wolfy napisał(a):

|
Odniosłem wrażenie, że w poprzednim sezonie i za Maaskanta wyglądał pod tym względem o wiele lepiej.
|
W minionym sezonie z całą pewnością nie było wyraźnej różnicy, o ile była jakakolwiek. Pamiętam jak komentatorzy jarali się "szybkim Małeckim" jak reklamówki hipermarketów "wydajnymi kartami graficznymi". Sęk w tym, że ilekroć padały magiczne słowa, Małecki wcale nie przyśpieszał. Jeszcze jakoś to wyglądało na małym dystansie, jeżeli Małeckiemu udało się oszukać rywala prowadzeniem piłki, ale w skali makro Małecki okazywał się nie tylko niedostatecznie szybki by wygrywać pojedynki, ale dość wolny, by swobodnie dać się doganiać.
Tuż przed wyjazdem problem chyba nie był jeszcze tak duży, ale już stawał się zauważalny. W liczbach zjazd jest kolosalny, nawet jeżeli weźmie się poprawkę na kontuzję, zawieszenie i słabszą postawę całej drużyny w lidze.
09/10 8 bramek i 9 asyst
10/11 7 bramek i 7 asyst
11/12 0 bramek i 0 asyst
wolfy napisał(a):

|
Przede wszystkim jednak, sam Małecki tak uważa, co było jednym z czynników który spowodował jego odejście.
|
Całkiem możliwe. Choć nie wykluczałbym, że po prostu ze Smudą nie jest mu po drodze, sam jest w słabej formie, odchodzi z klubu, więc ułożył taką historyjkę, w którą mają uwierzyć media i my, ale w którą niekoniecznie musi wierzyć on sam. Całkiem to wygodne, bo nie dość, że można zwalić winę na kogoś, to jeszcze na kogoś, za kim się nie przepada.
wolfy napisał(a):

|
Najlepszym kryterium oceny kto ma w tej kwestii rację będzie następny sezon Patryka. Jeżeli odzyska dynamikę, zacznie lepiej grać - będzie to znaczyło że coś jest na rzeczy. Osobiście podejrzewam, że Wdowczyk go odbuduje.
|
Jeżeli Wdowczyk go odbuduje, to będzie to dowodem na to, że Smuda z takich czy innych względów (warsztatowych, interpersonalnych) nie potrafił go odbudować, a co jednak było możliwe u innego trenera, ale nie na to, że go zajechał, bo Małecki zajechał się wcześniej, bez pomocy Smudy.
wolfy napisał(a):

|
Organizm Polaka jest na tyle podobny do organizmu Niemca czy Hiszpana, że nie czerpanie ze sprawdzonych wzorców wskazuje tylko i wyłącznie na zadufanie i głupotę.
|
Uważam, że tu się dość mocno mijasz z prawdą. Organizm Polaka-piłkarza różni się od organizmu Niemca-piłkarza, nie mówiąc o Hiszpanach, gdzie klimat, dieta, sylwetka, czy charakterystyka etniczna muszą mieć kolosalny wpływ na indywidualny metabolizm zwykłych ludzi, nie mówiąc o budowanych na tej bazie sportowcach. Wracając do porównania Polak - Niemiec. Rzecz sprowadza się do inwestowania w zawodnika. Zachodnie szkółki gwarantują swoim piłkarzom od najmłodszego wieku nie tylko zaplecze techniczne, ale także procesy szkoleniowe i zaplecze medyczne. W pewnym momencie zaczyna się rzeźbienie sportowca - rozwój parametrów wysiłkowych, kształtowanie wydolności - które przez cały proces szkolenia jest popierane dietą nie tylko na zasadzie witamin i suplementów, ale także diety-diety. W Polsce większości małych klubików, w których dorastają perełki na to wszystko nie stać, a w domu chłopaczyna żywi się tym, co mu matka do talerza wleje. Teraz to się troszkę zmienia, ale piłkarze wytworzeni dekadę - dwie temu tak naprawdę bardzo odbiegają swoim przygotowaniem atletycznym od swoich rówieśników z zachodu. Zachodnie metody pracy z zawodnikami są opracowane w oparciu o pewien model wokół którego kształtuje się same organizmy piłkarzy. U nas nie ma tej bazy, więc tak opracowane programy stoją pod dużym znakiem zapytania jeśli idzie o ich skuteczność, możliwe, że są nawet w jakimś stopniu szkodliwe - na krótszą (zadyszka w pierwszym sezonie) lu dłuższą (kontuzje) metę. To trochę jak z laniem paliwa rakietowego do malucha.
To, że w Premier League zap*erdala się od bramki do bramki 90minut x 38 kolejek, a u nas chłopaki leżakują przy każdej okazji, nie jest efektem okresów przygotowawczych i magii fizjologów, którzy poprawiają zawodników w 48 godzin między meczami. Prawdziwe przygotowanie fizyczne na zachodzie dzieje się przed pierwszym poważnym sezonem zawodnika, dalej to głównie przeglądy, konserwacja i wymiana oleju.