emj10 napisał(a):

Z Mazurkiem to był mały pikuś, gdyż nie spodziewałem się, że Kania błyśnie tam intelektem wypadając na podobnym poziomie co gwiazdy PO, czyli Róża Thun i ta druga. Pyskówka, pyskówką, ale to co działo się później, czyli batalia na prawej stronie po oskarżeniach przez Kanię Zaremby, którego jako jedynego naprawdę cenię z tego towarzystwa i cała ta przepychanka między Karnowskim, Skwiecińskim, a Sakiewiczem pokazały, że krytycy Kani mieli jednak rację, że książka z jednej strony była potrzebna, ale z drugiej strony jest wydmuszką przez to, że została "uszyta na miarę"
Dobrze o tym powiedział dzisiaj Wildstein, że można mieć ambiwalentne odczucia co do tej książki.
http://www.polskatimes.pl/artykul/32...-byc,id,t.html
|
Nie "batalia" tylko różnica zdań co do kształtu i merytorycznej zawartości książki. Zaręba wychodzi z założenia, że książka powinna wyglądać niczym książka Lebertów "Noszę jego nazwisko" o dzieciach zbrodniarzy hitlerowskich (czyli sugeruje jej zawężenie do najbardziej ewidentnych przykładów - pomijając już całkowicie odmienny charakter tych książek, gdzie znajdują się także pozytywne przykłady tychże dzieciaków odcinających się całkowicie od zbrodni swoich rodziców i odpokutowujących niejako swoim życiem) i kwestionuje umieszczenie, bądź pominięcie kogoś w jej zawartości.
Kania zaś (przyznaję trochę się zaperzając) przedstawiła merytoryczne kryteria jakim kierowali się autorzy książki trafnie sugerując, że krytycy mogli wcześniej napisać podobną książkę kształtując jej charakter wedle własnych koncepcji.
Jak widzisz można mieć po prawej stronie różne zdania. Przedwcześnie zacierasz ręce wraz z lisowym towarzystwem, że jest "wojna na prawicy".
emj10 napisał(a):

[...] PS. Drozd jak tam trotyl w komisji Macierewicza? Wysadził tą brzozę, czy nie?
|
Co prawda nie do mnie pytanie, ale zaintrygowałeś mnie tym "trotylem" w komisji Macierewicza

A mi durnemu wydawało się, że to detektory prokuratorów stwierdziły jego obecność (czemu prokuratorzy raz zaprzeczali, by następnym razem przyznać rację). Ja bym na Twoim miejscu zapytał raczej czy wciąż jest obecny na drugim TU-154 i dociekał w jaki sposób na niego trafił.