Drozd zawsze starałem się z litością patrzeć na te hieroglify, które wyrzucałeś z siebie w tym temacie i zawsze będę tak czynił. Dla takich ludzi należy się, choć odrobina empatii
Piszę o złodziejstwie, gdyż każdy socjal uważam za złodziejstwo. Akceptuję go jednak w pewnym stopniu, bo zdaję sobie sprawę w odróżnieniu od JKM, że są chociażby ludzie umysłowo chorzy, inwalidzi, starsi czy bezdomni, którzy bez niczyjej pomocy zwyczajnie zginą. Tym społeczeństwa rozwinięte odróżniają się chociażby od Inuitów w Grenlandii, że nie pozostawiają osób starszych na pastwę losu i nie wysyłają ich na pożarcie przez dziką zwierzynę, gdy stają się już zbytecznie.
Wiem, że jest to trudno zrozumieć socjaliście, ale nie ma gorszej metody na poprawę demografii w kraju niż dawanie takiej marchewki w wysokości 500 zł miesięcznie. Opisywałem kilka razy metody stosowane we Francji, w Wielkiej Brytanii, czy w Niemczech. Odnosiłem się również do krajów skandynawskich i stosowanych tam lewicowych metod walfare state.
Jak widać jednak nic z tego nie złapałeś i trzeba przypominać wszystko od początku.
Zacznijmy od wskaźników.
Jak widać na załączonym obrazku problem dotyczy większości krajów europejskich, które często stosują tożsame sposoby wpływania na wzrost rozrodczości. Niemcy mają politykę prorodzinną rozbudowaną na podobnym do Francji i Wielkiej Brytanii poziomie, zasiłki na dziecko jedne z najwyższych w Europie, a wciąż nie mogą nic zmienić jeśli chodzi o rozrodczość i stawiają na przypływ taniej siły roboczej, czyli imigrantów.
Jeśli nie skutkują zachęty typu becikowe, zasiłki dla dzieci, tanie żłobki i przedszkola, macierzyńskie i tacierzyńskie to może jest to sytuacja trwała, której nie da się rozwiązać? Tak i nie.
Jednym z kluczowych manewrów jaki trzeba zastosować jest przeniesienie wzorców francuskich oraz poprawienie sytuacji bytowej młodych rodzin w Polsce. Właśnie w sytuacji materialnej doszukiwałbym się głównych przeszkód dla młodych rodzin w wieku produkcyjnym, które nie decydują się na posiadania dziecka, bądź kolejnych dzieci. Tego nie zrobi się w przeciągu roku, czy pięciu, bo taka polityka prorodzinna we Francji ma przeszło 100 lat, gdy u nas zaczęto mówić o tym dobrych parę lat temu kiedy nikt wcześniej nie widział problemu.
Recepty są dwie, proste i do zrobienia od zaraz:
1. Reforma podatków
- podniesienie kwoty wolnej od podatku do połowy tego co w Niemczech, czyli ok. 4000 euro (obecnie mamy 3000 zł) co będzie tożsame mniej więcej z obecną płacą minimalną (koszt maksymalnie kilka mld zł)
- zniesienie płacy minimalnej będzie dzięki temu możliwe i realne, gdyż płacę minimalną będzie wyznaczała kwota wolna od podatku rosnąca z roku na rok, czyli ta od której pracownik i pracodawca nie będą ponosili prawie żadnych obciążeń podatkowych
- uproszczenie ordynacji podatkowej do kilku stron, tak aby była czytelna i zrozumiała dla wszystkich
- skala podatkowa albo liniowa (w okolicach 20%) i bez żadnych ulg, albo na obecnym poziomie z ograniczeniem ulg do minimum (jedynie zostawiłbym ulgę rodziną i rehabilitacyjną)
Trochę dużo tego, co?
http://www.pit.pl/ulgi-odliczenia/
2. Reforma rynku pracy i szkolnictwa
- reforma szkolnictwa, z powrotem do systemu 8+4, gdzie szkołę można zaczynać dowolnie wieku albo 6, alb 7 lat (decyzja rodzica)
- postawienie na szkolnictwo zawodowe oraz zwiększenie segmentu zdobywania wiedzy praktycznej do minimum 1/3 programu (również w liceach)
- kontynuacja deregulacji do pozostawienia maksymalnie kilkudziesięciu regulowanych zawodów
- liberalizacja rynku pracy w kontekście swobody zawierania umów, czy pracowania na kilku etatach
- większa popularyzacja umów ułamkowych (1/3 etatu, 3/4 etatu), które są powszechne w Niderlandach
PS. Drozd to, że bredzisz od rzeczy jest bez znaczenia, bo z takim ilorazem inteligencji nie będziesz mieć szans decydować nic, a nic o kierunku, w którym pójdzie ten kraj. Ja tradycjami chłopskimi się szczycę, bo tak jak każda rodzina mam korzenie na wsi i bardzo cieszę się, że pobudowałem się na wsi i wróciłem tam skąd moi pradziadkowie wyjechali do miasta. Raczej jest to powód do chluby niż do wstydu
