|
Faktycznie, tamta analiza nie była poważna. Tylko nie wiem, czy chce mi się wchodzić w kolejną dyskusję z palikot, bo to kosztuje trochę czasu, a na porozumienie raczej nie ma co liczyć. Koszty pracy może i rosłyby, gdyby nie fakt, że przedsiębiorcy sobie w ten, czy inny sposób radzą. Bardzo często podpisywane są umowy śmieciowe, zamiast umów o pracę w przypadku tych dostających minimalne pensje, a pracownicy zarabiający większe kokosy przechodzą na działalność gospodarczą i płacą minimalny, możliwy ZUS, zamiast określanego na podstawie wysokości pensji, działają na 19% podatku liniowym i tak dalej. Cierpią na tym przede wszystkim pracownicy, no ale tak jak mówiłem, nikt nie odważy dołożyć nieco obciążeń najbogatszym w ramach podatku dochodowego, umożliwiając w ten sposób pewne luzy w kosztach utrzymywania pracowników w ramach umowy o pracę, oraz jednocześnie ograniczając "przywileje" umów cywilnoprawnych - wszak kasa w budżecie musi się zgadzać i nie da się wszystkim dogodzić. Chyba, że wypali gaz łupkowy, to kasa, która wpłynie z tej racji do budżetu otworzy możliwości do wprowadzania konkretnych zmian zarówno w systemie podatkowym, jak i w systemie emerytalnym.
Oczywiście popyt wewnętrzny u nas nieco spada, bo i pracownicy dostają stosunkowo niskie pensje, ale jednocześnie eksportujemy rekordowe ilości, więcej niż importujemy, również z tego względu, że pracownicy dostają mało w stosunku do tych zatrudnionych poza krajem, no i koszt takiego produktu jest mniejszy (chociaż jest to duże uproszczenie sprawy). Ogólnie, biorąc pod uwagę naszą sytuację demograficzną, "nastawienie" na eksport nie jest złą sytuacją, bowiem wraz ze spadkiem liczby ludności w naszym kraju teoretycznie osłabiać się powinien popyt wewnętrzny, rąk do pracy będzie coraz mniej (oraz będzie coraz więcej emerytów do utrzymania), natomiast duży eksport utrzymywany na rosnącym poziomie sprawia, że powinno - przynajmniej teoretycznie - spadać bezrobocie. Mimo spadku liczby ludności, liczby rąk do pracy, dzięki eksportowi jesteśmy w stanie utrzymywać, czy też rozkręcać dalej popyt na wytwarzane przez nas produkty. Tylko żeby nasz eksport był konkurencyjny, musi być tani i dobry i koło się nieco zamyka.
Poza tym mówienie o 6-7% wzrostu gospodarczego w czasach światowego kryzysu to w przypadku naszego kraju mrzonka. Zresztą znowu idziemy ostro do przodu. Nierobów z południa nie finansujemy, albo raczej w marginalnym stopniu w kontekście naszego budżetu. Tak naprawdę na poważniejsze reformy jest czas teraz, kiedy koniunktura się poprawia, zobaczymy czy w ciągu najbliższych kilku lat naszym rządzącym nie braknie odwagi.
|