dziewięciu na stałe mieszka w Vancouver. Od 1,5 roku pracuje jako majster na budowie portu lotniczego w mieście Ad-Dauha, stolicy Kataru. Jego kontrakt trwać będzie jeszcze trzy lata.




http://wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,3...tml#LokWrocTxt

Kaczor powinien Protasiewiczowi skrzynkę tych buteleczek wysłać.
"Jak rozpoznać komunistę? Cóż, jest to ktoś kto czyta Marksa i Lenina. A jak rozpoznać antykomunistę? To ktoś kto rozumie Marksa i Lenina." Ronald Reagan