Podsumowanie roku 2013 według bokser.org.
Cytat:
NA PLUS
1. Andrzej Fonfara (25-2, 15 KO). Z pewnością jeśli chodzi o Polaków, to był jego rok. Bardzo wysokie pozycje w rankingach są efektem spektakularnych zwycięstw, a nie tylko dobrej promocji. Ostatni pojedynek z Samuelem Millerem (26-8, 23 KO) tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że "Polski Książę" poniżej pewnego poziomu już nie schodzi, może jedynie piąć się w górę. Walka o pas w roku 2014 roku jest niemal pewna, pytanie tylko z kim, a o szansach lepiej na razie nie mówić.
2. Krzysztof Włodarczyk (49-2-1, 35 KO). Nie zdobył więcej ponad to, co ma, ale coś więcej pokazał. Przede wszystkim stoczył dramatyczny bój na obcej ziemi i nie pozwolił sobie odebrać tytułu, a to zawsze budzi szacunek. Spośród wszystkich czempionów w swojej kategorii, od czasu pierwszej walki z Palaciosem broni już pewnie pasa. Ciągle martwi jego mała aktywność, ale przynajmniej wiadomo, kto jest autentycznie mistrzem w wersji WBC, czego nie można powiedzieć o wszystkich federacjach.
3. Krzysztof Głowacki (21-0, 14 KO). Nie stoczył może żadnej walki z jakimś wielkim rywalem, ale na pewno na dobre wyszedł z cienia i ma swój konkretnie obrany cel. Dlatego rok na pewno na dużym plusie, zwłaszcza jeśli chodzi o rozpoznawalność i cyferki w rankingach.
4. Maciej Sulęcki (16-0, 3 KO). Przed Polsat Boxing Night dla "telewizyjnych kibiców" był postacią raczej anonimową, ale po spektakularnym zwycięstwie nad niepokonanym Robertem Świerzbinskim (12-2, 3 KO) i pokazaniu dużego ringowego luzu, zaczął być rozpoznawalny. W tym roku stoczył ponadto trzy walki, które gładko wygrał na punkty. Dał się też poznać jako ten, który nie boi się rzucać wyzwań innym dobrym pięściarzom.
5. Krzysztof Zimnoch (17-0-1, 11 KO). Równie dobrze mógłby w tym zestawieniu być na pierwszym miejscu. Mimo że nazwisko pięściarza z Białegostoku niektórym cały czas kojarzy się tylko z innym polskim bokserem, to trzeba przyznać, że ten rok w zawodowstwie dał mu przynajmniej dwa razy tyle, co poprzednie lata. Choć wszystko zaczęło się nie tak jak powinno, to wbrew pozorom, przynosi to teraz niezłe skutki, a wisienką na torcie jest z pewnością pokonanie Olivera McCalla (56-13, 37 KO).
6. Kamil Łaszczyk (15-0, 7 KO). Już poprzedni rok pozwalał mieć co do niego nadzieje, ten jest tylko kontynuacją dobrej passy z jednym mocniejszym sprawdzianem w Ostródzie. Poza tym pokonanie Rogowskiego i Cieślaka pokazało, że między kategorią super kogucią a lekką w tym momencie nikt nie powinien w Polsce zbliżać się do Kamila Łaszczyka. Teraz czekamy na więcej.
7. Artur Szpilka (16-0, 12 KO). Był to dla niego na pewno rok bardzo szalony: dwukrotne deski z Mike'em Mollo (20-5-1, 12 KO), awantura z Zimnochem, rozczarowanie postawą Bidenki i jeszcze kilka innych historii. Zyskał na pewno to, że jest mile widziany w Ameryce, bo wygrywa po thrillerach. Wyrobił sobie również opinię tego, który nie boi się żadnych wyzwań.
8. Łukasz Maciec (18-2-1, 4 KO). Miejsce na tej liście to nie tylko sprawka tej ostatniej walki z Sasunem Karapetyanem (5-1, 2 KO), ale przede wszystkim zwycięstwo w Finlandii z Jussim Koivulą (15-1, 4 KO). Takimi walkami otwiera on sobie drogę do tego, że będzie zapraszany przez coraz lepszych zawodników.
9. Marcin Rekowski (12-0, 10 KO). Zanim w maju tego roku zmierzył się z Elijahem Maccallem (12-3-1, 11 KO), walczył z reguły poza główną kartą dużych gal, jak chociażby w Łodzi czy Bydgoszczy. Jednak od tamtej spektakularnej porażki trochę się zmieniło. Na pewno wyszedł z cienia i szersze grono śledzi jego karierę, która ostatnio nabrała tempa.
10. Krzysztof Cieślak (21-5, 6 KO). Dla "Skorpiona" ten rok był z pewnością przełomowy, przy pełnym znaczeniu tego słowa, i dlatego zasługuje na tytuł "powrót roku". Mimo że zaczął rok od porażki z Łaszczykiem, to właśnie tą walką dał sygnał, że znowu ciężko trenuje i cieszy się boksem, a ponadto ma plan na siebie. Tak dobrego roku nie miał dawno i chyba wyczerpał limit pecha.
|
Cytat:
NA MINUS
1. Albert Sosnowski (47-6-2, 28 KO). Przed walką w 2010 roku z Witalijem Kliczko, jeden z niedoszłych rywali Mistrza użył pod adresem Polaka słynnych już słów, mówiąc, że ten wygrywał tylko "taksówkarzami i prostytutkami". I choć mocno przesadził, to po trzech latach nie mógłby nawet użyć tych samych słów, ponieważ ostatni pogromca Polaka – Martin Rogan (16-5,8KO) – jest z zawodu właśnie taksówkarzem. To oczywiście pół żartem, pół serio, ale na pewno w jakiś sposób obrazuje, gdzie w tym momencie jest Albert Sosnowski. Historia z wypadnięciem z ringu i duże problemy z odpornością na ciosy pokazują, że jeden z pierwszych polskich bokserów zawodowych, który stoczył kilka dobrych walk z dobrymi rywalami i był mistrzem Europy, aktualnie nie jest w stanie niczym zaskoczyć i chyba dobrze, że nie dojdzie do walki z Włodarczykiem.
2. Andrzej Wawrzyk (27-1, 13 KO). Straszne lanie od Aleksandra Powietkina (26-1, 18 KO) sprawiło, że wszystko, co złego słyszało się o Wawrzyku przed tą walką, okazało się prawdą. Był to dla niego trudny rok, bo wymaga odpowiedzi, co do sportowego celu i znalezienia właściwej motywacji.
3. Maciej Miszkiń (15-1, 5 KO). Pięściarz znany z tego, że jest znany, ma za sobą najgorszy rok kariery. Kontuzje zmusiły go do rocznej pauzy, a gdy już powrócił, zmierzył się z rywalem silnie bijącym, który gdy wyprowadzał atak, zmuszał Miszkinia do panicznej obrony i mimo że Polak prowadził na punkty, w trzeciej odsłonie przegrał po ciężkich ciosach mocno oszołomiony.
4. Paweł Głażewski (21-2, 5 KO). Chyba najbardziej sensacyjna porażka na polskich ringach w tym roku – Hadillah Mohoumadi (18-3-1, 13 KO), który przyjechał w zastępstwie innego pięściarza – okazał się ścianą nie do przejścia i co gorsza, systematycznie rozbijał Głażewskiego, który tą walką zamazał dobry obraz swojej osoby, jaki powstał po walce z Royem Jonesem (57-8, 40 KO).
5. Mateusz Masternak (30-1, 22 KO). Rok rozpoczął od zwycięskiej, ale kiepskiej walki, która mogła wróżyć kłopoty w starciu z Grigorijem Drozdem (37-1, 26 KO). Porażka z Rosjaninem okazał się dotkliwa nie tylko fizycznie, czy przez wzgląd na utratę mistrzostwa Europy, ale przede wszystkim przez fakt, że stała się okazją do tego, by wszyscy, którzy nie przepadają za Masternakiem, mogli dać upust swojej krytyce i w eter poszły słowa Włodarczyka (które pierwszy raz w historii boksu padły przy okazji walki: Ali – Frazier III, tylko że przed starciem), że "ta walka oddzieliła mężczyzn od chłopców".
6. Grzegorz Proksa (29-3, 21 KO). Zaliczył nieudany powrót do Stanów. Tym razem pogromcą okazał się "wąż" Sergio Mora (25-3-2, 8 KO). Porażka była bolesna, bo zabrała mu przepustkę do wielkich walk, a pięściarz z takim potencjałem nie powinien mieć w ten sposób prowadzonej kariery. Nieustannie dokuczają mu też kontuzje. Nie powinno go być na tej liście.
7. Mariusz Wach (27-1, 15 KO). Czekaliśmy na jakiś pojedynek w tym roku i się nie doczekaliśmy, zbyt dużo czasu Wach spędził w kapciach…
8. Łukasz Maszczyk (4-1, 3 KO). Po zaliczeniu niepotrzebnej walki z Cieślakiem, tak naprawdę nie wiadomo, o co teraz Maszczykowi chodzi. Powiem szczerze: gdy przechodził na zawodowstwo, liczyłem na więcej i na początku wyglądało to tak, jak powinno, ale ten rok uważam spisany na straty.
9. Tomasz Adamek (49-2, 29 KO). Poprzedni rok przyniósł "zmęczenie materiału", dlatego Adamek zdecydował się powrócić między liny w drugiej połowie roku i to była dobra decyzja. Pod koniec roku miała przyjść większa walka i przyszła, niestety choroba pokrzyżowała plany i dlatego rok należy uznać za raczej stracony.
10. Paweł Kołodziej (33-0, 18 KO). Podobnie jak Adamek znalazł się na tej liście, mimo że ma w tym roku na koncie tylko zwycięstwa. W jego przypadku jednak zwycięstwa to tak naprawdę porażki, bo sposób, w jaki wygrywał, pozostawia wiele do życzenia, zwłaszcza że w tym roku powinien wreszcie zawalczyć o tytuł. Dodatkowo niektórzy przykleili mu łatkę zawodnika, który unika walki. Ponadto ostatnio jest zbyt dużo zawirowań wokół jego osoby.
|
MOMENT OF TERROR IS THE BEGINNING OF LIFE
|