|
Wydaje mi się, że pisałem na temat przyczyn problemów finansowych Wisły w temacie ekstraklasowym, ale nie mogę tego odnaleźć, więc napiszę jeszcze raz w tym.
Głównym problemem Wisły od początku tej dekady jest to, że Cupiał... przeinwestował.
Jeśli spojrzymy na ekstraklasę jako całość to w ostatnich latach mogliśmy wyróżnić dwie grupy klubów:
- majętne jak na nasze realia -> Legia, Wisła, Śląsk, Lech/Amica, Polonia/Groclin, Zagłębie Lubin i GKS Bełchatów
- biedne jak mysz kościelna -> reszta
Interesuje nas jedynie pierwsza grupa, a z nich:
Legia -> ITI nieumiejętnie inwestujące przez dekadę sprzedaje klub umarzając część długów
Wisła -> Cupiał chcący dotrzymać kroku rywalom (Legia i Amica) dokładał z roku na rok więcej z własnej kieszeni
Śląsk -> układ miast z Solorzem jest zabójczy dla klubu, gdyż biznesmen przestaje dokładać z własnej kieszeni
Lech/Amica -> Rutkowski ogranicza finansowanie i po fali kredytów zmierza w kierunku zbilansowanego budżetu
Polonia/Groclin -> najpierw wóz Drzymały, później sekta JW, a na koniec kabareciarz Król, finalnie kluby umierają
Zagłębie Lubin -> dotowany przez kolosa KGHM, ale w ograniczonym stopnie względem czasów prezesa z PiS
GKS Bełchatów -> utracił pełne wsparcie giganta PGE, choć częściowo wciąż jest przez niego utrzymywany
Jaki mianownik łączy wszystkie kluby z grupy pierwszej?
Zaciskanie pasa, samofinansowanie, ograniczanie wydatków, brak transferów gotówkowych i inneg synonimy.
Znakiem czasu jest to jak czołowe niegdyś kluby przeszły z agresywnego sposobu działania (galopujący skok kosztów płacowych i pozapłacowych, marketing skoncentrowany na firmach właścicieli i powiązanych z nimi, sposób zarządzania typowy dla korporacji początku lat 90-tych ze spadochroniarzami z centrali oraz częste zmiany trenerów i piłkarzy) niczym firma wchodząca na doskonale konkurencyjny i otwarty rynek w kraju trzeciego świata na model działania cechujący rynki rozwinięte, gdzie bariery wejścia nań są wysokie, a jedynym sposobem na skuteczną rywalizacją na samym początku są niskie koszty pracy oraz konkurowanie przez dumping cenowy (właśnie to widzimy w ekstraklasie, gdzie w Legii 'cap' na wynagrodzenie zawodnika to teraz ok. 200 tys. euro, Wisła już dawno poszła tą drogą pozbywając się darmozjadów z wysokimi 6-cyfrowymi kontraktami, a Amica powoli zaczyna przygotowywać sobie grunt wyrzucając najpierw Murawskiego i Ślusarskiego, a za moment Arboledę obciążających budżet płacowy po wojnie płacowej zapoczątkowanej przez JW).
Wracając do Wisły to nie trudno zauważyć po liczbach, że mimo obniżenia budżetu o prawię połowę z przychodów wysokich na 55 mln zł w 2011 roku i budżetów na poziomie 50 mln zł przez kilka lat to budżet płacowy został ograniczony o prawie 3/4 z poziomu ponad 30 mln zł do okolic 10 mln zł. Różnica znacząca, która wskazuje na to jak bardzo rozdęty był budżet płacowy, który w żaden sposób nie generował wartości dodanej, ani nie mógł wpływać na zwiększenie przychodów, a jedynie był kosztem stałym pochłaniającym ponad 50% kosztów funkcjonowania klubu.
Pierwszy etap zmian w Wiśle powoli się kończy, budżet jest na poziomie ligowego średniaka, odchudzono kadrę drużny, zawodników dobrze opłacanych zmieścimy na palcach obu rąk, a kluczem do sukcesu będzie to, czy uda się motyw ze ściąganiem darmowych, bądź prawie darmowych zawodników i korzystanie z ich usług z dobrym skutkiem, bądź odsprzedawanie za godnie pieniądze. Chwilowo główne dotąd aktywa Wisły, czyli piłkarze nie rokują, a tych których można opylić za kilkaset tys. euro lub więcej jest co najwyżej kilku.
|