To był sufit Szpilki. Od dłuższego czasu mówiłem, że ten gość się nie rozwija - jeśli postępem ma być w końcu trzymanie (choć w sumie i tak zapominał o tym) prawej ręki w górze, to ja nie mam pytań.
Jennings wyglądał, jakby wyszedł spod prysznica, jednak wytrzymał zdecydowanie kondycyjnie.
Amerykanin walczył - jak na murzyna

- mądrze, nie przesilał się, Szpilka biegał w okół niego, a ten sobie chodził i raz po raz sięgał Szpilkę tymi długimi łapskami. Ani razu By-By nie był poważnie zagrożony, a z drugiej strony wydaje mi się, że jakby chciał iść na konkretną wymianę, to skończył by to w połowie walki.
Tak czy siak - brawa dla Szpilki, bo w zasadzie on sam sobie tę walkę zaklepał i nie bał się wyzwania.
Pewnych rzeczy nie przeskoczy, jest to w miarę solidny pięściarz, ale nie materiał na mistrza.
Wyszło na moje, tak jak przewidywałem przed walką.
P.S. Oburzenie Borka propozycją Main Events - bezcenne
