Jaroo1 napisał(a):

|
rw88, dokonaliśmy skoku cywilizacyjnego ok, trudno się nie zgodzić i mówić, że jest inaczej. Tylko porównujesz sytuację dzisiejsza z latami 90 a do UE weszliśmy w 2004 więc jeśli chcemy wykazywać zależność między wejściem do UE i korzyściami z tego płynącymi to porównujmy to co jest teraz z tym co było 10 lat temu.
|
Błędne myślenie. Umowę stowarzyszeniową podpisaliśmy w 1991 roku i w zasadzie od tego momentu rozpoczął się proces integracji europejskiej, również pod kątem dostosowywania naszych realiów do realiów państw członkowskich UE. Rok 2004 był w zasadzie tylko zwieńczeniem 13-letniej pracy nad tworzeniem nowej rzeczywistości naszego kraju, kolejnym etapem zacieśniania naszej współpracy europejskiej, podobnie jak traktat lizboński w 2007 roku.
To właśnie tego domagają się teraz Ukraińcy - nie pieniędzy, a tworzenia państwa prawa, prawa równego dla wszystkich obywateli. To, jak wygląda teraz Ukraina to idealny obraz tego jak mogłaby wyglądać Polska, gdyby w 1991 roku tego traktatu nie podpisała. I w sumie chyba w tym temacie nie trzeba, aktualny obraz Ukrainy jest jednoznaczny, to są polskie realia lat 1993-1995. My natomiast, mimo że nie mamy państwa w idealnym stanie, cały czas się rozwijamy, transformujemy, zmieniamy nie tylko jako państwo, ale również mentalnie. Jesteśmy po prostu 15 lat do przodu w stosunku do Ukrainy, która wybrała drogę "samodzielną", w większym stopniu prorosyjską.
Jaroo1 napisał(a):

Dzięki UE mamy otwarte granice. Ok, super ale czy nie można było tego załatwić inaczej?
Możemy jechać za pracą do krajów UE. Super ale każdy kij ma dwa końce. Polacy uciekają z kraju i część tam zostanie na stałe, inni wyjeżdżają popracować, tam się dorobić i wracają albo jeżdżą co jakiś czas, pracują i wracają. Minus tej sytuacji jest taki, że w Polsce jak nie było dla tych ludzi pracy tak nie ma. Bo jakoś nie mają tutaj po co wracać.
|
Mylimy trochę fakty, za dużo demagogii. To oczywiste, że kraje takie jak Anglia, Francja, Niemcy, czy Norwegia są od nas na ten moment dużo lepiej rozwinięte, skoro w 1990 roku byliśmy na dnie, a te kraje szły do przodu. Skoro więc tam gospodarka jest lepiej rozwinięta, to i zarobki są wyższe, mimo, że jesteśmy czołowym krajem pod względem rozwoju w przeciągu ostatnich 20 lat. A skoro zarobki są godniejsze, to i rodacy wyjeżdżają, proste.
Problem w tym, że nie da się wskoczyć od razu na poziom, jak widać nawet mając rokrocznie tak wysoki wzrost PKB, jak my. Żeby wskoczyć na półkę gospodarek krajowych, które przede wszystkim konkurują jakością i innowacyjnością (a tylko takie gwarantują poziom życia porównywalny do Francji, czy Niemiec) trzeba przejść etap, który przechodzimy teraz, mianowicie eksportowanie towarów przeciętnej / niezłej jakości, ale przede wszystkim tanich - coś a'la casus Chińczyków, ale oczywiście nie chodzi mi o porównanie w skali 1 do 1, z oczywistych względów, raczej o to jak przeszli z gospodarki nastawionej na "Made in China" z lat mojej młodości, do tworzenia produktów wyższej jakości, o wyższym stopniu technologicznym, po prostu do zwykłego bogacenia się.
Trzeba przejść ten etap również dlatego, żeby zyskać odpowiedni kapitał do zmiany struktury gospodarki, przechodzenia krok po kroku w kierunku gospodarki innowacyjnej, charakterystycznej dla najlepiej rozwiniętych. I biorąc pod uwagę potencjał ludzki, jaki ma Polska, jestem w tym względzie optymistą - o ile uporamy się z problemem systemu emerytalnego i poprawi się nieco demografia, zapewne w tym względzie wspomoże nas również nieco imigracja Ukraińców. Tylko to wszystko musi być procesem, no chyba że masz surowce, to wtedy można dokonać tego bardziej skokowo. Fakt, że w dziedzinie eksportu / outsourcingu radzimy sobie świetnie jest niebagatelny - te doświadczenia zaprocentują w przyszłości, kiedy - stwierdzając rzecz w uproszczeniu - zmieni się "tylko" towar, a struktury jego sprzedaży będą już wypracowane.
Jaroo1 napisał(a):

|
Tutaj dalej nie ma widoków na lepsze jutro a wręcz odwrotnie. Niby bezrobocie na podobnym poziomie od kilku lat tylko jak to się ma do tej liczby 2 mln ludzi, która wyjechała za granicę na stałe/wyjeżdża okresowo. Doliczmy część z tych osób do bezrobotnych i nam wyjdzie, że bezrobocie się zwiększyło a nie jest na stałym poziomie. I co dalej w tej sytuacji? Ludzie będą jeździć całe życie za granicę i tam sobie dorabiać? Kto zarobi na emerytury dla naszych rodziców lub dla nas?
|
Tak jak mówię, z czasem warunki będą się poprawiać. O ile kiedyś myślałem dużo o wyjeździe na stałe, w tym momencie zdanie już zmieniłem - duże, polskie miasta już teraz pozwalają na znalezienie pracy w godnych warunkach, za godne pieniądze. To już jest średnia europejska. Życie za granicą wcale nie jest taką idyllą, większość rodaków chętnie by się wróciła, o ile mieliby możliwość znalezienia pracy na trochę słabszych, ale mimo wszystko konkurencyjnych warunkach finansowych. W przypadku tych, którzy za granicą pracują na wykwalifikowanych stanowiskach widzę perspektywy powrotu, bo struktura naszej gospodarki będzie się zmieniać, natomiast jeśli mówimy o tych, którzy pracują za granicą przede wszystkim fizycznie, może być faktycznie gorzej, bo tutaj trudno będzie nam stworzyć bardziej konkurencyjne warunki dla tych ludzi, skoro w bogatszych krajach mają problem, żeby znaleźć "swoich" na te stanowiska i są w stanie płacić za nie ładne pieniądze z tego względu.
Jaroo1 napisał(a):

|
Dziś ktoś z zewnątrz nam mówi co mamy robić, jak żyć. Czy to nie jest chore?
|
Coś za coś. Mogłeś mieć Ukrainę, której nikt nie mówi co mają robić i nikt o prostego obywatela nie dba choćby na podobnym poziomie, co w Polsce - mimo wszystko dalej nie do końca zadowalającym, ale jednak w miarę cywilizowanym. Dzięki temu, że daliśmy sobie ograniczyć suwerenność, wprowadzaliśmy unijne prawo, przeciętny obywatel ma lepsze życie, niż w kraju oligarchów. Nikt zresztą nie twierdzi, że UE jest idealna.
Jaroo1 napisał(a):

|
Do tych spraw ekonomicznych dochodzą jeszcze te ideologiczne. UE promuje gender, jakieś chore wartości, wchodzenie w dupę kolorowym i gnojenie białych, kult pedalstwa i antyklerykalizm.
|
Błąd, to
lewica UE promuje gender itd., co zbytnio nie różni UE od sytuacji w naszym rządzie. Przykład z ostatnich dni:
wiadomosci.onet.pl napisał(a):
Odrzucenie raportu Estreli doprowadziło do ostrego sporu pomiędzy prawicą a lewicą w Parlamencie Europejskim. Eurodeputowani obwiniają się nawzajem o "ideologizowanie" debaty dotyczącej praw reprodukcyjnych, ze strony lewicy padły także ostre słowa pod adresem "lobby religijnego", które miało zdecydować o wyniku głosowania. - Wygraliśmy głosowanie, na tym przecież polega demokracja. Przykre, że niektórzy nie mogą się z tym pogodzić - komentuje w rozmowie z Onetem europoseł PO Filip Kaczmarek.
Raport Estreli odrzucony. "To wynik działań religijnego lobby"
We wtorek Parlament Europejski, głosami frakcji EKR i EPP, odrzucił tzw. sprawozdanie Estreli dotyczące praw reprodukcyjnych. Sprawozdawcą dokumentu była Edite Estrela, portugalska eurodeputowana należąca do Grupy Postępowego Sojuszu Socjalistów i Demokratów. W opinii Konrada Szymańskiego, sprawozdanie to było oparte o "całkowicie bezpodstawne założenie", że tzw. prawa reprodukcyjne są prawami człowieka. Eurodeputowany PiS w rozmowie z Onetem ocenił, że odrzucenie raportu jest "wielkim zwycięstwem prawicy".
Swojego rozczarowania odrzuceniem dokumentu nie kryje europejska lewica, która zarzuca przeciwnikom raportu rozpętanie kampanii ideologicznej w celu "zabicia" raportu.
"Jestem zawiedziona tym, że lobby antyaborcyjne ma tak duże wpływy w Parlamencie Europejskim. Spójrzmy prawdzie w oczy - ten raport miał tylko charakter politycznego oświadczenia, a nie moc legislacyjną" - napisała w oświadczeniu przesłanym Onetowi Sophie In't Veld z Grupy Porozumienia Liberałów i Demokratów na rzecz Europy (ALDE)
Holenderska eurodeputowana stwierdziła, że ostatnie wydarzenia to wynik działalności "konserwatywnego lobby religijnego", które wprowadziło "zamieszanie" do europejskiej debaty na temat aborcji i praw reprodukcyjnych.
Kontynuowanie walki, pomimo porażki, zapowiedział jednak Guy Verhofstadt, były premier Belgii, a obecnie przewodniczący liberalnej frakcji ALDE. - Podwoimy nasze wysiłki. Po przyszłorocznych wyborach do Parlamentu Europejskiego będziemy domagać się włączenia kwestii praw reprodukcyjnych do unijnej agendy dotyczącej zdrowia publicznego - oświadczył.
"Brzydkie sceny" przed głosowaniem w Parlamencie
- Głosowaniu w sprawie zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego towarzyszyły brzydkie sceny. Prawicowi posłowie pokazali swoja pogardę dla praw kobiet, które są przecież prawami człowieka. Wynik głosowania oraz zachowanie posłów centroprawicowych to żałosny epizod w działalności Parlamentu Europejskiego – ocenia w rozmowie z Onetem Ulrike Lunacek. - W Brukseli usadowiło się bardzo silne lobby, które zrobiło wszystko, co się dało, by zabić raport Estreli – dodała austriacka eurodeputowana z frakcji Zieloni-Wolny Sojusz Europejski.
Lunacek ujawniła, że "ultra-konserwatyści" przed głosowaniem "zaspamowali biura eurodeputowanych" e-mailami dotyczącymi raportu. Jak dodaje, sprawozdawca raportu Edite Estrela, w ciągu dwóch tygodni, miała otrzymać 80 tysięcy maili; niektóre z nich zawierały "poważne obelgi".
Eurodeputowana podkreśla, że, wbrew twierdzeniom osób lobbujących przeciwko raportowi Estreli, sprawozdanie to nie miało na celu narzucania uniwersalnego poglądu na przerywanie ciąży, ale odwoływało się do podstawowych praw człowieka. – Parlament Europejski wysłał zły sygnał, i to w Międzynarodowym Dniu Praw Człowieka! – dodała.
Lunacek wskazuje, że przyjęcie rozwiązań prawnych dotyczących praw reprodukcyjnych jest niezbędne dla walki z problemem nastoletnich ciąż i śmiertelnością matek, nie tylko w niektórych państwach członkowskich UE, ale przede wszystkim w krajach rozwijających się.
Europoseł PO: modlitwa okazała się bardzo skuteczna
Z tymi zarzutami nie zgadzają się posłowie prawicy i centroprawicy. - Przez całą noc, poprzedzającą głosowanie, grupa chrześcijan chodziła wokół budynku Parlamentu i modliła się o odrzucenie raportu. Jeżeli działanie takie nazwać "konserwatywnym lobby religijnym", to modlitwa ta okazała się bardzo skuteczna – w ten sposób odrzucenie raportu komentuje Filip Kaczmarek. - Wygraliśmy głosowanie, na tym przecież polega demokracja. Przykre, że niektórzy nie mogą się z tym pogodzić – dodaje w rozmowie z Onetem.
Eurodeputowany PO zwraca uwagę, że Kościoły i związki wyznaniowe nie są zaliczane przez UE do organizacji lobbystycznych, "bo gdyby tak było, to ojcowie-założyciele UE poprzewracaliby się chyba w grobach". - UE była zakładana przez polityków, inspirujących się chrześcijańską myślą społeczną. Z drugiej strony, byłoby to niezwykle bolesne dla europejskiej lewicy. Oznaczałoby bowiem, że wszystkie organizacje pozarządowe też trzeba by było traktować jak podmioty lobbystyczne, a wiele z tych organizacji ma profil jednoznacznie lewicowy – zaznacza Kaczmarek.
Kaczmarek, odnosząc się do "spamowania" skrzynek eurodeputowanych mailami sprawie raportu Estreli odpowiada, że wysyłanie listów przez “obywateli jest normalną, codzienną praktyką”. - Prawda, że bywa to męczące dla posłów, ale wyborcy mają pełne prawo do tego typu działań. Z reguły organizują takie akcje organizacje pozarządowe, a nie posłowie czy partie polityczne - dodaje.
Polski polityk odrzucił także zarzuty lewicowych posłów o okazywanie "pogardy" wobec praw kobiet poprzez głosowanie przeciwko raportowi. Jak mówi, temat praw reprodukcyjnych jest ideologizowany pzez lewicę. - Koncepcja tych praw stała się prawdziwą obsesją europejskiej lewicy. Próbuje ona umieszczać to hasło we wszystkich możliwych dokumentach Parlamentu Europejskiego. Lewica zachowuje się w tej sprawie jak złodziej, który głośno krzyczy: "Łapać złodzieja!!!" – ocenia w rozmowie z Onetem.
(KT)
|
Z tą Bieńkowską to na razie słowo przeciw słowu, ale fajnie, że ktoś to pilnuje - i o to pilnowanie przede wszystkim tutaj chodzi.
Jaroo1 napisał(a):

|
-jak się dostaje kasę z nieba (z UE) to się ją nieefektywnie wydaje. Wniosek: można było połowę mniej kasy "dostać" a wydać ją lepiej i by efekt był ten sam. Sam znam kilka osób, która wzięła te dotacje na działalność gospodarczą tak po prostu, dawali to trzeba było brać. Przy okazji się trochę z tego interesu wyciągnęło bo po roku właściwie fikcyjnego prowadzenia firmy maszyny, sprzęt zostały u właściciela = kasa z UE zmarnowana bo od początku wielu z tych "przedsiębiorców" wiedziało, że ich firma przetrwa rok - bo tyle jest wymagane. Nieraz 2 lata bo właściwie dobrą opcją było płacić niższy ZUS.
|
Zmarnowana jak zmarnowana - za te pieniądze ktoś kupił produkty i usługi, w których jest podatek...i tak dalej, i tak dalej. Nie chcę się wdawać w szczegóły, ale sporo tej kasy de facto wraca do budżetu, przede wszystkim krajowego. Poza tym akurat tutaj narzekać nie można, bo sam znam przynajmniej pięć firm które takie środki dostały i moi znajomi dalej się dzięki tym działalnościom utrzymują. I utrzymując się, te firmy generują kolejny dochód dla ZUS i budżetu, czasem wręcz latami, "zwracając" de facto to, co zostało zmarnowane na tych, którzy działalności prowadzić nie zamierzali a kasę zgarnęli.
Zgodzić się mogę co do stażów i szkoleń, tutaj kasa jest niemiłosiernie marnowana.
Jaroo1 napisał(a):

|
-to wszystko jest sztuczne. Dziś mamy wielką kasę w UE a w 2020 się obudzimy z ręką w nocniku bo kasy nie będzie a składki będziemy płaci i to co raz większe. I co dalej?
|
To jest mit, w który jeszcze do niedawna sam wierzyłem. Ba! Marzę o tym, żebyśmy w tym momencie byli największym płatnikiem netto w UE, daj Boże żebym dożył tych czasów! Czemu? Temu, że ilość kwoty - jest to procent z dochodu państwa i...procent z VAT. Z tego względu taka Hiszpania dalej więcej od UE bierze, niż do niej dokłada. I z tego względu podnoszenie VAT w naszym przypadku do 23% nie było do końca mądrym posunięciem. Jeśli jesteś płatnikiem w UE, to znaczy że Twoja gospodarka jest na świetnym poziomie.
To ile i z jakich programów / funduszy pozyskujesz środków z UE jest natomiast zależne przede wszystkim od stopnia rozwoju...województw w danym kraju, w zależności od procentowego porównania PKB województwa ze średnią UE. I tak Mazowieckie ma już bodaj 102% unijnej średniej i są im ucinane środki z (o ile się nie mylę) funduszy strukturalnych UE, natomiast skoro przekroczyli średnią UE, to dostaną więcej kasy na projekty związane z innowacją.
A np. Małopolska i cała większość polskich województw jeszcze z pewnością dostanie sporo kasy w budżecie po 2020 roku, bo mają pomiędzy 50, a 75% średniej UE, a do 75% masz tak jakby opcję "full wypas"

Pomiędzy 75% a 100% jest okres przejściowy i od 100% przejście w etap innowacji. Jeśli trzeba będzie szczegółów do tej dyskusji, to poszukam konkretniejszych materiałów niż moja skromna pamięć.
Suma sumarum jeśli nasz kraj nie będzie coraz lepiej się rozwijał, to do budżetu nie będziemy wpłacać stosunkowo więcej. Jeśli będzie się rozwijał, to poziom życia powinien być wyższy (a za 10 lat na pewno będzie wyższy, chyba że szkodnicy politycy to zrujnują), ale do budżetu UE wpłacasz wtedy więcej. Dlatego tak ważne jest jak najskuteczniejsze wydawanie kasy z UE, a to akurat wszystkim naszym rządom wychodzi bardzo dobrze - z prozaicznego powodu, kasę z UE wydają urzędnicy do tego przygotowani, a łatwo na tej bazie zbudować sobie kiełbasę wyborczą i "dowody", że zrobiliśmy to i tamto.
Jaroo1 napisał(a):

|
Oczywiście, dokonaliśmy skoku cywilizacyjnego tylko za jaką cenę? Co będzie dalej? Tak jak wspomniałem kasa z UE jest ale tak naprawdę to my ze swoich środków dokładamy drugie tyle (można więc było tą kasę, którą płacimy na składki i procesy związane z przyznawaniem dotacji wydać w ten sam sposób co te dotacje?. Można było ale lepiej robić propagandę, że UE nam daje kasę za darmo a tyle samo im oddawać i ponosić w kosztach związanych z dotacjami).
|
Patrzysz na to zbyt wąsko. Oczywiście, płacimy coraz więcej, niekoniecznie wychodzi nam to na jakiś ogromny plus jeśli przeliczysz koszty, ale jednocześnie dzięki tej kasie i
kontrolowanym sposobie jej wydawania i przeznaczania w odpowiednie segmenty nasza gospodarka rozwinęła się na tyle, że zdolni przedsiębiorcy, rolnicy, pracownicy etc. doprowadzili do tego, że eksportujemy rekordowe ilości produktów, a nasz przemysł produkuje towary za rekordową kwotę, najwyższą w historii kraju. Fakt, że jesteśmy w UE pozwala nam budować solidne ramy współpracy z Niemcami, a eksport do Niemiec to gwarancja pewnego poziomu stabilności całej naszej gospodarki. Przykłady można mnożyć.
Może też inaczej - zastanów się, dlaczego Niemcy godzą się wpłacać do budżetu UE najwięcej ze wszystkich?

Bowiem mają z tego względu określone korzyści, proste. A zyski mają z tego np. poprzez swój eksport. Grunt to dobrze ulokować swoją politykę gospodarczą w strukturach UE.
Jaroo1 napisał(a):

|
Każdy tylko patrzy na swój interes i jak się nachapać na innych.
|
No i tak jest, dlatego grunt to dobrze w tym wszystkim pływać i dbać o własny interes. I to nam generalnie jako narodowi źle nie wychodzi póki co, rozwijamy się szybko, chociaż oczywiście apetyt rośnie w miarę jedzenia, a codzienność powszednieje i trochę się tego nie docenia.
Jaroo1 napisał(a):

|
A co do skoku cywilizacyjnego to jeszcze zapomniałem wspomnieć o długu publicznym. Zrobiliśmy tak zajebisty skok, że w perspektywie kilkudziesięciu lat jesteśmy w dupie. Zadłużamy się, bierzemy kasę z UE, którą spowrotem jej oddajemy, wydajemy tę kasę na nierozsądne inwestycje, pozbywamy się z Polski młodych Polaków, którzy uciekają za granicę itd...
|
Dług publiczny to problem bodaj każdego kraju świata i pod tym względem jeszcze tak źle jak reszta nie wyglądamy. Co nie zmienia faktu, że przydałaby się jakaś solidna ekipa, która spróbuje to wszystko ogarnąć, będzie miała jakąś wizję i spróbuję ją zrealizować. Dlatego traktuję PR jako pewnego rodzaju szansę, ze względu na ich ciekawy program, który nie zakłada populizmu dawania wszystkim wszystkiego i jasno określa tych, którzy w ich programie nie są uprzywilejowani, gdzie będzie się szukać oszczędności, rozsądnie myśli się o przyszłości itd.
Ich program de facto nie jest populistyczny, jasno określają w mediach, że chcą dowalić emerytom, czyli coraz bardziej dominującej grupie wyborców i dlatego też uważam, że mają marne szanse, ale póki nie są typowym spadochronem, można z nimi wiązać jakieś tam nadzieje.
Zresztą tak na chłopski rozum - czy uważasz, że jako suwerenny kraj, po 1990 roku, z tymi politykami, których mieliśmy w tym czasie, potrafiliby oni sobie narzucić taki rygor prawny i wizję etc., które dałby nam podobny poziom rozwoju, jaki w ostatnich kilkunastu latach osiągnęliśmy?

Czy rządzący owym suwerennym krajem w tych czasach przekładaliby interes kraju i narodu ponad swój prywatny interes? Nie sądzę, przypuszczam, że gdyby nie UE i odgórne regulacje wyhodowalibyśmy sobie po prostu swoich własnych oligarchów, multimiliarderów. Ale może się mylę i ludzi z AWS, SLD, PiS, czy PO stać by było na podobne inwestycje z własnej woli. Może.