enzo napisał(a):

|
Sędziowanie to jedno. Ale gra Wisły w drugiej połowie wołała o pomstę. Jedyny pomysł na grę, to wykopywanie piłki w kierunku Guerriera. W drugiej części zostaliśmy po prostu zniszczeni. I koniec końców ten wynik to i tak najmniejszy możliwy wymiar kary. Niestety.
|
Gra Wisły tak w I jak i w II polowie akurat była dziś calkiem niezła.
Po raz pierwszy pilkarze potrafili pilkę dość dobrze rozgrywać. Trzymali się blisko siebie w obronie, pokazywali się na pozycjach, w miarę dość szybko wychodzili z obrony do ataku. Nie było tego, co w meczu z takim Widzewem, kiedy nie potrafilismy wiele zrobić z piłką przy jej wyprowadzaniu z własnej połowy. Tym razem to działało i jak sie okazuje, wystarczało w sporej części meczu na Górnika.
Stwarzaliśmy sobie wiele sytuacji, szkoda, że nie wykorzystanych.
Górnik jednak miał równiejszą ławke rezerwowych i kazdy z wchodzacych piłkarzy nie oslabiał Górnika, ale nawet w zmienionej sytuacji (wieksze zmęczenie, rozluźnienie szyków i więcej przestrzeni na boisku) wyraźnie wzmacniał siłę ataku.
Tymczasem nasze zmiany nie mogły dac wiele. Małecki wręcz nas osłabił, a Sarki mimo że zastąpił zmęczonego Boguskiego nie był w stanie wziąć na siebie ciężaru gry.
W dalszym ciągu brak jest nam solidnej drugiej linii potrafiącej opanowac środek boiska i nie pozwolic przeciwnikowi na uzyskanie przewagi pozycyjnej. Mimo że zarówno Stiepanowicz jak Chrapek i Garguła wznosili się na wyzyny swoich umiejętności, to jeszcze nie jest to.
Brak Pawła Brożka nie okazał się tak strasznie odczuwalny. Przypominam, że to bez Pawła wygraliśmy do tej pory jedyny mecz na wyjeździe, co prawda tylko z Koroną, ale z Koroną będącą w gazie. Oczywiście nie da się zgadnąć jakim wynikiem zakonczyloby sie spotkanie gdyby Paweł Brożek był na boisku i był w dobrej formie.
Boguski był tym najbardziej wysuniętym tylko formalnie i tylko przez pierwszy kwadrans. Guerrier ma niesamowite predyspozycje do gry w ataku i wielokrotnie, intuicyjnie zdobywał przewagę pozycji nad obrońcami Zabrza, czyniąc to dużo lepiej niż Boguski.
I jeszcze Smuda. Tym razem nie poprowadził zespołu tchórzliwie i po osiągnieciu prowadzenia nadal ustawiał drużynę ofensywnie, co przy mniejszym pechu i troche mocniejszym składzie mogło zakonczyć się pomyślnie.
Co do sędziów, zarowno liniowych (kilkakrotnie puszczających zabrzan na bramkowych spalonych) jak i głównego (pozwalającego zabrzanom na zbyt ostrą, siłową grę i odgwizdującego czasami urojone faule, lub niegwiżdzącego ewidentnych przekroczen przepisów) to oni byli współtwórcami zwycięstwa zabrzan tak, jakby trzeba bylo koniecznie udowadniac, że praca Nawałki przynosi dobre efekty. oczywiście, jestem daleki od teorii spiskowych, ale ten mecz powinniśmy byli w najgorszym razie zremisować.
Aha. Przestałem lubieć Sobola.
