Cytat:
Dlaczego rząd Platformy Obywatelskiej lekceważy Kraków
Kraków - drugie co do wielkości i znaczenia po Warszawie polskie miasto, wizytówka kraju za granicą, stolica ważnego regionu - w wyborach głosuje na rządzącą Platformę Obywatelską. Ta jednak krakowian od lat ostentacyjnie lekceważy.
Niedawno pod Sukiennicami stanęło w południe kilku krakowskich uczonych, by garstce dziennikarzy przedstawić protest środowiska akademickiego przeciwko planom odebrania miastu 40 mln zł na zabytki. Informacja nie przebiła się poza lokalne media.
Nie jest tajemnicą, że do finansowego unicestwienia zasłużonego dla całej polskiej kultury Społecznego Komitetu Odnowy Zabytków Krakowa dążą przede wszystkim działacze samorządowi i parlamentarzyści Platformy Obywatelskiej z Dolnego Śląska, zręcznie angażujący prasę i kolegów z innych dużych miast. "Kraków już się nachapał, teraz nasza kolej" - tak brzmi proste przesłanie tej akcji, ubrane rzecz jasna w deklaracje ociekające troską o niszczejące zabytki. Argument, że zamiast zabierać Krakowowi, może lepiej domagać się więcej dla innych, jest ignorowany. We Wrocławiu wiedzą, że to nie jest skuteczna metoda, poza tym głosem z Krakowa nie trzeba się specjalnie przejmować - w walce o wpływy w rządzie i państwową kasę to przeciwnik wagi co najwyżej średniej. Krakowowi po prostu MOŻNA ZABRAĆ! I zabiera się - zresztą dużo, dużo więcej niż te 40 milionów.
Kilka liczb
O tym, że Kraków i Małopolska wyraźnie przegrywają z innymi ośrodkami w podziale pieniędzy, świadczą chociażby dane o wielkości dotacji unijnych w przeliczeniu na mieszkańca w latach 2009-2012. I tak na każdego gdańszczanina przypada 19,2 tys. zł unijnej dotacji, na wrocławianina - 12,9 tys. zł, a na krakowianina - ledwie 7 tys. zł.
Inny wskaźnik: z największego programu unijnego - "Infrastruktura i środowisko" nasz region otrzymał zaledwie 4,7 proc. wszystkich środków.
Perspektywy też nie wyglądają najlepiej. Co prawda na lata 2014-20120 Małopolska otrzymała do dyspozycji największą po Mazowszu i Śląsku kwotę, jeśli jednak podzielić te pieniądze przez liczbę mieszkańców, okazuje się, że lądujemy zaledwie w środku tabeli.
A przecież nasze województwo zamieszkuje 8,6 proc. ludności Polski i wytwarzane jest tu 7 proc. PKB. Małopolska ma o ponad 400 tys. mieszkańców więcej od województwa dolnośląskiego i aż o ponad milion od Pomorza. Jest przy tym prawie dwukrotnie gęściej zaludniona niż oba te województwa. Co więcej - w przeciwieństwie do wyludniających się Dolnego Śląska czy Pomorza, w Małopolsce mieszkańców wciąż przybywa i - według prognoz - ta tendencja ma się utrzymać.
Sam Kraków ma oficjalnie 780 tys. mieszkańców, ale realnie mieszka w nim już ponad milion ludzi. Tymczasem Wrocław według danych meldunkowych ma 631 tys. i traci; Gdańsk zaś to zaledwie 470 tys. mieszkańców i nawet całe Trójmiasto jest metropolią mniejszą od Krakowa.
Kraków zresztą jest jedynym obok Warszawy dużym polskim miastem, w którym prognozuje się przyrost ludności do 2030 r. Nie można przy tym zapominać, że stolica Małopolski sąsiaduje z olbrzymią aglomeracją Górnego Śląska i wspólnie są miejscem, gdzie żyje jedna czwarta ludności Polski!
Mogłoby się więc wydawać, że po Warszawie Kraków będzie największym beneficjentem funduszy państwowych. Ale tak nie jest.
Na bezdrożach
Kto w te wakacje miał okazję pojechać samochodem z Krakowa do Gdańska, Warszawy, Poznania, Wrocławia czy nawet Łodzi, wracał z poczuciem, że miasta te są "całe rozkopane". Zrozumiała irytacja mieszała się przy tym z nutą niepokoju: jak to, tam wielkie budowy, estakady, tunele, a u nas tylko jakieś remonty? O co chodzi?
Według ogłoszonego niedawno przez rząd programu budowy dróg krajowych i autostrad do 2015 r. w Małopolsce powstać ma 76 km dróg. Dla porównania: w woj. pomorskim - 184 km, w dolnośląskim - 340 km, w wielkopolskim - 415 km.
Pozostańmy przy przedsięwzięciach drogowych, bo nie tylko angażują największe pieniądze, ale też dobrze pokazują logikę podejmowania decyzji o podziale pieniędzy z budżetu państwa. Gdy spojrzeć na listę dróg, które mają powstać w Polsce w najbliższej dekadzie, okaże się, że takich, na których ruch samochodowy panuje większy lub podobny jak na zakopiance (mogą to być S10 z Bydgoszczy do Torunia, S7 z Gdańska do Krakowa, S17 z Warszawy do Lublina), jest mniej niż połowa. Pozostałe projekty w porównaniu z naszą drogą pod Tatry wypadają mizernie, np. S5 z Gniezna do Bydgoszczy pojedzie dwa razy mniej aut niż nie tylko zakopianką, ale także mniej niż drogą nr 75 z Brzeska do Nowego Sącza czy nr 52 z Głogoczowa do Bielska.
Rzecz jasna kryterium natężenia ruchu nie jest - i nie powinno być - jedynym i rozstrzygającym o sensowności wydania pieniędzy w tym czy innym miejscu. Każdy ma swoje racje, np. budowa lubelskiej S17 niewątpliwie pomoże w otwarciu gospodarczym i cywilizacyjnym ściany wschodniej. Tyle że nie wszystkie decyzje podejmowane przez Ministerstwo Transportu da się tak merytorycznie wytłumaczyć.
Lobbing? Jaki lobbing?
Kilka miesięcy temu w krakowskim studio TVP ówczesny minister transportu Sławomir Nowak odpowiadał na pytania o lobbing gdańskich polityków, którzy tak skutecznie dbają o swój region. Minister zaprzeczał, by takowy istniał, wyliczał też inwestycje, jakie już przeprowadzono i jakie planuje się w Krakowie i Małopolsce: przebudowę lotniska w Balicach, tunel pod górą Luboń (czyli kilkanaście kilometrów S7 do Rabki), dokończenie wschodniej obwodnicy Krakowa z Rybitw do ul. Igołomskiej (4 km). Do tego zestawu dodać można zaporę w Świnnej-Porębie, kampus UJ, nowy szpital w Prokocimiu, pieniądze na muzea, tramwaje i nowe torowiska. W sumie z dotacji rządowych sam tylko Kraków od 2005 r. zdobył prawie 2 mld zł.
Lista inwestycji i kwota wydają się imponujące, ale tylko do momentu, gdy spojrzymy na niektóre wydatki Gdańska, czyli miasta premiera Tuska i ministra Nowaka, wspierane w ostatnich latach z budżetu centralnego:
* Muzeum II Wojny Światowej - 300 mln zł
* węzeł na obwodnicy i dokończenie trasy W-Z - około 500 mln zł
* most na Wiśle w Kwidzynie - około 180 mln zł
* budowa obwodnicy południowej Gdańska - ponad 1,5 mld zł
* budowy tunelu pod Martwą Wisłą - 800 mln zł
Do listy można jeszcze dołączyć trójmiejskie lotnisko i najpiękniejszy stadion Euro 2012 (775 mln zł plus 35 mln zł od spółki skarbu państwa PGE za prawa do nazwy). Panie ministrze, jeśli tu nie działa lobbing, to co?
Dla porównania zerknijmy jeszcze w rachunki Wrocławia, gdzie Platforma Obywatelska, kierowana przez Grzegorza Schetynę, zastąpionego przez Jacka Protasiewicza (człowiek Tuska), zawsze była bardzo silna. Oto kilka inwestycji realizowanych bądź planowanych z udziałem budżetu państwa:
* Nowe Forum Muzyki - 140 mln zł
* linia kolejowa Wrocław - Poznań - 800 mln zł
* obwodnica autostradowa - prawie miliard
* nowy szpital - 50 mln zł (z planami rozbudowy wartymi pół miliarda)
* teatr muzyczny Capitol - 140 mln zł
* centrum innowacji - 100 mln zł
* muzealny Pawilon Czterech Kopuł - 75 mln zł
* miasteczko naukowe - 600 mln zł
* klinika dziecięca - 120 mln zł
Czy ktoś uwierzy więc w zapewnienia ministra Nowaka, że nie ma czegoś takiego jak lobbing polityków na rzecz swojego regionu? Inna sprawa - jak taki lobbing skutecznie uprawiać. Jeśli w tej sprawie można coś pewnego powiedzieć, to to, że tej umiejętności małopolscy politycy Platformy na pewno nie posiedli.
Bez silnych liderów
Dlaczego rząd PO tak zaniedbuje Kraków?
O ile wybory władz regionalnych PO na Dolnym Śląsku, w Wielkopolsce czy na Pomorzu były śledzone w mediach z uwagą, o tyle na Małopolskę mało kto zwracał uwagę. Kiedy walkę o przywództwo w strukturach wygrał Grzegorz Lipiec, niewielu zajmujących się polityką na szczeblu krajowym dziennikarzy potrafiło ocenić, czy jest on stronnikiem Tuska czy raczej Schetyny.
To zadziwiające, biorąc pod uwagę, że podczas ostatnich wyborów parlamentarnych PO zdobyła w Krakowie prawie 50 proc. głosów, wprowadzając do parlamentu ośmiu posłów i dwóch senatorów. W całej Małopolsce PO wprawdzie przegrywa z PiS, ale i tak zbiera bardzo dużo głosów, a organizacja wojewódzka należy do najliczniejszych w kraju.
Wyproszony z Platformy Jarosław Gowin uważa, że na słabą pozycję Krakowa składa się kilka przyczyn. - Sam premier jest zainteresowany głównie Warszawą jako stolicą oraz Trójmiastem, skąd pochodzi. Z Małopolską nie ma żadnych związków. Nigdy nie czuł się tu najlepiej. Przed laty oponentem Tuska był Jan Rokita, potem mnie traktowano jako przedstawiciela wewnątrzpartyjnej opozycji. Na to wszystko nałożyła się słabość kierownictwa małopolskiej PO. Ireneusz Raś nigdy nie miał siły przebicia, nawet w czasach, gdy ministrem infrastruktury był związany z nim politycznie Cezary Grabarczyk. Mówiąc wprost: na mnie premier patrzył z podejrzliwością, z Rasiem się nie liczył.
Gowin żałuje, że żadnemu z małopolskich polityków nie udało się wywalczyć tyle, ile np. Grzegorzowi Schetynie dla stolicy Dolnego Śląska. - Budowa obwodnicy stała się impulsem rozwojowym nie tylko dla Wrocławia, ale i okolicy - mówi.
Były członek PO, obecnie krakowski poseł Twojego Ruchu Łukasz Gibała, także nie ma wątpliwości, że w małopolskiej PO brakuje wyrazistych postaci. - Nie ma kto lobbować. Poznań ma Grupińskiego, Wrocław miał Schetynę, ma Protasiewicza, Pomorze Nowaka, Warszawa Hannę Gronkiewicz-Waltz. A Kraków? Kiedyś rolę lokalnego patrioty mógł odegrać Jarosław Gowin jako lider frakcji konserwatywnej i minister, ale tego nie wykorzystał. Ireneusz Raś nigdy nie miał takiej pozycji.
Gibała prorokuje, że w związku z objęciem kierownictwa w małopolskiej PO przez Grzegorza Lipca region czekają jeszcze chudsze lata. - Lipiec będzie jednym z najmniej wpływowych szefów regionów. Nie jest posłem, nie jest powszechnie znany. W Warszawie będzie się pojawić raz na miesiąc, gdy tymczasem inni szefowie są tam cały czas i w dodatku blisko premiera - tłumaczy.
Odchodzący niedawno ze stanowiska szef małopolskiej PO Ireneusz Raś w sprawozdaniu z działalności przekonywał, że za jego czasów ekipa PO dała Małopolsce "wiele sukcesów". Nikt oficjalnie nie zaprzeczał. W kuluarowych rozmowach przemówienie posła Rasia było jednak wyśmiewane.
- To nie jest tak, że Małopolska jest poszkodowana czy nielubiana przez Tuska. Dostajemy mnóstwo dotacji unijnych, w planach są pieniądze na nowy szpital w Prokocimiu. Marszałek Sowa nadaje na tych samych falach co premier Bieńkowska, wiele zdziałał dla regionu - mówi jedna z ważniejszych polityków PO. - Pełna zgoda natomiast co do mizerii naszego lobby. Niemal wszyscy oskarżają o to Rasia, który nie zrobił niczego, by stworzyć zgraną małopolską drużynę. Nie chciał się z nami spotykać, bo był przekonany, że rozgrywki partyjne będą bardziej skuteczne - narzeka.
Inny polityk PO mówi trochę innym tonem: - Nie ma lobby, bo nikt nie próbuje zebrać pojedynczych głosów w jeden. Szlag mnie trafia, gdy słucham milionerów z Nowego Sącza. Tam przemysł się rozwija, rosną nowe hale, ale droga do Brzeska jest, jaka była. Słyszę, że część zakładów zastanawia się nad przenosinami pod Rzeszów, gdzie jest autostrada. Mam poczucie przegranej.
Rasiowi obrywa się od większości z polityków PO, ale krytykowany jest i prezydent Jacek Majchrowski. - W przypadku unijnych dotacji lobby ma mniejsze znaczenie, liczą się dobrze przygotowane projekty. Sam Kraków nie miał ich zbyt wiele na tle innych miast. Ekipa Majchrowskiego się nie popisała - przekonują.
Kraków ma pecha
Słaba pozycja Krakowa w Warszawie to - w przekonaniu wielu krakowian - także swoista tradycja. - Nasze miasto nigdy nie było dopieszczane przez władze centralne. Ten syndrom ciągnie się już od czasów PRL. Wówczas uważano, że nieprzychylne traktowanie Krakowa przez komunistów to kara za wyłamanie się z głosowania "3 razy tak" w 1946 roku. Ale po 1989 też nie było lepiej. Małopolscy parlamentarzyści nigdy nie potrafili stworzyć zgranej drużyny, jak chociażby Ślązacy. Dominuje indywidualizm, co widać w podziałach w PO - uważa Andrzej Gołaś, były prezydent Krakowa i senator.
Sytuacji Krakowa nie poprawiał to, że lokalnym władzom rzadko było po drodze z władzą centralną. Choć zdarzały się i takie okresy. Gdy w kraju rządziła AWS, prezydentem Krakowa był właśnie Andrzej Gołaś, wysunięty przez to ugrupowanie. On sam nie może sobie jednak przypomnieć, by Kraków dostał w tamtym czasie jakiś szczególny inwestycyjny prezent. Z jednym wyjątkiem. - Częściowo przyczyniłem się do tego, że z budżetu centralnego płynęły pieniądze na Kampus UJ - podkreśla Gołaś.
Związany z lewicą Jacek Majchrowski, wybrany na prezydenta Krakowa jesienią 2002 roku, przez prawie trzy lata mógł liczyć na przychylność rządu SLD. Ale to tylko teoria. Pech Krakowa w tamtym czasie, podobnie zresztą jak za Gołasia, polegał na tym, że naprawdę duże pieniądze pochodzące z unijnych dotacji zaczęto dzielić w Warszawie dopiero od 2005 roku. Wtedy już przy władzy było PiS, zdecydowanie niechętnie patrzące na krakowskiego prezydenta. Objęcie rządów przez PO poprawiło relacje na linii Kraków - Warszawa, ale trudno mówić o wpływach prezydenta Majchrowskiego w sferach rządowych. Dominacja PO w radzie miasta nie przełożyła się na nic.
Tak więc w okresie, kiedy Polska przeżywała największe w dziejach przyspieszenie rozwoju infrastrukturalnego, Kraków znalazł się w niekorzystnym układzie politycznym.
Nie było nas przy stole
Dlatego tak bolesne dla Krakowa okazało się pominięcie przy wyborze miast gospodarzy Euro 2012. Przez długi czas mówiono, że magistrat źle się przygotował, że prezentacja była kiepska (bo była), że delegacja miasta zrobiła złe wrażenie (fakt). Wydaje się jednak niemożliwe, by najbardziej znane w świecie polskie miasto, z wielką bazą hotelową, z dwoma budowanymi stadionami i znakomitą piłkarską tradycją, mogło zostać z tak w gruncie rzeczy błahych powodów zepchnięte do grupy rezerwowej. A tak się stało! To jedno z prawdopodobnych wyjaśnień tego fenomenu: W jakiś dyskretnym miejscu usiadło grono, dobrane według klucza partyjno-terytorialnego i branżowego, które między sobą ustaliło, kto w wyścigu po Euro ma wygrać. W tym gronie albo nie było nikogo z Krakowa albo został spacyfikowany. Wszystko, co działo się potem w sprawie wyboru gospodarzy mistrzostw, było teatrem na użytek mediów.
Pamiętać trzeba, że zasadnicze postanowienia dotyczące Euro zapadły za czasów PiS, w którym ważną rolę odgrywali związani z Krakowem Zbigniew Ziobro i Zbigniew Wassermann, posłowie stojący blisko prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Nic to nie zmieniło. Sytuacji nie udało się naprawić za czasów PO - klamka zapadła, lobby posłów z innych miast okazało się silniejsze.
W związku z Euro 2012 Kraków ominęły gigantyczne pieniądze na infrastrukturę, zwłaszcza na rozbudowę lotniska i wzmocnienie transportu miejskiego. Jeden mniej znany przykład: Warszawa dostała wówczas niespodziewanie unijną dotację na zakup ponad 180 tramwajów niskopodłogowych; Kraków na swoje nowoczesne tramwaje musi w większości zaciągać pożyczki.
Druga i trzecia szansa
Zazdrość przez nas przemawia? Bo innym się udaje, a nam nie... Nie w tym rzecz. Zazdrością nazwać można pretensje dolnośląskich samorządowców i dziennikarzy o te "śmieszne" 40 mln zł, jakie Kraków dostaje ekstra na swoje zabytki. Chodzi o coś innego - o zachowanie równowagi, wynikającej z prostych wyliczeń: miasto powinno dostawać tyle, ile mu się należy z racji jego wielkości, dynamiki rozwoju i znaczenia. Na takim inwestowaniu zyskują wszyscy.
Tylko czy to kogoś obchodzi? Prawda jest taka, że nic się nie zmienia i nadal, żeby wygrać coś dla siebie, trzeba mocno ciągnąć kołdrę w swoją stronę.
Krakowska Platforma ma to szczęście (a może problem?), że los podsuwa jej okazję do rehabilitacji. Chodzi o dwie wielkie imprezy: kościelne Światowe Dni Młodzieży, już przyznane Krakowowi w roku 2016, oraz Zimowe Igrzyska Olimpijskie 2022, o które się staramy wraz ze Słowakami. W obu przypadkach, choć oczywiście perspektywa olimpijska wydaje się pod względem inwestycyjnym zdecydowanie bardziej ekscytująca, jest o co walczyć na poziomie krajowym. To znaczy, mówiąc wprost, walczyć o pieniądze w Warszawie. To egzamin dla krakowskich polityków, którego lepiej niech nie obleją.
KRAKÓW
5,36 mld zł dotacji unijnych, co daje 7 tys. zł na mieszkańca
5 największych inwestycji:
* Spalarnia Odpadów - 830 mln zł
* Szybki tramwaj - 430 mln zł
* Oczyszczalnia ścieków - 360 mln zł
* System ciepłowniczy - 32 mln zł
* Centrum Promieniowania Elektromagnetycznego UJ - 190 mln zł
GDAŃSK
8,84 mld zł dotacji unijnych, co daje 19,2 tys. zł na mieszkańca
5 największych inwestycji:
* Trasa Słowackiego (od lotniska do portu) - 1,4 mld zł
* Południowa obwodnica miasta - 1,4 mld zł
* Pomorska Kolej Miejska - 1,1 mld zł
* Gospodarka wodno-ściekowa - 570 mln zł (0,38 dotacji UE)
* Trasa Sucharskiego - 470 mln zł
WROCŁAW
8,14 mld zł dotacji unijnych, co daje 12,9 tys. zł na mieszkańca
5 największych inwestycji:
* obwodnica Wrocławia (36 km z mostem na Odrze) - 3,42 mld zł
* Kolej Aglomeracyjna - 740 mln zł
* Wodociągi - 560 mln zł
* Obwodnica Śródmiejska - 260 mln zł
* Dworzec Główny - 360 mln zł
|
Do przemyślenia.
Ostatnio edytowane przez Pablo84 : 15.12.2013 o godz. 23:19.
|