Podsumowując dotychczasowe poczynania Wiślaków w Ekstraklasie ciśnie się tylko jedno słowo na usta...
gdyby. Fakt faktem Wisła gra powyżej oczekiwań, bo przedsezonowe założenia były takie by zakończyć sezon zasadniczy w pierwszej ósemce, jednak zawsze apetyt rośnie w miarę jedzenia. O ile większość meczy rozgrywanych przy Reymonta napawają kazdego Wiślaka optymizmem (wyjątkiem był mecz z Jagiellonią, w którym to na własne życzenie Wisła straciła bramke w końcówce spotkania... a gdyby Chavez nie faulował?), a zwycięstwa z Lechem i Legią były powodem do dumy, o tyle o wyjazdowych poczynaniach z Podbeskidziem czy też Zawiszą Bydgoszcz określić tym mianem się niestety nie da, co więcej oglądając oba spotkania kibice Wisły mogli czuć co najwyżej upokorzenie. Wcześniejsze mecze wyjazdowe też nie były górnolotnymi w wykonaniu piłkarzy Białej Gwiazdy. Z Ruchem czy Cracovią, jak to mawia Manuel Arboleda - mecze były do wygrania "z palcem w dupie"... gdyby znów nie głupie faule, gdyby nie klops bramkarza, gdyby tylko koncentracji starczyło na cały mecz, a nie tylko na 60 minut. Wisła przeplatała dobre mecze na Reymonta ze średnimi na wyjazdach, ale po zwycięstwie z Legią, na wyjazdach Wisła zaczęła prezentować się katasrtrofalnie. Dwa kolejne mecze wyjazdowe lekko mówiąc chluby klubowi nie przyniosły, bo jakże inaczej nazwać postawę Wiślaków w Bielsku, gdzie trzecia w tabeli Wisła gra z ostatnią drużyną w tabeli... a człowiek ma wrażenie że gramy wyjazdowe spotkanie 1/4 LM z Realem na Santiago i tylko dzięki niedyspozycji strzeleckiej Ronaldo i Benzemy wywozimy cenne 0:0? Jakież człowiek może mieć odczucia, jeśli oglada mecz z beniaminkiem ekstraklasy, z którym Wisła całkiem nieźle sobie poczynia w pierwszych 45 minutach, jednak w drugiej połowia zamiast bydgoszczan na murawę wybiegła Barcelona i dzięki bramkom Abidala, Iniesty i Messiego pokonała ambitnie walczącą Białą Gwiazdę? Mecz z Górnikiem zapowiadał się zatem dość ciekawie. Niektórzy wietrzyli szansę na sukces w tym, że to bawarczycy byli faworytem i to ich mogło zgubić. I takie też Wiślacy sprawiali wrażenie... może poprzednie wyjazdy sławy klubowi nie przyniosły, ale wreszcie czegoś nauczyły. Do przerwy Bayern nie istniał, Wisła schodziła do szatni z jednobramkowym prowadzeniem, po pięknym golu Garguły bezpośrednio z rzutu rożnego. W 50 minucie 2:0 za sprawą Haitańczyka... i znów zegar wybił 70 minutę, kiedy to Burliga trzasnął w ofensywie klopsa, poszła kontra i pozamiatane. A że Bayern znany jest z walki do końca, to tez do końca walczył, a walka i ambicja nagrodzone zostały aż trzema bramkami. I oto paradoksalnie Wisła gra swój najlepszy mecz wyjazdowy w sezonie, niemniej jednak przegrywa 2:3. Na pocieszenie można powiedzieć, że zarówno w Bydgoszczy jak i w Zabrzu nie takie firmy przegrywały, ba niektórzy nawet do 92 minuty prowadzili 2:1 a i tak przegrali 2:3... scenariusz podobny, finał ten sam, tylko wydarzenia zmienione w czasie i miejscu - to było do przewidzenia nicym kolejne części "Oszukać przeznaczenie". Teraz zastanówmy się co by było gdyby... gdyby sędzia nie przekręcił lekko meczu w Zabrzu, gdyby z Jagiellonią Chavez głupio nie faulował przed polem karnym, gdyby w Chorzowie najlepszy bramkarz ligi nie puścił gola z 30 metrów, gdyby w Bydgoszczy najlepsza obrona w Polsce lepiej się spisała i gdyby cłhłopakom nie zabrakło koncentracji do końca, gdyby w derbach Nalepa nie przegrał pojedynku główkowego, gdyby w Bielsku chłopaki wyszli na pełnej bombie i pokazali Podbeskidziu gdzie jego miejsce, gdyby w kilku meczach na początki sezonu nie zabrakło Pawła Brożka, gdyby był w kadrze jeszcze drugi napastnik z prawdziwego zdarzenia, gdyby była szersza kadra aby trener miał możliwość rotacji zamiast na siłę wprowadzć bezproduktywnego Małeckiego, gdyby tak nie bać sie puścić młodych na końcówki? Może się wówczas okazać, że z Górnikiem dowozimy 2:1, z Jagiellonią wygrywamy 1:0, w Chorzowie 1:0, w Bydgoszczy 1:1, w derbach 1:0, w Bielsku 1:0... nie chcę nawet gdybać i symulować zwycięstwa w pierwszych dwóch meczach sezonu z Górnikiem i Śląskiem, bo to by było totalne SF i niektórzy mogli by tego nie przeżyć
1. Wisła Kraków 16 40 12 4 0 23-4
2. Legia Warszawa 16 34 11 1 4 35-17
Teraz niech się każdy dobrze zastanowi... czy jest możliwe by najsilniejszego od lat Mistrza Polski, drużynę zbudowaną z najzdolniejszej młodzieży w kraju (po którą rokrocznie przebijają się milionami euro "szejkowie światowego futbolu") uzupełnioną gwiazdami lig południowej Europy, niesłusznie i niesprawiedliwie wyrzuconą poza burtę statku "Liga Mistrzów", z powodzeniem walczącą w Lidze Europejskiej z najmocniejszymi drużynami kontynentu na półmetku T-Mołbajl Extraklasy objechała krakowska Wisła, bazująca w dużej mierze na zawodnikach młodych, ale mało uzdolnionych, uzupełnionych graczami, którzy najlepsze lata mają za sobą, a jedyne na co ich stać to 8 miejsce w tabeli?
